„Zgodnie z ustawą właściciel w zasadzie ma niewiele do powiedzenia, jeśli przez jego nieruchomość ma przebiegać droga lub autostrada. Lepiej nie licz na to, że o tego typu planach urzędnicy poinformują cię osobiście. Ustawa nakłada obowiązek zawieszenia, np. na tablicy ogłoszeń w urzędzie, stosownego obwieszczenia lub zamieszczenia go w lokalnej prasie. (…) Dopiero gdy - w zależności od statusu drogi - tzw. decyzję lokalizacyjną wyda wojewoda (drogi krajowe i wojewódzkie) lub starosta (powiatowe i gminne), zostaniesz o niej powiadomiony pisemnie” – wskazuje Gazeta Wyborcza.
Oczywiście w przypadku gdy niezbędne staje się wywłaszczenie właściciela nieruchomości przysługuje mu odszkodowanie za utracone tereny.
„Niestety nikt cię nie zapyta, ile chcesz dostać pieniędzy za swoją nieruchomość. Odszkodowanie zostanie wyliczone przez rzeczoznawcę majątkowego na podstawie przepisów o gospodarce nieruchomościami, w razie sporu nie można go negocjować. Pozostaje wówczas jedynie droga odwoławcza, z sądem administracyjnym włącznie. Co prawda w ustawie zapisano, że "ustalona wartość odszkodowania nie może pogorszyć warunków mieszkaniowych dotychczasowego właściciela", ale nie wyjaśniono, jak obliczać tę wartość” czytamy w Gazecie Wyborczej.
Wprowadzone przepisy mają za zadanie usprawnienie budowy dróg i autostrad, jednakże nie da się ukryć iż naruszają one podstawowe prawa obywatelskie, z niezbywalnym prawem własności na czele. Być może krzywdzę urzędników swoimi podejrzeniami, ale doświadczenie podpowiada, że przepisy te mogą być źródłem nadużyć.
Więcej informacji na ten temat w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w artykule Marka Wielgo „Dom na trasie autostrady”.

























































