Fundusz inwestycyjny Enterprise Investors zdecydował, że nie podbije stawki w trwającej ponad dwa miesiące licytacji. Na podjęcie decyzji miał czas do najbliższego czwartku. Tymczasem Ryszard Wojtkowski z Enterprise Investors już poinformował, że dalsze podnoszenie ceny nie ma uzasadnienia. Tym samym na placu boju pozostał Sanitas, który zaproponował 93 złote za jedną akcję Jelfy. Jeśli jego oferta zostanie przyjęta, a nic nie wskazuje na to, żeby Ministerstwo Skarbu Państwa miało unieważnić przetarg, to Litwini za niespełna połowę akcji będą musieli wyłożyć ponad 300 milionów złotych.
Z tego PZU zgarnie jedną trzecią, a niemal cała reszta trafi do Stoczni Szczecińskiej, bo to ją postanowił wzmocnić papierami Jelfy poprzedni rząd. W tym celu największy pakiet akcji powierzył Agencji Rozwoju Przemysłu, która sprawuje nadzór nad stocznią.
Ze sfinalizowaniem transakcji z litewską spółką nie powinno być problemu, bo resort skarbu i PZU zapowiedzieli już wcześniej, że najważniejszym kryterium przy sprzedaży będzie cena akcji.
Skąd Sanitas weźmie pieniądze na przejęcie jeleniogórskiego przedsiębiorstwa? Zadeklarował, że transakcja zostanie sfinansowana ze sprzedaży nowych akcji litewskiej spółki na wileńskiej giełdzie, a także z kredytów bankowych. Litwini mają już prawie 10 proc. akcji Jelfy, które skupili na warszawskim parkiecie przez spółki z nimi powiązane. Sanitas nie musi się także martwić o poparcie związków zawodowych działających w Jelfie. Mimo że początkowo były one zachwycone ofertą inwestora.
– Dobrze, że to wszystko się kończy. Sanitas obiecał, że zadba o rozwój firmy i nie sprzeda jej po dwóch czy trzech latach – przyznaje Ireneusz Oracz, szef Solidarności w Jelfie. Dla związkowców jest oczywiście najważniejsze, że litewski inwestor dał pracownikom gwarancje zatrudnienia. Zależą one od stażu pracy i zajmowanego stanowiska – maksymalnie wyniosą 10 lat.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Łukasz Pałka

























































