Niejasny obraz sytuacji
Na początku wczorajszego dnia na rynku walutowym kurs koszyka dość szybko spadł poniżej 3,9550. Pod koniec dnia wrócił dokładnie do tego poziomu, tyle że od dołu. Na koszyku pojawił się wobec tego sygnał zamknięcia najbardziej spekulacyjnych pozycji. A wszystko to za sprawą taniejącego euro. Chciałbym, abyśmy dobrze się zrozumieli. Chodzi mi o zamknięcie tych pozycji, które podparte są dużą dzwignią finansowa (mały depozyt zabezpieczający). Pozycje otwarte bez dzwigni (na przykład zwykłe depozyty, oszczędności, itp.) nadal powinny być długie. Odwrotnie jest w przypadku kredytów. Z uwagi na dłuższy horyzont inwestycyjny, każde mniejsze wahania kursu nie powinny być przyczynkiem do wykonywania jakichkolwiek zmian. Tak więc nadal nie ma potrzeby by niedawno przewalutowane kredyty w euro na złote, należało zamienić ponownie na walutowe. Spokojnie. Tutaj jeszcze widać potencjał do dalszej zwyżki (osłabienia złotego).
Sygnał zamknięcia spekulacyjnych pozycji w euro był wynikiem pojawienia się nieprzyjemnej pułapki na rynku EUR/USD. Tam po przebiciu spadającej linii trendu przez kolejne trzy dni zanotowano czerwone świeczki na wykresie. To obraz pułapki. Tak więc wspominany przeze mnie parę dni temu objaw zakończenia trendu spadkowego nie został w pełni potwierdzony. To kolejny dowód na to, jak bardzo nieprzewidywalny jest (według mnie nieprzewidywalny, podobno inni bardzo dokładnie potrafią wytłumaczyć zachowanie tego rynku - niestety nie ja).
Sytuacja, z jaką mamy do czynienia na tym rynku przypomina mi okresy "dziwnych" dni na naszej giełdzie papierów wartościowych. Tak nazwałem dni poprzedzające ważne daty dla zarządzających funduszami emerytalnymi (rocznica notowań, zamknięcie roku, zamknięcie kwartału, wyznaczenie wymagalnej stopy zwrotu, itp.) W takich sytuacjach obraz rynku jest często wypaczony. Lepiej więc przeczekać te niespokojne chwile stojąc z boku.
Na rynku walutowym niespokojny okres wynika z bliskości olbrzymiej procedury wymiany walut dwunastu krajów na euro. Niespokojny dlatego, iż z jednej strony cały czas nie wiemy, jak dużo marek niemieckich zostanie sprzedanych w kantorach za naszą wschodnią granicą i wymienionych na dolary. Z drugiej strony mamy coraz większą presję kupujących euro, którzy stosują w swych decyzjach inwestycyjnych zasady parytetu stóp procentowych. Jak wiemy różnica pomiędzy krótkoterminowymi stopami w USA i w UE jest coraz większa (na korzyść Europy). Co ciekawe w takich właśnie chwilach niepewności co do kształtowania się przyszłej koniunktury, bardzo dobrze zachowują się dwie waluty spoza tego zamieszania - czyli funt brytyjski oraz frank szwajcarski. Ta pierwsza waluta jest jednak słabsza, gdyż i tutaj powoli zaczyna się oczekiwać przyszłego włączenia Brytyjczyków do EMU. Myślę wobec tego, iż osoby naprawdę bogate, mające wielkie kwoty w depozytach walutowych, powinny zacząć zastanawiać się nad ewentualną zamiana dolarów na franki szwajcarskie. Dla małych płotek (ot, takich jak ja), zamiana taka nie ma sensu. Zbyt mały potencjalny (dodatkowy) zysk w stosunku do poniesionych kosztów takiej zamiany.
Tu przerwał, lecz palce nad klawiatura wciąż trzymał. Wszystkim się zdawało, że JM wciąż pisze jeszcze, a to samo się pisało... ;-)
Życzę wszystkim spokojnego czwartku. Najbliższy komentarz będzie raczej krótki, gdyż nie chciałbym wypalić się przed komentarzem weekendowym. Obiecałem sobie zrobić jakieś ciekawe wyliczenia, aby tekst nie był kolejny w stylu "...wydarzyło się to i owo".
Pozdrawiam
(JM)

























































