Znaczna część irlandzkiego sektora publicznego przerwała w środę pracę z powodu konfliktu z rządem na tle płacowym. To pierwszy strajk powszechny w tym kraju od czasu kryzysu finansowego w 2009 r.


Około 300 tys. nauczycieli, pracowników służby zdrowia, służby cywilnej oraz innych sektorów publicznych ma strajkować w swoich miejscach pracy, w tym w parlamencie, ponieważ związkom zawodowym i ministrom od miesięcy nie udało się uzgodnić podstaw negocjacyjnych w sprawie podwyżek płac.
Związki zawodowe obstają przy tym, by podwyżki były wyższe niż wskaźnik inflacji i traktowane priorytetowo przed innymi kwestiami, takimi jak wydajność. Ministrowie nie godzą się na to, utrzymując, że warunek ten stanowiłby złamanie poprzednich porozumień.
Nasi członkowie są wściekli. Mamy młodych nauczycieli, którzy nie mogą sobie pozwolić na naprawę samochodu, bo nie mają dość pieniędzy. Mamy ludzi, którzy dojeżdżają do pracy 100 km z powodu kryzysu mieszkaniowego. Nie czują, by rząd brał pod uwagę kryzys związany z kosztami życia – powiedział sekretarz generalny Związku Zawodowego Nauczycieli Irlandii Michael Gillespie.
Gospodarka i finanse publiczne Irlandii należą do najsilniejszych w Europie. Cieniem na tych osiągnięciach kładzie się jednak duży wzrost cen.
Środowy strajk nie obejmie najważniejszych usług, takich jak szpitalne oddziały ratunkowe. W zwykłym trybie będzie też działać transport publiczny. Ograniczona będzie praca straży pożarnej i karetek pogotowia, a szpitale ostrzegły przed „poważnymi i powszechnymi” zakłóceniami. Tysiące zabiegów zostało odwołanych.

Jeśli nie uda się przełamać impasu, kolejny dzień strajku zaplanowano na przyszłą środę, 21 października. (PAP)
mw/ rtt/




























































