REKLAMA

Historia giełdy: Od krzyku do komputera

2004-03-26 06:00
publikacja
2004-03-26 06:00
Przed laty maklerzy komunikowali się między sobą na giełdowych parkietach za pomocą gestykulacji. Mimo to na parkiecie było głośno. Tętnił on życiem, a maklerzy przypominali rój pszczół krążących wokół plastra miodu. Dzisiaj na giełdach jest znacznie spokojniej, a inwestorom w pełni wystarcza komputer z dostępem do internetu.

Jeszcze 10 lat temu chcąc kupić akcje musieliśmy stać 2 godziny w kolejce do maklera oraz wypełnić zlecenie w formacie A-4 w dwóch egzemplarzach. Dzisiaj wystarczy mieć w domu komputer i dostęp do internetu. A i sami maklerzy na parkiecie giełdy też zachowują się inaczej - nie biegają, nie wymachują rękoma, nie krzyczą - znudzeni patrzą w monitor swojego komputera.

Cofnijmy się do XVIII wieku do Ameryki. W ciepły dzień 17 maja 1792 r. w Nowym Jorku, pod starym platanem, który rósł na Wall Street pod dzisiejszym numerem 68, gdzie mieści się obecnie giełda, spotkało się 24 maklerów. Panowie podpisali porozumienie, w którym zobowiązali się, że nie będą pobierać mniejszej prowizji niż 0,25 proc., a także, że jeżeli będą mieć jakieś akcje do sprzedania to potencjalnych kupców będą szukać między sobą, tak, żeby pośrednicy spoza stowarzyszenia nie mieli dostępu. Chodziło tak naprawdę o wyeliminowanie konkurencji i utrzymanie wysokości prowizji. Taki był początek giełdy, która była raczej klubem czy spółdzielnią pracy, w której członkowie mogli zarabiać swoją prowizją. Giełda nie była nastawiona na zysk.

Falujący tłum maklerów

Ówczesny model giełdy składał się z trzech podstawowych elementów. W ramach jednego podmiotu (członka giełdy) połączono prawa do zawierania transakcji i wpływ na zarządzanie giełdą. Giełda działała jako firma non profit - jej członkowie czerpali dochody z prowizji od transakcji. Jeżeli giełda chciała podnieść swoje kapitały, ograniczało się to tylko do jej członków. Ta forma klubu utrwaliła się i w Ameryce i w Europie. Maklerzy komunikowali się między sobą na parkiecie giełdy za pomocą gestykulacji. Mimo to na parkiecie było głośno. Tętnił on życiem, przypominał rój szerszeni krążący wokół plastra miodu. Każdym papierem wartościowym handlowano w innym rogu parkietu. Tłum maklerów falował to w jedną, to w druga stronę, w zależności od napływających zleceń klientów. Makler musiał mieć dobrą kondycję, żeby przez kilka godzin zawierać transakcje. Czasem emocje sięgały zenitu - w chwilach paniki, kiedy wszyscy jednocześnie chcieli sprzedać posiadane akcje - pot lał się z maklerów dosłownie strumieniami. A transakcje były realizowane nawet w kilka godzin po wpłynięciu na parkiet.

Mimo, że była to praca ciężka było wielu chętnych do tego zawodu. Zawodu, bądź co bądź popłatnego. Jeżeli ktoś chciał zostać członkiem giełdy musiał wykupić miejsce od jakiegoś wycofującego się członka. Cena odstępnego wahała się z zależności od koniunktury - w czasie hossy było bardzo drogo, a w czasie bessy znacznie taniej.

Nic nie trwa wiecznie

W latach 90. XX wieku na giełdzie w Londynie było trzystu członków, którzy mogli handlować między sobą. Każdy z nich miał po jednym głosie we władzach giełdy. Niestety, jakoś nie udawało im się dojść do porozumienia pod względem wprowadzenia elektroniki na giełdę. Pojawiły się nowocześniejsze komputery. Władze giełdy, chcąc przyspieszyć zawieranie transakcji, zamierzały wprowadzić system komputerowy automatycznie kojarzący zlecenia kupna i sprzedaży. Początkowo maklerzy zachowywali się jak XIX-wieczni tkacze, którzy niszczyli maszyny parowe twierdząc, że zabierają im chleb. Z czasem udało się wprowadzić system handlu elektronicznego o nazwie SETS. Ale tylko dla jednego głównego rynku, na którym notowane jest 2 000 spółek. Na giełdzie mógł zawierać transakcje każdy, kto miał dostęp do końcówki komputera giełdowego. Doszło więc do znaczących zmian, które określono terminem DEMUTUALIZACJI. Giełdę potraktowano jak każde inne przedsiębiorstwo, które powinno zarabiać, zdobywać nowych klientów, przejmować inne spółki. Nie ma powodu, żeby właścicielami giełdy byli tylko jej członkowie, a grono inwestorów powinny zasilić nowe podmioty.

Giełdy stały się już spółkami for profit. Mają rozproszony akcjonariat, a ich akcje dopuszczone są do obrotu giełdowego. Największa europejska giełda notuje swoje akcje na własnym parkiecie. Skoro cena miejsca członka giełdy przed demutualizacją zależała od koniunktury giełdowej, to po wprowadzeniu akcji na giełdę ich cena powinna podlegać takim samym prawom. Dla lubiących matematykę można powiedzieć, że współczynnik korelacji między ceną akcji spółki giełdowej a koniunkturą będzie wynosił jeden. Na wykresie widać połączony wykres głównego indeksu FST100 i akcji LSE. Już na pierwszy rzut oka widać dużą zbieżność ruchów cen indeksów i akcji giełdy.



Przekształcanie giełd rozpoczęło się w latach 90. XX wieku i nasiliło w latach hossy internetowej 2000 - 2001. Co ciekawe dwie największe giełdy światowe NYSE i NASDAQ dalej funkcjonują w ramach tradycyjnego modelu giełdy zmutualizowanej.

NAZWAMiejsce pod względem kapitalizacji
London Stock Exchenge1notowana
Euronext2
Deutsche Borse3notowana
Italian Exchange6
Stockholmsborsen7notowana
Helsinki Exchange8
Copenhagen Stock Exchange9
Atenes Exchange10notowana
Oslo Bors16notowana
Iceland Stock Exchange18
Euronext Amsterdamn/a
Euronext Lisbonn/a
LIFFEn/a


DEMUTUALIZCJA - poszerzenie dotychczasowego kręgu właścicieli giełdy o podmioty nie będące jej członkami, możliwość pozyskiwania kapitału z zewnątrz, zmiana charakteru w kierunku for profit.

Józef Rąpała

Warszawska Grupa Inwestycyjna S.A.
Źródło:
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~Krzysztof
http://x-profit.com/ historia gieldy i rynkow finansowych w praktyce.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki