Przed WallStreet23: co boli polskiego inwestora?

O bolączkach polskiego inwestora, zmianach na polskim rynku kapitałowym, konkurencji ze strony crowdfundingu i nieruchomości oraz gonieniu zachodnich standardów w przededniu konferencji WallStreet23 mówią w rozmowie z Bankier.pl Jarosław Dominiak i Michał Masłowski ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Jarosław Dominiak (z lewej) i Michał Masłowski
Jarosław Dominiak (z lewej) i Michał Masłowski (fot. Marek Wisniewski / FORUM)

Michał Żuławiński, Bankier.pl: Co najbardziej boli polskiego inwestora indywidualnego?

Michał Masłowski, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych: Najbardziej? Kształt wykresu WIG20. Możemy rozmawiać o bolączkach takich, jak podatek Belki, ale ostatecznie najbardziej boli sytuacja na rynku. Obserwujemy to w naszym dziale interwencji, który zajmuje się różnymi sprawami zgłaszanymi przez inwestorów. Istnieje pewna korelacja: kiedy indeksy idą w górę, to mniej jest zgłoszeń o problemach z biurami maklerskimi, z nieprawidłowymi działaniami spółek, z podejrzeniami o oszustwo etc.; kiedy jest odwrotnie, tak jak ostatnio, to spraw nagle przybywa.

Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych: To oczywiste, że kiedy nas boli ząb, to lepiej czujemy się z milionem w kieszeni niż bez niego. Gdyby jednak na bok odstawić cykliczność koniunktury, to z pewnością ogromną bolączką są wszystkie wydarzenia złe systemowo oraz zmiana percepcji postrzegania w Polsce giełdy, która była ich konsekwencją. Kiedy pewien marazm zaczyna dotykać nie tylko pośredników i dużych graczy, ale i inwestora indywidualnego, to znak, że dzieje się źle.

Za nami rok, który upłynął pod znakiem afery GetBacku i KNF. Rynek zdołał się po tym otrząsnąć?

MM: Kiedy poprzednio działy się duże nieprawidłowości na rynku, to ekscytowali się nimi głównie ludzie z rynku kapitałowego. W przypadku tych dwóch afer, wydźwięk był tak szeroki, że i sprzedawca marchewki zaczął kojarzyć rynek kapitałowy ze środowiskiem, w którym bankierzy załatwiają ciemne interesy na szemranych spotkaniach z szefem KNF. To mocny cios, który wciąż ma wpływ na polski rynek.

JD: Po tym, jak rozlało się mleko z GetBackiem, pojawiła się cała seria nowych regulacji. To kuriozum. Osoba nieuczciwa, która nie będzie stosować tysiąca nowych przepisów, nadal może trafić na człowieka, który nie ma zielonego pojęcia o tym, czym jest KNF i jego lista ostrzeżeń, i powiedzieć mu: „słuchaj, oto oferta 20 proc. w skali roku bez żadnego ryzyka”. Finalny odbiorca wciąż często nie ma elementarnej wiedzy, dzięki której taka propozycja od razu zapaliłaby mu się lampka ostrzegawcza. Zamiast na to kłaść nacisk, będziemy ciągle tylko gonić tych, którzy zawsze znajdą jakąś lukę w przepisach.

JD: Regulacyjne dokręcanie śruby miało czemuś służyć, miało chronić inwestorów indywidualnych, finalnych odbiorców usług finansowych. Tymczasem obecnie ludzie, w tym młodzi, pytają: „O jakim bezpieczeństwie mówicie? GetBacki, Amber Goldy, a nikogo nie skazano”. Jaki mam argument w rozmowie z takim człowiekiem? Nie powiem przecież: „To jest rynek regulowany, wypełniłeś ankietę i teraz nikt Cię na szaro nie zrobi”. To jest wielki problem systemowy.

Niemal nikogo nie skazano nie tylko w wielkich, ale i małych aferach.

JD: Tam gdzie pieniądze, tam i chciwość oraz inklinacje do tego, żeby pójść na skróty. Jeżeli stanie się coś złego, to chodzenie do polskich sądów jest drogą przez mękę. Sędziowie nie są przygotowani do rozwiązywania takich spraw. Jeżeli ktoś komuś nie ukradł czegoś konkretnego i nie widać tego na zapisie z kamery, to bardzo często jest to dla sądów zbyt abstrakcyjne. Przychodzą do nas poszkodowani inwestorzy, którym musimy powiedzieć: „Wasza sprawa będzie trwała minimum 5-10 lat, a jeszcze będziecie musieli za to zapłacić”. Przy takim niedowładzie wymiaru sprawiedliwości trzeba dopisać jeszcze jedno ryzyko do funkcjonowania na rynku kapitałowym.

Ryzyko w teorii nie powinno odstraszać młodych inwestorów, a mimo to nie garną się do inwestowania. Dlaczego?

MM: Spójrzmy na to, co trzeba zrobić, żeby kupić akcje. Trzeba pójść do biura maklerskiego, wypełnić mnóstwo dokumentów, wypełnić ankietę MiFID II i przejść całą procedurę, a na końcu biuro maklerskie jeszcze i tak może uznać, że nie mamy wystarczającego doświadczenia, żeby kupić jakieś instrumenty finansowe. Chcąc kupić kryptowalutę, średnio rozgarnięty młody człowiek za pomocą smartfona w 15 minut wszystko załatwi. To jest zasadnicza różnica. Ludzie nie chcą handlować przez instytucje i uczestniczyć w skomplikowanych procedurach. Chcieliby handlować w sposób tak prosty, jak otworzenie konta w Revolut.

JD: Młodzi ludzie nie są może wiodącą grupą na rynku, ale trzeba się z nią liczyć, bo nadają dynamikę i będą za chwilę dominującą. Dla młodego człowieka GPW to „oldschool”, a wiedzę o kryptowalutach czerpie od influenserów.

MM: Zawsze byłem przyzwyczajony do tradycyjnego „schematu przepływu inwestorów”. Wyglądał on następująco: inwestor zaczynał od rynku akcji, a kiedy zaczynał potrzebować więcej adrenaliny, to przechodził na rynek kontraktów terminowych. Kiedy i tam zaczynał się nudzić, wchodził na rynki OTC typu forex, a ostatnio – choć aż boję się to powiedzieć – na rynki kryptowalut. Od biur maklerskich dowiedziałem się, że dziś jest odwrotnie. Nowi inwestorzy najpierw pojawiają się na ryzykownych rynkach, a dopiero później działy sprzedaży domów maklerskich starają się przekierować tych klientów do inwestowania w akcje.

Przygotowywana obecnie przez ministerstwo finansów strategia dla rynku kapitałowego może poprawić sytuację?

MM: Nieco cmokamy z niezadowoleniem, ponieważ kilka miesięcy temu po rynku krążył szeroki draft strategii. Po jego lekturze wpadliśmy w euforię, nie tylko my z resztą.

JD: Mirosław Kachniewski z SEG mówił wówczas, że ta strategia jest zbyt piękna, żeby weszła w życie. W naszej opinii strategia w obecnie proponowanym kształcie nie będzie „game-changerem”.

MM: Otóż to. Finalny dokument, który światło dzienne ujrzał w marcu, nazwalibyśmy strasznie zachowawczym. W pierwotnym dokumencie było bardzo wiele ciekawych propozycji, w tym np. zmniejszony o połowę podatek Belki od inwestycji długoterminowych, zwiększenie limitów IKE/IKZE, zniesienie podatku przy likwidacji IKZE… Tych rzeczy nie ma. Pozostał niższy podatek od dywidend dla inwestorów długoterminowych oraz – choć to zupełnie niemierzalne – to, że sporo polityków dowie się, że w Polsce w ogóle istnieje rynek kapitałowy.

JD: Mamy w swoich szufladach mnóstwo pięknych dokumentów, z ministerstwa finansów czy ministerstwa skarbu. Wszystkie ich słuszne zapisy zostały na papierze. Nie ma nikogo umocowanego np. przy premierze, który musiałby raz na pół roku zdawać raport z tego, co faktycznie jest realizowane. Samo zidentyfikowanie problemów rynku to nie wszystko.

Czy to aby na pewno dobrze? Politycy plus giełda to niebezpieczna mieszanka.

MM: Oczywiście. Kiedy zaczęły się pracę nad tą strategią i uczestniczyliśmy w spotkaniu w ministerstwie finansów, to wstałem i powiedziałem na głos: „Wierzę, że jako środowisko możemy napisać wspaniałą strategię dla rynku kapitałowego, tylko co z tego, jeżeli minister energii w PGE znowu przełoży kapitały z lewej kieszeni do prawej. Wówczas będziemy mogli do kosza wyrzucić całą piękną strategię, a ponownie budowane zaufanie do rynku szlag trafi”. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że w strategii zapisano bardzo ważny aspekt, w postaci corporate governance dla spółek skarbu państwa. Będzie to zapis, na który będzie można się powoływać.

Są jeszcze inne jaskółki optymizmu. Weźmy na przykład program „Orlen w portfelu”, którego partnerami są zarówno SII jak i Bankier.pl.

MM: Program „Orlen w portfelu” pokazał, że można wyjść w kierunku inwestorów indywidualnych. Całe lata jeździliśmy po spółkach giełdowych i pytaliśmy o tego typu inicjatywy. W odpowiedzi padały argumenty typu: nie ma sensu, nie da się, nie opłaca się. Orlen pokazał, że się da. Widzę po swoich znajomych, którzy nie mieli nic wspólnego z inwestowaniem, że wchodzą na stronę internetową programu „Orlen w portfelu”, czytają, a nawet liczą ile pieniędzy trzeba mieć, żeby kupić tych 50 akcji Orlenu wymaganych przez program. Co więcej, rozdzwoniły się u nas telefony od spółek, które chcą zrobić coś podobnego.

JD: Niewielu emitentów ma poczucie, że swego czasu doprosili do swojego biznesu inwestorów i trzeba traktować ich jak współwłaścicieli. Wielu prezesów w zaciszu gabinetów powtarza sobie, że gdyby tylko mogli, to najchętniej zniknęliby z giełdy. Na zachodzie jest inaczej. Na rynkach o wiele bardziej rozwiniętych działania edukacyjne są prowadzone w szerokim spektrum: od szkół średnich przez osoby aktywne zawodowo po emerytów. Kilkukrotnie byłem w Paryżu na dorocznej imprezie dedykowanej inwestorom indywidualnym. Pytałem szefów relacji inwestorskich francuskich spółek: „Kto wam każe to wszystko robić?”. Odpowiadali zdziwieni: „Jak to? Przecież to są nasi indywidualni akcjonariusze. To obywatele Francji! Jak moglibyśmy nie wychodzić do nich z inicjatywą?”.

Już niebawem milionom Polaków o istnieniu giełdy przypomnieć może PPK. Czy faktycznie jest to – jak sugeruje tytuł jednej z debat na WallStreet – „pokoleniowa szansa, której nie można zmarnować”?

MM: Nie ma nic gorszego dla programu PPK niż to, gdyby miało się okazać, że jest to kadłubowy program z 300 000 osób na pokładzie. W założeniach PPK to świetny program. Merytorycznie ciężko się do tego przyczepić, poza jakimiś detalami.

JD: Problem leży oczywiście gdzie indziej – jak po rozmontowaniu OFE można przeciętnemu Polakowi powiedzieć: „Tak, tym razem to środki prywatne, nic się z nimi nie stanie”.     

MM: W naszym badaniu 57 proc. inwestorów powiedziało, że wypisze się z PPK. Po sprawie OFE ciężko znów skłonić Polaków do zaufania w nowy program emerytalny. OFE wprowadzono w 1999 r. i od tamtego czasu średnio co 3-4 lata ktoś przy nich majstrował. To o jakiej przewidywalności do rządowych programów emerytalnych my mówimy?

JD: Instytucje obsługujące PPK patrzą na program przez pryzmat biznesowy: cała uwaga skierowana jest na to, żeby pozyskiwać spółki. Mam jednak nadzieję, że przyjdzie czas – oby nie przyszedł za późno – na komunikację na finalnego odbiorcę. Branża dyskutuje o tym, jak dużym ratunkiem dla niej będą PPK. Tymczasem program przede wszystkim na przynieść Polakom środki na emeryturę, a nie załatwiać wszelkie inne interesy, od finansowania gospodarki po ratowanie branży finansowej.

MM: Profesor Jajuga powiedział w jednym z paneli dyskusyjnych: „W erze mediów społecznościowych, kiedy reakcje na niektóre wydarzenia są szybsze niż 10 czy 20 lat temu, jedna akcja społeczna pod hasłem ‘Wypiszmy się z PPK’, spowodowana np. nieodpowiedzialną wypowiedzią jakiegoś polityka, może mieć gigantyczny wpływ na sytuację na rynku”. Na mniejszą skalę przerabialiśmy to w czasie wyboru ZUS czy OFE. Mimo, że ZUS był domyślny, to do ostatniej chwili ludzie stali w kolejkach, żeby jeszcze wysłać swoją decyzję – nawet jeżeli nie wiedzieli, o co chodzi, ale skoro ich znajomi zdecydowali się pozostać w OFE, to oni też. Wystarczy, żeby po jednej nieodpowiedzialnej decyzji polityka ludzie postanowili się wypisać z PPK. To będzie tragedia dla programu i dla rynku.

Od lewej: Michał Masłowski, prof. Krzysztof Jajuga, Jarosław Dominiak
Od lewej: Michał Masłowski, prof. Krzysztof Jajuga, Jarosław Dominiak (SII)

Na WallStreet mowa będzie także i o innym głośnym temacie, o equity crowdfundingu. To chwilowa moda czy nowa rzeczywistość inwestowania?

JD: Jeżeli widzimy, że na rynku coś się dzieje, to nie stoimy z boku. Skoro na największej platformie equity crowdfundingowej pozyskano tyle samo kapitału, co na NewConnect, to o czymś to świadczy. Brand GPW, cała infrastruktura i autoryzowani doradcy nie dali wspólnie rady, żeby przyciągnąć więcej kapitału jak jedna z platform.

Może po prostu „tradycyjny” segment rynku kapitałowego przegrywa walkę o portfele Polaków?

JD: Crowdfunding trafia do Polaków przez Facebooka, dlatego, że może i dlatego, że działa aktywnie. Niestety, rynek kapitałowy wciąż w dużej mierze żyje w dawnych czasach, kiedy inwestorzy stali w kolejkach po akcje. Tymczasem trzeba wyjść do ludzi, edukować ich, zachęcić. Trzeba o nich walczyć. Nie ma żadnych wątpliwości, że np. banki nie mają interesu w tym, aby miliardy złotych leżące na nieoprocentowanych ROR-ach pchać w bardziej rentowne przedsięwzięcia. Jako środowisko rynku kapitałowego powinniśmy zadziałać wspólnie. Jedna kampania reklamowa banku z udziałem znanego piosenkarza to budżet, którym może dysponuje całe środowisko rynku kapitałowego razem wzięte.

W artykułach na temat equity crowdfundingu do znudzenia przypominamy o ryzykach, które się z tym sposobem inwestowania wiążą.

JD: Owszem, my również diagnozujemy dużo ryzyk z tym zjawiskiem związanych. Sam mam obawy odnośnie tego ile osób uczestniczących w akcjach crowdfundingowych wie, na czym polega to przedsięwzięcie i jaka jest kondycja danej firmy. To jest po prostu moda, są wokół tego trendsetterzy. Jednocześnie jednak ta moda zadaje kłam stwierdzeniu, że rynek kapitałowy jest w grobie i trzeba o nim zapomnieć. Ludzie chcą inwestować, trzeba dopasować formę do nowych czasów.

JD: Uważam, że wszystkie platformy crowdfundingowe powinny prowadzić elementarną edukację. Wiemy, że kiedy ludzie nabywają nieodpowiednie dla siebie instrumenty finansowe, to kończy się to źle. Niektóre rzeczy warto mitygować na samym początku – tyczyło się to i mody na inwestowanie w bitcoina, i chorób wieku dziecięcego obserwowanych na NewConnect.

MM: Rynek equity crowdfunding nie zaliczył jeszcze żadnej spektakularnej klapy, a to przecież nieuniknione. Zobaczymy, czy ta moda nie przeminie. Nasza tegoroczna impreza towarzysząca – WallStreet Crowdfunding & Start-up Friday – ma na celu uświadamianie i edukowanie inwestorów oraz pobudzenie dyskusji na temat tego zjawiska.

Dochody Polaków rosną, ale nie przekłada się to na wzmożony wzrost zainteresowania giełdą. Co innego z przeżywającym kolejny boom rynkiem nieruchomości. Co jest powodem takiej sytuacji?

MM: Po pierwsze moda, po drugie wspomniany już zły sentyment do rynku kapitałowego. Skoro panuje taka opinia, że na rynku kapitałowym się kradnie i załatwia szemrane interesy, a z drugiej strony panuje przekonanie, że ceny nieruchomości mogą tylko iść w górę, to nie ma się czemu dziwić.

JD: Dom to jednak jest coś bardziej namacalnego. To coś, co zostanie, nikt z niego nic nie wyprowadzi, nie wyrzuci jego notowań z giełdy… Oczywiście inną sprawą jest to, że gdybyśmy wyznawców nieruchomości zapytali o to czy zdają sobie sprawę z istnienia cyklu koniunkturalnego i wahań cen, to boję się, że dosyć duża grupa jak mantrę powtarzałaby: „ziemi nigdy nie będzie więcej, nieruchomości będą tylko drożały”.

MŻ: Chyba nie sposób jednak pominąć sposobu, w jaki promowane jest inwestowanie w nieruchomości. W drodze na poprzednią konferencję WallStreet mijałem znaki „Zainwestuj w pensjonat, gwarantowane 7 proc. rocznie”, mój Facebook także jest pełen tego typu ofert.

JD: W odróżnieniu od rynku kapitałowego, branża inwestowania w nieruchomości może się szeroko promować. Jeżeli rozmaici influenserzy mogą swobodnie obiecywać 7-8 proc. pewnego zysku, to przy obecnych stopach procentowych i łatwiejszym dostępie do pieniądza, taki przekaz musi działać. Tym bardziej, że nieruchomości to nie skomplikowany produkt strukturyzowany, tylko coś, co można dotknąć i zobaczyć. W namawianiu do inwestowania w nieruchomości powstaje szeroki lejek sprzedażowy. Część ludzi się w niego oczywiście nie złapie, ale ostatecznie statystyka działa – nie trzeba sprzedać produktu 10 procentom osób, którym wyświetlono reklamę na Facebooku, tylko wystarczy 1 procent.

Nieruchomości to też element majątku, który Polacy dostają w spadku. Może kiedy zaczną dziedziczyć akcje, to ich zainteresowanie giełdą wzrośnie?

MM: Oczywiście. Przykładowo, we Francji model inwestowania polegający na tym, że akcje przechodzą z ojca na syna, a wcześniej z dziadka na ojca, jest doskonale oczywisty. Rodziny posiadają akcje przez kilka pokoleń, tak jak posiadają np. nieruchomości.

JD: Do tego dochodzi kultura dywidendy. Skoro Coca Cola od dekad niezmiennie płaci, to staje się to oczywistą formą dochodu pasywnego. Tymczasem u nas mamy 50-letnią wyrwę w gospodarce rynkowej. Za PRL co najwyżej można było kupić waluty pod Pewexem albo przywieźć złoto z zagranicy.

MM: Mam taką teorię: inwestowanie na giełdzie będzie w Polsce powszechne, kiedy na emeryturę będą szły osoby, które wchodziły w wiek dorosły, gdy giełda już funkcjonowała.  Dzisiaj na emeryturę przechodzą osoby, których 18 urodziny przypadały głęboko w poprzednim ustroju. Poza tym musimy się dorobić jako społeczeństwo, żeby nasze dzieci mogły dziedziczyć, także akcje. To powoli już widać, ale nawet 30-letnia historia transformacji wciąż jest za krótka, żeby duże majątki ulokowane w akcjach mogły być dziedziczone.

Ostatnie pytanie – dlaczego warto pojawić się na konferencji WallStreet23?

JD: Powtórzę to, co powtarzam od dawna i powtarzał będę do znudzenia. Jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej ekologiczni, od lat już wysyłamy dzieci na angielski, staramy się lepiej odżywiać i uprawiać sport… Jednocześnie wciąż brakuje elementarnej wiedzy finansowej, do wykorzystywania której okazje mamy na każdym kroku. Do przyjazdu na WallStreet zachęcamy nie tylko doświadczonych inwestorów, ale też osoby poszukujące podstawowej wiedzy.

MM: Na WallStreet coś dla siebie znajdzie i doświadczony inwestor. Jeden z naszych członków kilka lat temu powiedział, że „środowisko, które przynajmniej raz w roku fizycznie się nie spotyka, tak naprawdę nie istnieje”. Widzimy to też w ten sposób – poza częścią merytoryczną ważna jest także możliwość spotkania z innymi inwestorami, z prezesami spółek, z analitykami. Na WallStreet były ubijane także interesy, nawet na kilkadziesiąt milionów.

JD: Robimy badania na temat tego, czego na konferencji oczekują inwestorzy. Niektórzy wolą spotkać się ze sobą, inni ze spółkami. Tematów jest wiele, konferencję można zbudować sobie według własnych potrzeb. Od innych konferencji WallStreet odróżnia się też tym, że dyrektora finansowego dużej spółki faktycznie można „złapać” w kuluarach. Do tego jako organizacja pożytku publicznego umożliwiamy udział studentom z kół naukowych. Coraz więcej inwestorów przyjeżdża też z rodzinami, dla osób towarzyszących oferujemy preferencyjne warunki. Nie trzeba więc rezygnować ani z dnia dziecka ani z finału Ligi Mistrzów, który na koniec drugiego dnia konferencji wspólnie będziemy oglądać na dużym ekranie.


Bankier.pl jest głównym partnerem medialnym konferencji WallStreet23, dzięki czemu nasi czytelnicy mogą skorzystać ze specjalnego kodu rabatowego (WS23BANKIER), który obniża cenę udziału w konferencji o 300 zł. Więcej szczegółów na stronie organizatora.

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 1 marianpazdzioch

Polska to jest kraj ludzi o lepkich łapach. A na giełdzie czują się jak ryba w wodzie. Umożliwają to słabe regulacje (brak np. dożywocia za malwersacje) oraz totalny uwiąd tzw. organów ścigania. Nie deprecjonuję giełdy jako takiej, ale w Polsce to jest gorzej niż porażka. To jedno z ostatnich miejsc gdzie powinno pchać się swoje oszczędności.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 6 skasowane_konto

do czego można przyrównać inwestowanie dla człowieka tej ery. Tak więc z inwestowaniem jest jak z łososiem płynącym w górę rzeki na tarło.

! Odpowiedz
3 15 jendreka

Kilka przestrogi dla młodych. Ja już idę na emeryturę. Moje doświadczenia. Sam nic nie zarobiłem na gpw. To co zarobiły OFE na skutek suwaka zniknęło. Nie wspomnę o zagrabionych 50% zarobionych w OFE. Szczęśliwy jestem że nie złapie się na PPK IKE IKZE, czy jakikolwiek inny fundusz. Zapewne będę przeklinać do końca życia ten system a przede wszystkim ludzi którzy go tworzą, tak kombinują by jak najwięcej zlepić inwestora i najwięcej na nim zarobić. Bo nie dla emeryta jest gpw tylko dla państwowych instytucji i TFI

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 15 jendreka

Rozpoczęcie się i co z tego wiecie. Ble ble ble. Ja napiszę w kilku słowach. Brak zarobku, brak perspektyw. Zresztą gpw to Tak naprawdę to samo co GetBack tylko w bardziej wyrafinowany sposób. Pisze do młodych przyszłych emerytów, nie dajcie się wciągnąć w to bagno. Tu tylko czekają w ukryciu żmije.

! Odpowiedz
0 20 tomitomi

co boli ?
patrowicze i ich pochodni osobnicy ! - to najbardziej boli małych inwestorów ! ! !
złodziei -cwaniaków za dużo , jak na p-oLSKĘ !

! Odpowiedz
0 17 jacek-19

Pozostał niższy podatek od dywidend dla inwestorów długoterminowych - co ? przeciez zabieraja 19% , to jaki niższy podatek ?
Wielu prezesów w zaciszu gabinetów powtarza sobie, że gdyby tylko mogli, to najchętniej zniknęliby z giełdy. - i to jest prawda ! Rozwinac skrzydla , nie placic dywidendy a potem odkupic akcje po cenie nizszej od wk . Tak robi MCI .
Mnie najbardziej bola kupcy np 20 , 15 , 8 , 7 , 12 stk akcji np ACP. Przy takich inwestorach to GPW musi miec cig na polnoc . Oni nic nie umieja , glupie kursy .

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 24 specjalnie_zarejstrowany1

Dajcie sobie po prostu spokoj z GPW. Za granica jest wieksza plynnosc i transparentnosc.

! Odpowiedz
1 12 iluminat

Niech ktoś się wreszcie przyjrzy kursowi JWCONSTRUCTION

! Odpowiedz
0 56 momotaro

GPW z czym mi się obecnie kojarzy? To miejsce gdzie możesz ukraść bezkarnie jako właściciel spółki setki milionów złotych od naiwnych drobnych inwestorów którzy inwestują bądź przez TFI , OFE czy też indywidualnie i ponieść za to zerową karę. I piszę to jako inwestor siedziacy na tym rynku od 1996 roku. I tyle w tym smutnym temacie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 29 madarot

Podobnie jest na obligacjach, coraz częściej polskie cwaniactwo nie wykupuje obligacji, bądź zmieniają zasady wykupu przedłużając spłaty, a jak już ma do niej dojść to nawet zabezpieczone obligacje z zabezpieczenia są ogołocone. Znam osoby dość zamożne które zaoszczędziły troche kapitału na pracy, jednocześnie nie mając dużej emerytury, inwestowały w obligacje traktując ten dochód jako sposób na drugą emeryture. Jednak jeśli mu wypadnie z worka kilka obligów, bo cwaniaki kombinują to nici z emerytury. Przykłady cwaniactwa: Fast Finance, Statima, Braster, OT Logistic, wiadomo Get Beck a wczoraj dowiedzieć się można, że tak wielki i solidny zakład jak Kania kombinuje żeby nie spłacić w czerwcu tego roku obligacji. Polska to kraj kombinatorów i niestety złodziei.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
WIG -0,93% 57 979,10
2019-09-17 13:54:00
WIG20 -1,15% 2 192,38
2019-09-17 14:09:45
WIG30 -1,07% 2 493,15
2019-09-17 14:09:00
MWIG40 -1,09% 3 779,06
2019-09-17 13:54:30
DAX -0,34% 12 338,11
2019-09-17 14:07:00
NASDAQ -0,28% 8 153,54
2019-09-16 22:03:00
SP500 -0,31% 2 997,96
2019-09-16 22:08:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.