

Francja i Włochy na razie nie muszą obawiać się kar za naruszenie unijnych zasad dyscypliny budżetowej. Ogłosił to szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker w wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Sueddeutsche Zeitung".

Od miesięcy wiadomo, że Francja i Włochy znowu przekroczą dozwoloną wysokość zadłużenia. Jean-Claude Juncker idzie jednak na rękę władzom w Paryżu i Rzymie. - Zdecydowałem, że na razie nie będziemy karać - powiedział w rozmowie z "Sueddeutsche Zeitung".
Juncker tłumaczy, że kraje członkowskie nie lubią, gdy Bruksela dyktuje im, jak mają wyglądać ich budżetu. Dlatego chce pozwolić, aby same kraje wytłumaczyły, jak chcą doprowadzić do porządku swoje finanse. Dopiero później ma zapaść decyzja o ewentualnych karach.
ReklamaZobacz także
Juncker stwierdził, w ten sposób okazuje się więcej szacunku państwom i parlamentom. Szef Komisji Europejskiej wezwał, aby nie debatować ciągle o zaciskaniu pasa. Zastrzegł, że konsolidacja budżetów jest bardzo ważna, ale ciągłe kłótnie o zadłużenie psuje atmosferę do inwestowania w strefie euro - stwierdził w wywiadzie dla "Sueddeutsche Zeitung".
Komentarz eksperta
W Unii są równi i równiejsi
Nie minął miesiąc od przejęcia przez Jeana-Claude’a Junckera sterów w Komisji Europejskiej, a już doskonale widać, że żadnej zapowiadanej rewolucyjnej zmiany względem epoki Jose Manuela Barroso nie będzie. Kary dla państw, które nie ograniczą deficytu budżetowego – i to nie do zera, co faktycznie byłoby wskazane, ale do 3% - miały zagwarantować, że nie dojdzie do powtórki sytuacji sprzed lat, kiedy członkowie strefy euro (w tym nawet Niemcy) powszechnie lekceważyli limity deficytu zapisane w traktacie z Maastricht. Nie po raz pierwszy okazuje się jednak, że w UE obowiązuje nie prawo, lecz logika sytuacyjna.
Komisja Europejska tchórzy, nie decydując się konfrontację z Francją i Włochami, gospodarkami numer 2 i 3 w strefie euro. W tej sytuacji naprawdę trudno dziwić się np. władzom i obywatelom Cypru, którzy za „marne” kilka miliardów euro pożyczki zostali przez Troikę mocno przeczołgani i sprowadzeni do rangi członków strefy euro drugiej kategorii. Wówczas eurokraci tłumaczyli swoje stanowisko twardymi zasadami obowiązującymi państwa członkowskie, o czym dziś, wobec stolic silniejszych od Nikozji, ewidentnie „zapominają”. Jeżeli jednak Komisja Europejska nie jest w stanie stać na straży unijnych porozumień, to jej istnienie przestaje mieć sens.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Szymański/Berlin/nyg

























































