Waluta Kraju Kwitnącej Wiśni uznawana jest za jedną z tak zwanych walut bezpiecznych. Oznacza to, że inwestorzy zwracają się w jej kierunku, gdy z gospodarki napływają niesprzyjające dane. Jednak w ostatnim czasie trudno się takich doszukiwać. Japoński indeks Nikkei 225 zwyżkował dzisiaj rano o 0,5% do 10270,8 punktów. Czym należy więc tłumaczyć to, że jen wyraźnie się umacnia w stosunku do dolara?
Odpowiedź znajduje się prawdopodobnie w sferze polityki Japonii. Nowo wybrany minister finansów Kraju Kwitnącej Wiśni, Hirohisa Fujii, zadeklarował dzisiaj, że rząd powstrzyma się od interwencji na rynku walutowym dopóki nie będzie to konieczne i zmiany nie przekroczą określonego poziomu. To dość enigmatyczne stwierdzenie zostało jednak dobrze przyjęte przez inwestorów.
Według ministra dotychczasowe zmiany na parach jena nie są znaczne i nie wymagają wspomnianej interwencji. Takie działania mogą też przyczynić się do zniszczenia pojęcia gospodarki wolnorynkowej. Należy jednak pamiętać, że w 2004 roku bank centralny Japonii w celu osłabienia waluty sprzedał walutę w wysokości 14,8 bilionów jenów. Jednak zwycięska partia przed niedawnymi wyborami deklarowała powstrzymanie się od takich działań.
Jeszcze 9. sierpnia za dolara płacono 97,74 jenów. Od tamtej pory japońska waluta stale się umacnia. Kurs pary USD/JPY znajdował się w środę około godziny szesnastej na poziomie 90,70 jenów, czyli 7,2% poniżej wspomnianego szczytu. Od wczoraj dolar stracił na parze z jenem 1%, spadając z wtorkowego maksimum na poziomie 91,58 jenów.
TW





























































