Czwartek obfitował w ważne dla rynku ropy wydarzenia: szczyt OPEC i cotygodniowy raport o amerykańskich zapasach paliw. Ich efektem była stabilizacja cen ropy blisko półrocznych maksimów, tuż poniżej 50 dolarów za baryłkę.


Wiedeńskie spotkanie przedstawicieli naftowego kartelu na szczęście dla kierowców zakończyło się kolejnym niepowodzeniem. OPEC nie zdecydował się ograniczyć lub choćby „zamrozić” limitów wydobycia. Niepokoić może jedynie większa „koncyliacyjność” deklarowana przez członków kartelu. Jednak póki co nie przekłada się ona na decyzje w sprawie poziomu produkcji surowca.
Godzinę po nadejściu wieści z Wiednia ukazał się cotygodniowy raport EIA na temat zapasów ropy w Stanach Zjednoczonych. Rezerwy surowej ropy zmalały drugi tydzień z rzędu: tym razem o 1,4 mln baryłek po ubytku aż 4,2 mln brk tydzień wcześniej. Redukcja zapasów była mniejsza od oczekiwanego przez analityków spadku o 2,5 mln brk.
Jednak po publikacji raportu EIA ceny ropy zaczęły rosnąć. Prawdopodobną przyczyną takiego stanu rzeczy była informacja o najniższym od września 2014 roku wydobyciu ropy w Stanach Zjednoczonych. Dzienna produkcja zmalała do 8,735 mln baryłek wobec 9,2 mln bpd na początku roku i rekordowych 9,6 mln bpd odnotowanych w czerwcu 2015 roku.
Potrzeba było prawie dwóch lat silnego spadku cen, aby amerykańscy nafciarze rzucili ręcznik na ring. Niemniej jednak przy cenach podchodzących pod 50 USD za baryłkę część „łupkowych” instalacji znów staje się rentowna. Być może dlatego rynek od kilku dni zmaga się z tym okrągłym poziomem. Dla wielu w obecnych warunkach ropa po 50 USD może okazać się zbyt droga, a dla innych zbyt opłacalna w produkcji.



























































