Po wiosennym załamaniu koniunktura w polskim sektorze wytwórczym pogarsza się już coraz wolniej – wynika z listopadowego odczytu PMI. Brakuje jednak jeszcze dużego kroku, aby polski przemysł wszedł w fazę ożywienia.


Wskaźnik PMI dla polskiego sektora wytwórczego w listopadzie osiągnął wartość 49,1 punktów - poinformowała firma analityczna S&P Global. Był to najwyższy odczyt od 7 miesięcy. Mediana prognoz ekonomistów nakazywała się spodziewać się odczytu na poziomie 49,0 pkt w stosunku do 48,8 pkt odnotowanego w październiku.
Był to piąty z rzędu miesiąc wzrostu polskiego PMI. Aczkolwiek w dalszym ciągu przybiera on wartości poniżej 50 punktów, co zgodnie z metodyką tego badania jest tożsame ze spadkiem aktywności ekonomicznej w polskim sektorze wytwórczym. Rosnący PMI poniżej 50 punktów sygnalizuje natomiast, że regres ten był wolniejszy niż w poprzednich miesiącach.
- PMI dla polskiego sektora wytwórczego zasygnalizował dalszy spadek wyników przemysłu, ale tempo tego regresu było już tylko marginalne przy oznakach poprawy popytu eksportowego - czytamy w najnowszym raporcie S&P Global.
Polski PMI już siódmy miesiąc z rzędu utrzymał się poniżej 50 punktów, sygnalizując spadek aktywności ekonomicznej w sektorze wytwórczym. Według tego miernika tąpnięcie nastąpiło jeszcze w maju, gdy PMI kompletnie nieoczekiwanie zaliczył spadek z 50,2 pkt do 47,1 pkt. Wtedy był to sygnał, że z krótkotrwałego ożywienia (bo przez poprzednie trzy miesiące PMI przybierał wartości nieco wyższe od 50 pkt) znów przeszliśmy do recesji. Od lipca polski PMI jednak pnie się w górę, choć nadal nie powrócił do wartości sygnalizujących ożywienie w przemyśle.
PMI: ożywienie, które wciąż nie nadeszło
W listopadzie odnotowano ósmy z rzędu spadek napływu nowych zamówień. Ale za to po raz pierwszy od marca wzrosła sprzedaż na rynki zagraniczne. Ustabilizował się poziom bieżącej produkcji, czemu jednak towarzyszył spadek portfela zamówień oraz dalsze redukcje zatrudnienia. Nieznacznie wzrosła za to aktywność zakupowa producentów, a koszty produkcji wzrosły po raz pierwszy od czterech miesięcy. Drożały przede wszystkim drewno, miedź, celuloza i niektóre płody rolne.
- Mimo że PMI pozostał w obszarze negatywnym, to nadal porusza się we właściwym kierunku. Sam wskaźnik wzrósł piąty miesiąc z rzędu, sygnalizując możliwość powrotu do wzrostu w końcówce roku - wskazał w komentarzu do listopadowych danych Tim Moore, dyrektor ekonomiczny w S&P Global Market Intelligence.
Kłopoty polskiego przemysłu wpisują się w trendu, jakie od ponad trzech lat obserwujemy w niemal całej Europie, gdzie sektor wytwórczy pozostaje w recesji po covidowym boomie z lat 2020-22. Unijny producenci muszą się też mierzyć z wysokimi cenami energii, będącymi konsekwencją obłędnej „polityki klimatycznej” narzucanej przez Berlin i Brukselę. W rezultacie „przemysłowy” PMI dla strefy euro od kilku miesięcy pozostaje w stagnacji, balansując na krawędzi ożywienia i regresu.
Wskaźnik PMI obrazuje kondycję przemysłu i kalkulowany jest na podstawie pięciu subindeksów:
- nowych zamówień,
- produkcji,
- zatrudnienia,
- czasu dostaw,
- zapasów pozycji zakupionych.
Malejące odczyty poniżej 50 pkt sygnalizują przyspieszenie tempa spadku aktywności ekonomicznej. Rosnące (z miesiąca na miesiąc), ale pozostające poniżej 50 pkt, oznaczają spowolnienie tempa spadku. Dopiero odczyty powyżej 50 pkt sygnalizują poprawę koniunktury. Wskaźnik ten przyjmuje wartości od 0 do 100 pkt i jest opracowywany od 1998 roku.
Jednakże od kilku miesięcy obserwujemy dość wyraźną rozbieżność pomiędzy wskaźnikiem PMI a „twardymi” danymi GUS-u o produkcji przemysłowej. Podczas gdy PMI wskazuje na regres, to w raportach urzędu statystycznego widać niewielki wzrost wartości produkcji sprzedanej przemysłu.


























































