Po trzecim kwartale 2025 r. banki raportujące dane mają łącznie ok. 10,8 mln kart podpiętych do cyfrowych portfeli. To już nie ciekawostka technologiczna, ale równoprawny kanał płatności, który w codziennych transakcjach coraz częściej zastępuje tradycyjne karty plastikowe. Klienci przyzwyczaili się do tego, że „portfel” mają w telefonie, zegarku albo innym gadżecie, a karta w fizycznej postaci staje się raczej zapasowym środkiem płatniczym niż narzędziem pierwszego wyboru.


Liderzy rynku - kto ma najwięcej kart w portfelach cyfrowych
W statystykach za trzeci kwartał wyraźnie widać dominację kilku największych graczy. mBank ma ponad 3,35 mln kart podpiętych do Apple Pay, Google Pay i innych portfeli mobilnych. Na drugim miejscu jest Santander Bank Polska, który zbliża się do poziomu 2,93 mln kart, a dalej Bank Pekao z ok. 1,33 mln oraz Millennium z wynikiem nieco powyżej 1,2 mln.
Silnie rośnie też grupa banków ze średniej półki: Alior przekroczył 540–600 tys. kart, Credit Agricole ma już ponad 400 tys., a bankowość spółdzielcza – zrzeszenia BPS i SGB – raportuje odpowiednio blisko 180 tys. i 170 tys. kart stokenizowanych. Nawet mniejsze instytucje, takie jak Nest Bank i Bank Pocztowy, notują po kilkadziesiąt tysięcy kart powiązanych z cyfrowymi portfelami. To pokazuje, że płatności mobilne przestały być domeną kilku największych banków i stały się rynkowym standardem.
Zobacz także
Niepełny obraz rynku - brak danych z części dużych banków
Trzeba jednocześnie pamiętać, że obecne zestawienie nie obejmuje wszystkich istotnych graczy. Kilka dużych banków nie podało aktualnych danych, w tym PKO BP, co z góry ogranicza możliwość pełnej oceny rynku. Z ostatnich dostępnych informacji wynika, że ING Bank Śląski miał około 1,5 mln kart podpiętych do cyfrowych portfeli w trzecim kwartale 2024 r.
PKO BP natomiast w 2023 r. raportował 824 tys. kart działających w autorskiej technologii HCE. Ten wynik nie obejmował kart dodanych do Apple Pay i Google Pay, więc realna skala wykorzystania płatności mobilnych w największym polskim banku jest dziś prawdopodobnie istotnie wyższa. Gdyby do obecnych statystyk dołożyć najświeższe wolumeny z ING i PKO, łączna liczba kart stokenizowanych mogłaby być większa o kilka milionów.
Apple Pay i Google Pay to baza, ale rośnie segment niszowych portfeli
Podstawą oferty banków pozostają dwa globalne ekosystemy: Apple Pay i Google Pay. To one zapewniają największy zasięg i są naturalnym wyborem dla użytkowników smartfonów z iOS i Androidem. Obok nich pojawia się jednak coraz więcej rozwiązań niszowych, nastawionych na konkretne urządzenia lub grupy klientów.
Bank Pocztowy podaje wprost, że z Xiaomi Pay korzysta tam 240 klientów, a z Garmin Pay 540. Nest Bank raportuje 79 użytkowników Fitbit Pay i 15 korzystających ze Swatch Pay. Na tle kilku milionów kart w portfelach Apple i Google to wartości symboliczne, ale od strony trendu ważne jest coś innego: płatność staje się funkcją dodawaną do kolejnych kategorii urządzeń. Dla banku jest to dodatkowy kanał dotarcia, a dla klienta – możliwość zapłacenia tym, co akurat ma na ręce albo przy sobie.
Nowi gracze i pierścienie płatnicze
Na tym tle warto odnotować dwa ruchy, które dodatkowo poszerzają rynek. Po pierwsze, kilka tygodni temu w Polsce zadebiutował Samsung Pay, co domyka układ trzech globalnych ekosystemów mobilnych na lokalnym rynku. Użytkownicy smartfonów i zegarków Samsunga zyskują natywne rozwiązanie do płatności zbliżeniowych, a banki – kolejny kanał integracji.
Po drugie, część instytucji wprowadziła do oferty pierścienie płatnicze. mBank, Pekao i Alior proponują klientom biżuterię z modułem płatniczym, w której karta jest stokenizowana dokładnie tak samo jak w telefonie czy zegarku. To rozwiązanie adresowane do osób, które chcą zminimalizować liczbę noszonych przy sobie urządzeń – na przykład biegają bez telefonu, ale nadal chcą mieć możliwość zapłaty w sklepie czy na stacji.
Pekao i Blik zbliżeniowy - inna metodologia
Specyficzny jest sposób raportowania Banku Pekao. Instytucja podaje łączną liczbę użytkowników zbliżeniowych płatności mobilnych, więc w statystyce znajdują się również klienci korzystający z Blika zbliżeniowego. Z punktu widzenia samego klienta różnica może być mało istotna – w obu przypadkach przykładamy telefon do terminala i płacimy bez użycia plastiku – ale technologicznie są to dwa różne światy.
Blik zbliżeniowy nie wykorzystuje karty płatniczej, lecz własną infrastrukturę systemu Blik oraz aplikację mobilną banku. W efekcie dane Pekao nie są w pełni porównywalne z innymi bankami, które raportują wyłącznie liczbę kart stokenizowanych, a nie liczbę użytkowników danego kanału płatniczego.
Blik w statystykach tokenizacji - dlaczego go tam nie ma?
Płatności zbliżeniowe są dostępne w Bliku od niedawna i zdążyły osiągnąć masową skalę, ale w zestawieniach dotyczących kart podpiętych do portfeli cyfrowych Blik zasadniczo się nie pojawia. Powód jest prosty: nie ma tam karty jako instrumentu. Płatność odbywa się bezpośrednio w ekosystemie Blika, więc nie generuje nowego tokenu karty i nie powiększa puli kart dodanych do Apple Pay, Google Pay czy innych portfeli. Wyjątkiem jest wspomniany już Pekao, gdzie metodologia łączy płatności kartowe i blikowe w jednym wskaźniku. Z perspektywy analiz rynku warto mieć to z tyłu głowy - wolumen płatności mobilnych w Polsce jest faktycznie większy niż wynika z samych statystyk tokenizacji kart.
Na czym polega tokenizacja kart?
W centrum całego modelu leży tokenizacja. Z punktu widzenia użytkownika sprowadza się to do „dodania karty” do telefonu, zegarka, opaski czy pierścienia. Z punktu widzenia banku i schematów płatniczych oznacza wygenerowanie cyfrowego odpowiednika karty – tokenu – który jest przypisany do konkretnego urządzenia albo aplikacji. Podczas transakcji terminal i sieci pośredniczące nie widzą prawdziwego numeru karty, tylko token i jednorazowe identyfikatory transakcji.
Ogranicza to ryzyko przechwycenia danych, a w razie kompromitacji pojedynczego urządzenia pozwala odłączyć wyłącznie dany token, bez konieczności blokowania całej karty i wymiany plastiku. Jedną kartę można też stokenizować wielokrotnie, podpinając ją do kilku urządzeń naraz. W praktyce klient może mieć tę samą kartę w telefonie, zegarku, opasce fitness i pierścieniu, a każde z tych powiązań funkcjonuje niezależnie.
Wygoda i bezpieczeństwo jako główne motory zmiany
Dla użytkowników kluczowe są dwa czynniki: wygoda i poczucie bezpieczeństwa. Wygoda wynika z tego, że telefon czy zegarek są zawsze pod ręką, a portfel coraz częściej zostaje w domu. Płatność wymaga jedynie przyłożenia urządzenia do terminala, co sprawdza się zarówno w codziennych zakupach, jak i w sytuacjach, gdy nie chcemy zabierać całego portfela – na przykład podczas biegania czy krótkiego wyjścia na miasto. Poczucie bezpieczeństwa wzmacnia fakt, że transakcje są powiązane z mechanizmami uwierzytelniania urządzenia. Odcisk palca, rozpoznawanie twarzy lub kod odblokowania pełnią rolę „pierwszej linii” autoryzacji. W praktyce kradzież telefonu bez znajomości sposobu odblokowania nie daje przestępcy prostego dostępu do środków na koncie.
Co dalej z plastikowymi kartami?
Po trzecim kwartale 2025 r. widać wyraźnie, że cyfrowe portfele i tokenizacja kart stały się jednym z filarów rynku płatności bezgotówkowych w Polsce. Z jednej strony rośnie liczba kart podpiętych do Apple Pay, Google Pay, Samsunga i niszowych portfeli powiązanych z konkretnymi urządzeniami. Z drugiej - pojawiają się nowe formy nośników, takie jak pierścienie płatnicze, które jeszcze bardziej odklejają płatność od fizycznej karty. Równolegle w tle rośnie Blik zbliżeniowy, który nie powiększa puli kart stokenizowanych, ale realnie konkuruje o te same scenariusze użycia.
W takim środowisku plastikowa karta nie znika z rynku, ale jej rola stopniowo się zmienia. Coraz częściej jest to produkt, który klient ma „na wszelki wypadek”, podczas gdy codzienne życie płatnicze toczy się w telefonie, zegarku, opasce albo pierścieniu. Dla banków oznacza to konieczność dalszych inwestycji w mobilność, a dla całego rynku - przesunięcie środka ciężkości z fizycznego plastiku na cyfrowe tokeny i urządzenia, które towarzyszą użytkownikowi przez cały dzień.
























































