Polski rząd widzi raczej w Brukseli kogoś na kształt szefa sekratariatu uninych urzędów. Odpowiadałby on za bieżącą administrację i organizowanie unijnych szczytów.
Oficjalne stanowisko w sprawie kompetencji, jakie powinien otrzymać nowy przewodniczący Rady UE nasz rząd ma przekazać innym stolicom europejskim już w tym tygodniu.
Jak anonimowo przyznał "Dziennikowi" wysoki rangą polski dyplomata, nasz kraj obawia się, że w razie nominacji Tony Blair mógł próbować narzucić swoje zdanie innym, mniej znaczącym przywódcom. Nie możemy też zapomnieć Blairowi, że jako premier, robił wszystko, by obciąć dotacje dla państw Europy Środkowej z budżetu UE na lata 2007-2013. Blaira nie popierają też socjaliści wywodzący się z tej samej co on frakcji w europarlamencie. Pamiętają bowiem, jak entuzjastycznie poparł wojnę w Iraku.
Gazeta wyjaśnia, że silnego tak zwanego prezydenta nie chcą również Holandia, Belgia, Luksemburg i szef komisji europejskiej Jose Manuel Barroso.
"Dziennik"/IAR/kawo/dyd
Źródło:IAR





























































