Kilkudziesięciu z nich nie uda się to i będą musiały połączyć się z większymi bankami. Sukcesy Banku Spółdzielczego w Gnieźnie i Rejonowego Banku Spółdzielczego w Lututowie, które przyłączyły po kilka banków spółdzielczych, pokazują, że konsolidacja może przynieść pozytywne efekty. Może więc nie ma się czym martwić?
Małe banki szukają pomocy w bankach zrzeszających. Duże chcą być jak najbardziej samodzielne, by swobodnie prowadzić ekspansję, dlatego nie podobają im się wszelkie pomysły ujednolicające działalność w ramach zrzeszenia. Od czasu do czasu pojawiają się więc koncepcje, by powołać kolejne zrzeszenie, skupiające tylko duże banki, np. o sumie bilansowej powyżej 100 mln zł. W takim zrzeszeniu nie byłoby wspólnych kampanii reklamowych ani jednolitych platform informatycznych. Każdy bank konkurowałby na rynku na własną rękę. Prostszym rozwiązaniem ich problemów byłoby zniesienie obowiązku zrzeszania się, co w jednym z artykułów postulował Jan Czesak, prezes Krakowskiego Banku Spółdzielczego.
Pomysłem idącym w drugą stronę jest dalsza konsolidacja banków zrzeszających, o której ich władze oficjalnie zaczęły rozmawiać jesienią 2006 r., a pierwszy ujawnił to w swoich mediach Instytut Bankowości Spółdzielczej.
Różnorodność sektora BS tworzą również ludzie i interesy. Pełno w nim barwnych postaci. Są też liderzy, którzy od lat nadają mu ton. Niestety, jeden z nich – Andrzej Chmielecki, w 2006 r. porzucił sektor BS i przeszedł do jego najgroźniejszego konkurenta – Banku BGŻ.
Głównym rozgrywającym wydaje się obecnie Paweł Siano, prezes Banku BPS, zrzeszającego więcej niż połowę banków spółdzielczych. Z sukcesem skonsolidował siedem banków zrzeszających, a teraz myśli o przyłączeniu kolejnego albo nawet dwóch. Drugim rozgrywającym jawi się Adam Góral, prezes ponadnarodowej korporacji Asseco Poland. Popiera on plany prezesa Siano, bo chciałby, by w sektorze było jedno zrzeszenie w całości obsługiwane przez systemy informatyczne dostarczane przez Asseco Poland.
Część banków spółdzielczych przeciwna jest tym monopolistycznym zapędom. Przez kilka lat wspierał je prezes KZBS Eugeniusz Laszkiewicz. Osłabienie jego pozycji jesienią ubiegłego roku sprawiło jednak, że przeszedł do obozu „jeden bank zrzeszający, jeden system informatyczny, jeden porządek”. Świadczą o tym np. wywiad z prezesem Laszkiewiczem i relacja z konferencji KZBS opublikowane na stronie www.bs.net.pl, prowadzonej przez korporację Asseco. Z wroga Adama Górala, któremu zarzucał „szatańskie pomysły”, Laszkiewicz stał się jego sprzymierzeńcem.
Wydarzenia ostatnich kilkunastu miesięcy, m.in. ukrywana przez pół roku przed opinią publiczną wygrana Asseco w przetargu na system informatyczny w SGB, wskazują, że tak naprawdę głównym rozgrywającym w sektorze BS jest właśnie Adam Góral. On ma najwięcej do ugrania, chodzi bowiem o kilkaset milionów złotych, które Asseco chce w ciągu kilkunastu lat zarobić na usługach informatycznych dla banków spółdzielczych. Gdy stawką są takie kwoty, dzieją się zaskakujące rzeczy. Siłą Górala są duże pieniądze na marketing, PR i prezenty oraz wpływy w różnych środowiskach biznesowych i politycznych.
Asseco twierdzi, że dzięki efektowi skali obsłuży banki spółdzielcze tanio. Są też ekonomiczne argumenty przemawiające za utworzeniem jednego zrzeszenia. Niepokoi tylko nieprzejrzystość działań głównych graczy, np. ukrywanie informacji o wynikach przetargu w SGB czy prowadzenie w tajemnicy rozmów o konsolidacji zrzeszeń. Warto więc otwarcie zapytać banki spółdzielcze, czy podoba im się plan „jeden bank zrzeszający, jeden system informatyczny, jeden porządek”. Trzeba też dokładnie policzyć, ile może kosztować realizacja tego planu i dlaczego tak drogo.
Jerzy Krajewski


























































