REKLAMA
TYLKO U NAS

Kraków: sąd apelacyjny oddalił pozew przeciwko bankowi o kredyt we frankach

2015-11-23 11:52
publikacja
2015-11-23 11:52
Kraków: sąd apelacyjny oddalił pozew przeciwko bankowi o kredyt we frankach
Kraków: sąd apelacyjny oddalił pozew przeciwko bankowi o kredyt we frankach
/ SXC

Sąd Apelacyjny w Krakowie prawomocnie oddalił w poniedziałek pozew Tomasza Sadlika, domagającego się unieważnienia umowy kredytu we frankach szwajcarskich. Utrzymał w ten sposób wyrok sądu pierwszej instancji. Powód zapowiedział złożenie skargi kasacyjnej.

W marcu tego roku krakowski sąd okręgowy oddalił pozew Sadlika. Sąd uznał wtedy m.in., że nie ma podstaw do unieważnienia, ponieważ kredytobiorca zaakceptował warunki umowy i potwierdził podpisem ostrzeżenie o możliwości zmiany kursu waluty.

Jak poinformował w poniedziałek sędzia Robert Jurga, sąd apelacyjny analizując postępowanie sądu pierwszej instancji generalnie podzielił jego argumentację przedstawioną w pisemnym uzasadnieniu, poza drobnymi kwestiami, które jednak nie rzutowały na trafność orzeczenia.

Sąd apelacyjny wyraźnie stwierdza, że zarzuty pod adresem decyzji sądu okręgowego uważa w całości za bezzasadne, a część zarzutów zawartych w pisemnej apelacji stanowiła bardziej polemikę z jego orzeczeniem - zaznaczył sędzia. Według niego w apelacji nie przedstawiono żadnych argumentów, pozwalających na uchylenie i przekazanie do ponownego rozpoznania wyroku sądu pierwszej instancji, czego domagał się Sadlik.

SA utrzymał ocenę, że zapisy umowy kredytowej zawartej przez Sadlika były zgodne z zasadami prawa obowiązującym w dniu jej podpisania. Umowa ta - dodał sąd - pozwalała na modyfikacje w trakcie jej obowiązywania np., poprzez zmianę waluty kredytu, czy samodzielne spłacanie rat we frankach, ale kredytobiorca nie wykazał inicjatywy w tym kierunku. Apelacja podtrzymała też ocenę, że nie doszło do naruszenia zasad współżycia społecznego przez bank.

W ocenie sądu apelacyjnego powód posiadał wystarczającą wiedzę o ryzyku kredytowym, został o tym ryzyku poinformowany - zaznaczył sędzia. Sąd obciążył powoda kosztami apelacji w wysokości 5,4 tys. zł.

Autor pozwu Tomasz Sadlik we wrześniu 2007 r. wraz z ówczesną żoną wziął w Raiffeisen Bank Polska kredyt mieszkaniowy na kwotę ponad 290 tys. franków szwajcarskich z przeznaczeniem na zakup nieruchomości w Krakowie. Spłata kredytu miała się zakończyć w czerwcu 2037 r. Jak podał Sadlik, pracownik banku zapewniał go, iż wzięcie kredytu jest bezpieczne, bowiem bank posiada wystarczające zabezpieczenia na wypadek braku możliwości spłaty kredytu przez kredytobiorców.

Tymczasem w styczniu 2013 r. bank rozwiązał umowę kredytu mieszkaniowego informując, że prowadzić będzie egzekucję z nieruchomości obciążonej hipotekami, a ponadto z innych źródeł majątku kredytobiorców, w tym wynagrodzenia za pracę jednego z małżonków. Wynikało to z faktu, iż wartość kredytowanej nieruchomości jest mniejsza niż wysokość zadłużenia wobec banku.

Zdaniem powoda, zawarta umowa kredytu winna zostać uznana za nieważną w całości, bo gdyby kredytobiorcy nie pozostawali w błędzie co do istotnych elementów umowy, w ogóle nie doszłoby do jej zawarcia. Jak podkreślił, chociaż podpisał z ówczesną żoną oświadczenie o świadomości ryzyka walutowego, to jednak klauzule te były bardzo ogólne i nie wskazywały, na czym to ryzyko miałyby polegać, a takiej informacji kredytobiorcy nie otrzymali od pracownika banku. Do podpisania klauzul doszło też bez zaznajomienia się z nimi, w sytuacji stresu i pośpiechu.

Sadlik, który jest inicjatorem powstania Stowarzyszenia na Rzecz Obrony Praw Konsumenta i Obywatela "Pro Futuris" powiedział PAP po ogłoszeniu wyroku, że zamierza złożyć skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, a jeśli będzie potrzeba do trybunału w Strasburgu. Z mojego punktu widzenia sąd nie uwzględnił wszystkich dowodów, m.in. twierdzeń na piśmie pracownicy banku, w których zapewnia, że przez 30 lat będę płacił mniej. Gdyby nie było tego elementu, to z całą pewnością nie zdecydowałbym się na taki kredyt - ocenił. (PAP)

rgr/ hp/ pz/

Źródło:PAP
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (16)

dodaj komentarz
~fdssdfg
A być może wystarczyło powołać się na skutki niedozwolonego charakteru klauzul indeksacyjnych w umowie Pana Sadlika? Na kanwie zarzutów niewiązania tych klauzul zapadło już kilka wyroków korzystnych - w Szczecinie, Warszawie czy Poznaniu ( sygnatura ostatniego sygnatura akt XII C 2718/14 ).
~tomasx
...frankowiec i bank-czyli bolesna przyjaźń dupy z batem.Na początku bat udawał papier toaletowy i zachęcał słowami -czyź nie jesteśmy dla siebie stworzeni?Potem był bardziej szorstki.Biedna pupa jak się zorientowała i zgłosiła sprzeciw bat odpowiedział jak na początku"czyź nie jesteśmy dla siebie stworzeni"?
I niby
...frankowiec i bank-czyli bolesna przyjaźń dupy z batem.Na początku bat udawał papier toaletowy i zachęcał słowami -czyź nie jesteśmy dla siebie stworzeni?Potem był bardziej szorstki.Biedna pupa jak się zorientowała i zgłosiła sprzeciw bat odpowiedział jak na początku"czyź nie jesteśmy dla siebie stworzeni"?
I niby wszystko jasne i się zgadza,ale Panie Prezydencie Pan teź dał pupie nadzieję,dlaczego Pan staje w obronie bata?



biednapupa
~nowak
Frankowicze mają absolutną rację domagając się unieważnienia indeksacji / (denominacji) "złotówkowych kredytów ufrankowionych" do franka jakie dokonano im w dniu zaciągnięcia kredytu dlatego, że:
1. W umowach tkwią klauzule abuzywne / niedozwolone.
2. Doradcy instytucji zaufania publicznego jakimi są banki, zalecali
Frankowicze mają absolutną rację domagając się unieważnienia indeksacji / (denominacji) "złotówkowych kredytów ufrankowionych" do franka jakie dokonano im w dniu zaciągnięcia kredytu dlatego, że:
1. W umowach tkwią klauzule abuzywne / niedozwolone.
2. Doradcy instytucji zaufania publicznego jakimi są banki, zalecali kredyty frankowe swoim klientom, wprowadzając ich w pułapkę finansową.
3. Kredytobiorcy to zwykli konsumenci, nie spekulanci giełdowi i mają prawo do bezpiecznych kredytów.
4. Banki zabezpieczały przed ryzykiem tylko siebie, zaniedbywały natomiast swoich klientów.
5. Doradcy bankowi nie tylko, że nie wyjaśniali ludziom istoty ryzyka, ale wręcz prowadziłi kampanię i politykę dezinformacji.
6. Produkt jaki sprzedali klientom pod postacią kredytu hipotecznego był w zasadzie produktem mieszanym pomiędzy kredytem a niezmiernie ryzykownym giełdowym instrumentem pochodnym opartym na kursie innej waluty - franku szwajcarskim.
7. Praktyki jakie stosowały banki nie miały nic wspólnego z tzw. "uczciwą praktyką w biznesie".

I nie jest prawdą jak twierdzi propaganda służąca skłócaniu i dzieleniu społeczeństwa, że Frankowicze już od początku czerpali z kredytów frankowych niezmierne korzyści. Istotnym jest, że to nigdy nie był kredyt we frankach a tylko indeksowany frankiem. Oznacza to, że konsument otrzymywał złotówki i spłaca ten kredyt również w złotówkach, a jedynie proponowany / wymuszany przez banki, sposób rozliczania spłat tego kredytu opiera się na przeliczaniu wartości złotówki na franka a także dodawaniu do długu różnych innych obciążeń. Np. banki ustalały same sobie a później stosowały tzw. "spread" do wyliczania kursów sprzedaży, tak jakby transakcje rzeczywiście następowały we frankach a nie w złotówkach jak było naprawdę. Spread ten niejednokrotnie wynosił, aż kilkanaście procent. Gdy kurs franka spadał bank miał ponadto także możliwość podnoszenia stopy oprocentowania kredytu, a więc tym samym utrzymywania swojego zysku na zaplanowanej przez siebie wysokości. Banki robiły to na sobie tylko wygodnych i znanych zasadach. Ani wysokość spreadu ani też oprocentowania nie była w żaden sposób z konsumentami negocjowana, ani też nawet znana. Banki też stosują tu różnego rodzaju ubezpieczenia na wypadek jakiegokolwiek dla siebie ryzyka związanego z niedostatecznym w/g ich uznania dla siebie zyskiem. Za te ubezpieczenia płaci też nie kto inny jak właśnie konsument. Należy tu dodać, że niejednokrotnie kredytobiorcy do dziś na bieżąco nie są informowani co do szczegółów spłat swojego kredytu a taka informacja, prawdopodobnie zwykły komputerowy wydruk, w/g cennika banku kosztuje nawet i 600 złotych. (Brak jest też często, jak w innych krajach bezpłatnego dostępu internetowego do bieżącej informacji o własnym kredycie, historii jego spłat i obciążeń kredytu, które są stosowane przez banki i stanowią najprzeróżniejsze opłaty przez nie narzucane.) Całe ryzyko przenosiło się więc już od samego początku tylko na konsumenta, który nie miał jak banki możliwości manipulowania ani spreadem, ani stopą oprocentowania, ani też jakimikolwiek opłatami, ani w ogóle niczym. Nie miał też możliwości do swobodnego dostępu do podstawowych informacji związanych z jego kredytem. Jest to po prostu nierówna walka. Wysoki spread i oprocentowanie trzymane było do chwili, gdy kurs franka wzrósł do poziomu, gdy już wiadomo było, iż główny zysk banki będą mogły czerpać głównie z tytułu wysokiego kursu franka. Wiąże się to bowiem ze znacznie wyższym zadłużeniem w złotówkach, a co także za tym idzie znacznie wyższych spłatach ratalnych, też tych faktycznych w złotówkach. Nigdy frankowicze nie robili pieniędzy na tych kredytach. Czy w ogóle spłatę jakiegokolwiek kredytu można by nazwać zarabianiem jakichś pieniędzy? Kredyt jest to po prostu zapis długu konsumenta za który trzeba bankowi płacić marżę. Ta marża dla banku nigdy ujemną nie jest a więc zawsze jest dodatnim dla niego zyskiem. I też prawdziwe zyski miały na tym banki. Już w marcu 2009 roku kurs sprzedaży franka, po którym dokonywano rozliczenia poszybował w niejednym banku od około 2 aż do ponad 3,4. I tak na przykład jeśli ktoś zawarł umowę gdzieś we wrześniu 2007 roku, to przy stosowanym przeliczeniowym kursie kupna franka równym 2.20 zysk banku na każdej złotówce zadłużenia wzrósł aż o 54%. Inaczej mówiąc, każde 100 tys. zł zadłużenia urosło do 154 tysięcy a przy kursie sprzedaży franka 4,00 wzrosło do ok. 181 tysięcy nie licząc oprocentowania kredytu, za co trzeba oczywiście także płacić. Kiedy więc był tu czas na rzekome dorabianie się na niskich spłatach, jak powtarzają uporczywie za mediami niektórzy "nieco mniej myślący" komentatorzy? Ten zysk jest tylko zyskiem banku, a osiągnięty został przez zastosowanie przez bank w umowie tzw. "klauzul niedozwolonych" lub "klauzul abuzywnych" - inna nazwa.

Jest jeszcze inna kwestia. Jak mamy dziś traktować banki? Czy jako instytucje zaufania publicznego, w której konsument spotyka się z doradcą otrzymując fachową poradę w efekcie której nabywa najbardziej korzystną dla siebie najzwyklejszą w świecie płatną usługę na zakup np. mieszkania, jako nieodzowny element 1-wszej potrzeby do godziwego życia, czy raczej jak instytucje ogrywające ludzi. A w takim przypadku powinniśmy się przeistoczyć do roli graczy czy spekulantów giełdowych, bacznie pilnując by jakiś toksyczny produkt bankowy nie wyrządził nam szkód, za które będziemy musieli płacić do końca życia, a może nawet i nasze długi przeniosą się na następne pokolenia.

Problem polega tu głównie na tym, że normalni, nieprzygotowani profesjonalnie do spekulacji finansowych ludzie poszli do banku po poradę, żeby pożyczyć na sprzyjających im warunkach pieniądze na zakup mieszkania, a zostali wmanipulowani przez bankowych profesjonalnych doradców finansowych w wysoce ryzykowny produkt giełdowy, oparty na spekulacjach kursami walutowymi w wieloletnim okresie czasu, w dodatku najczęściej bez możliwości wydostania się z tej pułapki. Jak ryzykowny okazał się ten produkt to wszyscy już dziś wiemy. Za zadłużenie we frankach banki dziś naliczają nawet i dwukrotnie więcej złotówek niż miało to miejsce przy zaciąganiu kredytu.

Widziały gały co brały? Jeżeli jak twierdzą niektórzy wina stoi po stronie niedoświadczonego i niewyedukowanego w spekulacjach bankierskich konsumenta, który nie przewidział związanego ze zwykłym jak mniemał kredytem ryzyka, to czy doradcy kredytowi powinni byli ten produkt w ogóle nastręczać? Czy niewyedukowany ekonomicznie i nie zajmujący się finansjerą kredytobiorca, miał obowiązek przewidywania ryzyka, jak twierdzi wielu obrońców banków? Jeżeli tak, to co powiedzieć o obowiązkach wykształconych i doświadczonych doradców kredytowych banków, wysokich rangą urzędników banków, prezesów i właścicieli banków? Przecież mają oni jeszcze w dodatku u siebie wyspecjalizowanych analityków do spraw zarządzania ryzykiem. To oni już tego obowiązku przewidzenia ryzyka nie mieli? Przecież to oni właśnie ten temat powinni znać i rozumieć najlepiej, a skoro tak to czy banki w ogóle powinny były oferować swoim konsumentom taki toksyczny produkt finansowy? Czy wobec tych faktów banki jeszcze zasługują na miano instytucji zaufania publicznego, jakimi obdarzaliśmy je do tej pory? Nie sądzę. Wszystko wskazuje na to, iż banki dziś przyjęły sobie za cel wyłącznie przechwytywanie pieniędzy swoich klientów dla swoich wyłącznie własnych korzyści.

Dla porównania wyobraźmy sobie sytuację chorego, który zgłasza się do innej instytucji zaufania publicznego - szpitala. Na wstępie spotyka lekarza, który mu mówi, iż w jego przypadku "potrzebny jest zabieg, który przeprowadzony będzie pod narkozą i wtedy dopiero lekarze zadecydują co dalej robić. A teraz proszę podpisać umowę, że Pan się na to zgadza. Jak Pan tego nie zrobi to szpital Panu nie będzie w stanie pomóc." Pacjent z zaufaniem podpisuje, po czym lekarz wycina mu nerkę, którą potem szpital sprzedaje na wolnym rynku z dużym dla siebie zyskiem. Czy na takich i temu podobnych zabiegach powinna się opierać działalność instytucji zaufania publicznego? Czy takie działanie uznalibyśmy za etyczne i legalne, bo przecież pacjent podpisał umowę? Chyba nie. Myślę, że konstruowanie a co za tym idzie stosowanie tego typu umów powinno być surowo zabronione. Tym samym więc popularne dotąd powiedzenie "pewne jak w banku", straciło jak widać na aktualności.
~Zupa
Jarek u władzy to już niedługo WIBOR będzie 7% ciekawe co wówczas PLN-y zrobią
~oo
Jakie to niezwykĺe że każdy ma kumpla z kredytem w chf który sie z niego śmial. Może poproście przełożonych by wam jakiś nowy schemat komwntarza wymyślili
~Polski_SĄD
Dość rozwalania Polski !!!!!!!!!

Frankowicz "miotający się jak narkoman na głodzie" na własne życzenie, z wytrzeszczem oczu na pieniądze publiczne lub gdziekolwiek one są. To taki typ człowieka nie odpuści, w 2006r-2008r też jechali jak na "SPIDZIE", myśleli, że towaru zabraknie, a tylko ceny wywindowali.
Dość rozwalania Polski !!!!!!!!!

Frankowicz "miotający się jak narkoman na głodzie" na własne życzenie, z wytrzeszczem oczu na pieniądze publiczne lub gdziekolwiek one są. To taki typ człowieka nie odpuści, w 2006r-2008r też jechali jak na "SPIDZIE", myśleli, że towaru zabraknie, a tylko ceny wywindowali.

Dochody musza być b. wstrzemięźliwie uwzględniane, bo chciwość nie zna granic !!!
a potem zwykły obywatel ponosi konsekwencje frankońskiego zachowania.

im nigdy dość
~1PL
Dość rozwalania Polski???!!!. A potem dowalcie obywatelom Polski.
~oPolsko
Dlaczego Polak nie wspiera drugiego Polaka w jego boju?
A no właśnie dla tego, by mu było lepjej, a innemu gożej. Polak jak świnia aby sammmmmm.... Pozdrawiam
~Ktoś
Jakim boju? Z głupotą??? Za naukę (i pazerność) trzeba płacić i frankensteiny to właśnie robią. I tak - MNIE TO CIESZY bo ja mam kredyt w pln-ach i kumpel śmiał się ze mnie że płaci mniejszą ratę przy porównywalnej kwocie. Na szczęście sytuacja już się wyrównała a każdy miesiąć cieszy mnie coraz bardziej.
Pozdrawiam wszytskich
Jakim boju? Z głupotą??? Za naukę (i pazerność) trzeba płacić i frankensteiny to właśnie robią. I tak - MNIE TO CIESZY bo ja mam kredyt w pln-ach i kumpel śmiał się ze mnie że płaci mniejszą ratę przy porównywalnej kwocie. Na szczęście sytuacja już się wyrównała a każdy miesiąć cieszy mnie coraz bardziej.
Pozdrawiam wszytskich złotówkowiczów i cieszcie się że nie byliście pazerni ;)
~piotr
"gożej" -> Niech zgadnę, jesteś wyborcą Jarosławka?

Powiązane: Życie z frankiem

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki