Daj się oczarować urodzie greckiej wyspy Korfu, która przez wieki zachwycała poetów i władców.
Korfu to nie tylko nazwa wyspy w północnej części Morza Jońskiego u wybrzeży Grecji i Albanii, lecz także jej stolicy. Korfu (wyspa) należy do archipelagu Wysp Jońskich (do których należy także m.in. Itaka). Sami Grecy, dla wyspy i miasta, używają wyłącznie terminu „Korkyra” (na cześć córki boga rzek, Asoposa), który bardzo często zamiennie do „Korfu” funkcjonuje w przewodnikach i informatorach turystycznych.

W pałacu księżniczki Sisi
Stojąc pośrodku starego miasta w Korfu, przez chwilę możemy poczuć się jak Napoleon. Wielki Mały Wódz wybierał wyspę na miejsce odpoczynku. Trudno uwierzyć, że większość zabytków została niemal doszczętnie zbombardowana w czasie II wojny światowej. Odbudowane prezentują się okazale. Nie bez przyczyny zostały umieszczone na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Przed problemami uciekał na Korfu Wilhelm I Hohenzollern, cesarz niemiecki, a depresję leczyła bawarska księżniczka Sisi, która pozostawiła po sobie niezwykle wystawny pałac „Achilleion”. Posądzanie o niezbyt wyrafinowany gust architektoniczny nie przeszkadza mu być jednym z najbardziej tłumnie odwiedzanych przez turystów miejsc wyspy. Odwiedzając pałac, trudno przegapić pobliski piętnastometrowy posąg Achillesa, będący punktem nawigacyjnym dla statków.
Na południe i na północ
40-tysięczna stolica wyspy z pewnością nie jest stolicą nocnego życia. Dobrą plażową rozrywkę znajdziemy jednak już dziesięć kilometrów na południe od Korfu. Wioska rybacka Benitses, przeobrażona w cieszący się popularnością kurort, wita nas dyskotekami, restauracjami i otwartymi do późna barami. Podążając dalej, aż na sam południowo-wschodni skraj wyspy, dotrzemy do Kavos. Kavos, z setką klubów i dyskotek (przy ok. 900 stałych mieszkańcach!) nie zasypia nigdy.

Jeśli głośna muzyka i nieustanna zabawa zaczną dawać się nam we znaki, warto zmienić kierunek zwiedzania i zajrzeć na północno-wschodni kraniec wyspy. Wyłaniające się niemal z morza góry na pewno przyniosą ukojenie i ciszę. Warto wdrapać się na najwyższą z nich – Pantokratora (słowo to w grece oznacza „Pana wszystkiego”). Biorąc pod uwagę wysokość góry - ponad 900 m n.p.m., nie będzie to jednak najłatwiejszy spacer. Na górze czekać będzie XVII-wieczna cerkiew, a także, niestety mniej przyjemny w oglądaniu, las anten.
„Grecki” sport i głowa państwa
Cóż może zadziwić w stolicy greckiej wyspy? Na pewno może to uczynić 400-metrowe pole do krykieta. To pozostałość po angielskiej obecności z XIX wieku. Mecze w tym jedynym krykietowym miejscu w Grecji odbywają się w weekendy.
Ponoć gra w karty to również sport, więc dla tych, których krykiet nudzi, czeka pałac „Achilleion”. Pałac w każdą noc z atrakcji turystycznej zmienia się w kasyno.
Wracając nad ranem z kasyna taksówką pamiętajmy, aby nie zaprzątać sobie głowy licznikiem – ostatnie zdanie co do ceny i tak należy do kierowcy, a właściwe do naszych umiejętności negocjacyjnych i targowania. Jeśli trafimy na rozmownego kierowcę (a czy można trafić na nierozmownego Greka?), w dodatku władającego podstawowym angielskim, na pewno nie obronimy się przed masą ciekawostek z historii wyspy. Jedną z pierwszych będzie zapewne „uświadomienie” nas, że pierwszy prezydent Grecji urodził się nie gdzie indziej, ale właśnie w Korfu (pomniki Ioannisa Kapodistriasa, bo o nim mowa, znajdziemy w wielu miejscach greckiej wyspy).
Którędy do Muzeum Muszli, panie Spiros?
Gdy późnym popołudniem złapie nas mniejszy lub większy głód, na sklepy nie ma co liczyć. Sklepy otwarte są w godzinach 9:00-13:30 i 17:00-21:00, do tego, uwaga!, w poniedziałki, środy i soboty większość sklepów (za wyjątkiem supermarketów), jest po południu zamknięta! Ale komu, mieszkając w takim miejscu, chciałoby się długo pracować?
Jeśli jednak uda się nam znaleźć otwarty sklep, nie zdziwmy się, jeśli sprzedawcy na imię Spiros. Podobno to imię ponad połowy mężczyzn na wyspie, której patronem jest św. Spirydon. W sklepie na pewno dostaniemy małe pomarańcze koum-kouat, które oprócz Korfu, rosną jeszcze w… Chinach. Z nich właśnie wyrabiany jest specjał wyspy, likier. Sprzedawca z pewnością wskaże nam drogę do, bodajże jedynego na świecie, muzeum muszli.
Śladami literatury
Dla tych, którzy już dali się przekonać do Korfu mamy dobre wieści. W okresie letnim możliwe są loty tanimi liniami lotniczymi z Warszawy już za 350zł w jedną stronę. Punktem startowym w przygodzie z grecką wyspą najczęściej będzie więc lotnisko, gdzie już po wylądowaniu czeka nas miła niespodzianka – miasto Korfu z lotniskiem dzielą tylko trzy kilometry (pozytywna odmiana w stosunku do większości europejskich lotnisk, oddalonych od miast o kilkadziesiąt kilometrów). Do stolicy wyspy bez problemu dostaniemy się autobusem. Taksówka to koszt ok. 10 euro, za 30 euro dojedziemy się w północne rejony wyspy (warto się targować, o czym więcej za chwilę).

W samym Korfu nie powinniśmy mieć problemu ze znalezieniem noclegu. Fala „nowożytnej” turystyki masowej, przypadająca na lata 60. XX wieku, zapoczątkowała masowe powstawanie miejsc noclegowych, których liczbę na całej wyspie obecnie szacuje się na ponad pięć tysięcy. Ceny kwater, jak również ceny w restauracjach i sklepach, ze względu na dużą konkurencję, są niższe niż w innych turystycznych regionach Grecji.
W przygotowaniach do podróży z pewnością pomoże nam literatura wielkich mistrzów – opisy wyspy znajdziemy u Johna Miltona, Bacona, Szekspira, Zbigniewa Herberta. Wyspę odwiedził też Juliusz Słowacki, czego dowodem są szkice warowni - Starego Fortu (Paleo Frourio), autorstwa poety.































































