REKLAMA

Młodzież wcale nie taka zła

2008-08-10 07:00
publikacja
2008-08-10 07:00
Brak kultury, szacunku dla starszych, żadnych autorytetów. Do tego agresja i zdziczenie obyczajów. O kim mowa? O polskiej młodzieży. Przynajmniej u starszych osób takie opinie na jej temat można często usłyszeć. Czy są prawdziwe? Absolutnie nie. A kto wie najlepiej, że dzisiejsi uczniowie nie są gorsi od tych sprzed lat? Ktoś, kto pracował z nimi przez całe dziesięciolecia...

Psycholog Stanisław Zdanowicz od 1966 roku był nauczycielem w szkole podstawowej i w liceum. Jednocześnie studiował zaocznie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jeszcze jako student, w 1977 roku rozpoczął pracę w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Górze, miasteczku na Dolnym Śląsku. Swoim miasteczku, mieszka bowiem w pobliskiej wiosce.
Jest już na emeryturze. Po tylu latach spędzonych „na pierwszej linii” walki z problemami uczniów może ich ocenić jak mało kto. I zarówno ocena dzisiejszej młodzieży, jak i porównanie z ich kolegami sprzed lat, wypadają u niego całkiem dobrze. Nie znaczy to, że popada w skrajności i gloryfikuje młodzież. Nie, mówi o jej wadach, i to licznych. Jednak zdecydowanie odrzuca większość zarzutów, jakie często są kierowane pod jej adresem.

Zarzut I. Rozpasanie

Kiedyś uczniowie rzeczywiście byli bardziej grzeczni i lepiej się z nimi pracowało. Gdybym powiedział, że jest inaczej, to przeczyłbym oczywistym faktom. Nawet w wielu przypadkach nie będzie przesady w stwierdzeniu, że dzisiejsza młodzież jest rozpasana.

Lecz dlaczego? O to pyta znacznie mniej osób. A przecież samo z siebie to zachowanie młodzieży się nie wzięło. Przede wszystkim, szkoła nie ma wręcz czasu, by się uczniami zajmować. To rodzi kolejne pytanie, czemu tak się stało? Odpowiedź jest prosta: „nauczyciele nie mają czasu”. Zaczynałem pracę w szkole podstawowej w Jastrzębiej, mojej rodzinnej wsi. Często zostawaliśmy razem z innymi nauczycielami po lekcjach. Organizowaliśmy dla dzieciaków różne zabawy, kółka zainteresowań. Sporo z tego robiliśmy za darmo. Dziś też niejeden nauczyciel chciałby z uczniami zorganizować coś ciekawego. Tylko że teraz nie ma na to szans.

Stosy dokumentów i papierków, które każdy nauczyciel musi ciągle wypisywać. To największa bolączka dzisiejszej oświaty. Na papierze wszystko wygląda nieźle, tylko uczniem nie ma się kto zająć. O dziesiątkach kursów, szkoleń zawodowych już nawet nie warto wspominać. Tak jak i o tym, że spora część z nich jest kompletnie niepotrzebna. Dzisiejsze zachowanie młodzieży wynika z jeszcze innego czynnika. Uczniowie wiedzą, że mają swoje prawa i potrafią z nich korzystać. Są bardziej obrotni, wręcz przebojowi w porównaniu z tymi sprzed kilkunastu lat. Niestety, czasem efektem tego są patologie. To efekt uboczny demokratyzacji w szkołach.

Zarzut II. Brak autorytetów

Zniknęło określenie nauczyciela wychowawcy – nie mają oni szans, by wychować uczniów. Więcej zależy tu od rodziców. Kiedyś mogli oni poświęcić dzieciom więcej czasu. Teraz pracuje się od rana do wieczora, żeby związać koniec z końcem. Często, gdy nadejdzie niedziela, ojciec i matka są tak zmęczeni, że marzą jedynie o tym, by odpocząć. „Synek, dobrze, ale daj mi trochę spokoju” – to słyszy się w większości dzisiejszych polskich domów.

W efekcie dzieci i młodzież są pozostawieni samym sobie. Ale z tym brakiem autorytetów nie zgodziłbym się, szacunek i autorytet dla starszych wciąż obowiązuje, co więcej – ma się całkiem dobrze.

Zarzut III. Brak zainteresowań

To są niepoważne zarzuty, gdy słyszę, jak młodzież kiedyś się wszystkim interesowała, a dzisiaj jedynie siedzi w domu przed telewizorami, komputerami, dvd.

A czy poprzednie pokolenia miały do dyspozycji takie rzeczy? Kiedyś po prostu młodzi ludzie w domach nie mieli co robić. Grali więc na podwórkach w kapsle lub gonili się w „budę”. Owszem, dzięki temu generalnie byli w lepszej kondycji fizycznej niż ich dzisiejsi następcy. To już jednak inna sprawa. Przypomnę też, że kiedy za poprzedniego ustroju raz na parę miesięcy szedł w telewizji dobry film, to podwórka pustoszały.

Dzisiejsza młodzież w domach ma po prostu dostęp do rozrywek, o jakich kiedyś się nie śniło. I do wiedzy też. Korzystanie z Internetu choćby nawet dla rozrywki zawsze jest kształcące.

Zarzut IV. Niechęć do nauki

I przeszliśmy do kolejnego bzdurnego zarzutu. Uczniowie wcale nie są niedouczeni. Przeciwnie, uczą się znacznie więcej niż kiedyś, choć często odbija się to na wiedzy ogólnej. Wielu koncentruje się bowiem jedynie na przedmiotach, które im się kiedyś mają przydać w życiu. Naprawdę nie pamiętam z przeszłości, by uczeń już w podstawówce mówił, co będzie studiować. Dzisiaj to reguła, wiele dziewczyn i chłopaków już na początku nauki w gimnazjum deklaruje, na jaką uczelnię w przyszłości zamierzają zdawać.

A języki obce? Dzisiaj młodzież poświęca im najwięcej czasu. Umiejętności lingwistyczne dawnej a dzisiejszej młodzieży to przepaść.

Zarzut V. Brak wiary we własne siły i umiejętności

To prawda, brakuje tego wielu młodym ludziom. Ale czy starszym nie? Żyjemy w trudnych czasach braku bezpieczeństwa socjalnego. Koszmarne określenie „brak perspektyw” krąży nad dzisiejszymi nastolatkami od najmłodszych lat. Czy w tej sytuacji można się dziwić, że odbija się to na nich negatywnie i rodzi frustracje? Bardzo pozytywnym zjawiskiem jest, że próbują z tym walczyć, między innymi zgłaszając się do poradni. Kiedyś kierowali ich tam nauczyciele, i dla ucznia to był straszny wstyd. Co najważniejsze, jest już normą, że przychodzą do nas uczniowie. Opowiadają o swoich problemach, szukając pomocy.

Zarzut VI. Pokolenie symulantów

Często się o tym ostatnio mówi. Zwłaszcza o „najsławniejszej” przypadłości ostatnich lat czyli dyslekcji. Wiele gazet podaje procenty uczniów, którym rzekomo nie chce się uczyć i dlatego załatwiają sobie papiery dyslektyków. Owszem, na pewno tacy są. Jest to poważny problem, z którym wielu sobie nie radzi i próbuje walczyć. Z perspektywy lat wiem, że skrzywdziliśmy wielu uczniów, jednak czy kiedyś ktoś słyszał o takiej przypadłości? Ostatnio pojawiło się też pojęcie ADHD czyli zespołu nadpobudliwości psychoruchowej. Według mnie to poważna przypadłość, a kiedyś dzieci nią dotknięte wrzucano do jednego worka – chuliganów. Krótko mówiąc, dziś walczymy z przypadłościami i chorobami, istniejącymi zawsze, ale o których kiedyś nie mieliśmy pojęcia. A że niektórzy próbują wykorzystać okazję – czyżby tak nie było zawsze?

Zarzut VII. Ubiór

Farbowane włosy chłopców, kolczyki w uszach, króciutkie spódniczki nastolatek. Ten temat jakby w ostatnich latach przygasał, lecz od pewnego czasu pojawił się nowy problem, czyli odsłonięte brzuchy dziewczyn. Wielu ludzi pyta, „jak taka teraz się ubiera w ten sposób, to co z niej wyrośnie?”. Odpowiadam, że porządna kobieta. A jeśli nie, to na pewnie nie dlatego, że w szkole odsłaniała brzuch. W dziewiętnastym wieku wydarzeniem było, jak kobieta pokazała kostki u nóg. Kilkadziesiąt lat temu u wielu oburzenie wywoływały spódniczki mini. Teraz odsłonięte brzuszki. Po prostu nowa moda z czasem staje się coraz śmielsza, to normalne.

Uważam jednak, że dziewczyny nie powinny tak ubrane chodzić w szkole. Bo to mimo wszystko skrajność, a ja jestem przeciwnikiem skrajności.

Podsumowanie

Dzisiejsza młodzież nie jest zła. Trochę zagubiona, często niezbyt pewna swego miejsca w życiu. Obawiająca się przyszłości i w ogóle życia. To może u młodych ludzi powodować żal do świata, otoczenia, innych ludzi. O tym powinniśmy pamiętać my, dorośli, często ganiąc nastolatków za rzekome i faktyczne błędy. I zadać sobie pytanie, ile z nich wynika z naszej beztroski i braku zainteresowania nimi? Co zrobiłem, by pomóc młodemu człowiekowi?

Damian Szymczak
Historyk, dziennikarz, publikuje w dwutygodniku „Praca i Nauka za Granicą”
Źródło:
Tematy
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj premię
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj premię

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Dzieci

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki