W przeciągu ostatnich dni rząd przejął trzy największe banki: Glitnir Bank, Landsbanki Islands oraz największy - Kaupthing Bank. Państwo zagwarantowało obywatelom wypłacalność bankowych depozytów i wstrzymało handel akcjami na giełdzie w Reykiawiku. W tym samym czasie rząd próbuje sprzedać zagraniczne aktywa swoich banków, ratując przed zapaścią cały system finansowy.
Z powodu kryzysu doszło do załamania notowań islandzkiej korony, której kurs spadł do poziomu 350 korno za euro. W odpowiedzi na atak spekulacyjny islandzki rząd związał kurs korony z euro na poziomie 131 koron. Jednak system sztywnego kursu został utrzymany przez zaledwie jeden dzień – bank centralny Islandii po prostu nie miał wystarczających rezerw, by obronić kurs swojej waluty. Islandia nadal prowadzi rozmowy z Rosją w sprawie 4 mld euro pożyczki.
„Praktycznie nie ma handlu koroną, ponieważ nie ma obecnie żadnego banku, który mógłby rozliczyć taką transakcję” – powiedział agencji Bloomberga Mick Ankjaer, dealer walutowy w duńskim Nordea Bank. Kontakty z islandzkimi bankami przerwały banki zagraniczne, które boją się upadłości swoich islandzkich kontrahentów.
Brak rynku walutowego może potencjalnie oznaczać kłopoty z importem towarów do Islandii – importerzy nie będą mogli kupić dewiz potrzebnych do opłacenia zagranicznych zakupów. Jeżeli sytuacja się szybko nie ustabilizuje, to państwo dysponujące dochodem na mieszkańca na poziomie 40.400$ (dane za 2007 rok) może nie być w stanie sprowadzić nawet podstawowych surowców czy żywności.
„Podczas tego kryzysu nauczyliśmy się, że nie jest mądrze, by mały kraj próbował objąć wiodącą rolę w międzynarodowej bankowości” – tak sytuację skomentował premier Islandii Geir Haarde.
K.K.




























































