Efekt „cukierka”, nieproporcjonalnie małe meble oraz podejrzany brak spójności w galerii. Dostrzegasz podobne anomalie na zdjęciach w ogłoszeniu o sprzedaży lub wynajmie mieszkania? Zachowaj czujność, bo to znak, że zdjęcia zostały przerobione za pomocą sztucznej inteligencji. Housefishing to dziś coraz częstsza pułapka zastawiana na portalach ogłoszeniowych.


Wybierasz idealne mieszkanie z ogłoszenia, a na miejscu zastajesz ciasne, zaniedbane lokum, które w niczym nie przypomina pięknych zdjęć oglądanych raptem przed kilkoma dniami? To niestety coraz częstszy scenariusz. Rozwój sztucznej inteligencji sprawił, że cyfrowy retusz wnętrz i ukrywanie ich wad stały się dziś banalnie proste, o czym w programie „Onet Rano. Finansowo” ostrzegał Łukasz Kruszewski, ekspert rynku nieruchomości.
Zjawisko to, nazywane housefishingiem, polega na celowym manipulowaniu wizerunkiem nieruchomości, by wprowadzić kupujących w błąd. To właśnie cyfrowa zabawa perspektywą potrafi całkowicie zaburzyć nasze wyobrażenie o lokalu, zaangażować nas emocjonalnie i zachęcić do jego odwiedzenia. To działania daleko wykraczające poza rozjaśnianie ciemnych kadrów, poprawę balansu bieli czy podmianę pochmurnego nieba za oknem. Na co więc uważać przeglądając ogłoszenia, zarówno te dotyczące sprzedaży, jak i wynajmu?
Choć algorytmy AI są coraz doskonalsze, wciąż popełniają błędy. Przeglądając portale, warto zwrócić uwagę na kilka sygnałów ostrzegawczych:
- Zaburzone proporcje i powiększanie wnętrz – ulubioną zagrywką nieuczciwych sprzedających i wynajmujących jest cyfrowe pomniejszanie mebli, przez co wąskie pokoje z wielkiej płyty wydają się przestronne. Jak temu przeciwdziałać? Przede wszystkim warto zwracać szczególną uwagę na wielkość sprzętów AGD czy futryn drzwiowych – to one najszybciej zdradzają, że obraz został sztucznie rozciągnięty.
- Efekt „cukierka” – zbyt sterylne wnętrza, przesycone nienaturalnymi kolorami i pozbawione naturalnych cieni, to niemal pewny znak interwencji grafika.
- Znikające mankamenty – plagą jest m.in. zacieranie śladów pleśni na ścianach czy wymazywanie szpecących elementów za oknem.
- Brak spójności w galerii – nasze podejrzenia po przejrzeniu całej galerii powinny się obudzić, jeśli na zdjęciach salon wygląda jak z katalogu dewelopera, a reszta pokoi razi surowością.
Studenci podpisują umowy w ciemno
Ostateczną weryfikacją zawsze pozostają jednak oględziny na żywo. To wtedy należy dokładnie obejrzeć ściany pod kątem wilgoci, sprawdzić faktyczny widok z okna i upewnić się, że metraż odpowiada temu z ogłoszenia.

Tymczasem w przypadku wynajmujących, zwłaszcza studentów nie jest to jednak oczywistość. Jak wynika z raportu „Studenci na rynku nieruchomości” przygotowanego przez AMRON-SARFiN, który opisywaliśmy u progu roku akademickiego, aż 15 proc. studentów, czyli co siódmy, przed zawarciem umowy najmu nie odwiedził danego mieszkania.
































































