Greccy rolnicy decydują dziś w Salonikach o dalszej formie swego protestu. Od kilku dni na drogach całego kraju - od północnej Grecji po Kretę - znajduje się ponad sześć tysięcy traktorów, które blokują ważne węzły komunikacyjne. Rolnicy i hodowcy protestują przeciwko zmianom w systemie podatkowym i emerytalnym, które przygotowuje rząd Aleksisa Ciprasa.
Dlaczego niemieccy rolnicy mogą płacić mniejsze podatki niż my, a hiszpańscy wziąć pożyczkę z banku z trzykrotnie niższym oprocentowaniem niż w Grecji? - pytają protestujący i chcą, aby Aleksis Cipras wyjaśnił im, jak mają przetrwać. Greccy rolnicy tłumaczą, że jeśli rząd zabierze im, tak jak planuje, prawie 80 procent zysków, to zniszczy krajową gospodarkę. Oburzeni są także oskarżeniami o to, że ukrywają większość swoich dochodów.
Eksperci mówią, że w takim klimacie trudno będzie rządowi dojść do porozumienia z rolnikami, którzy zapowiadają, że nie zakończą protestu, póki rząd nie wycofa się z planów podwyższenia ich opodatkowania przy jednoczesnym wzroście składek emerytalnych i zniesieniu dotacji. Grecki minister rolnictwa oświadczył, że protestujący nie mogą mieć aż tak wygórowanych żądań i liczyć na to, że rząd nie wprowadzi zmian do których się zobowiązał i których domagają się wierzyciele.
Zmianom w systemie emerytalnym sprzeciwiają się też inne grupy społeczne. Od jutra zaczyna się w Grecji 48-godzinny strajk pracowników żeglugi morskiej.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Beata Kukiel-Vraila, Ateny/mg/nyg
























































