

„Awaryjnie zamknięte” banki to niewypłacalne banki. Administracyjne zamknięcie banków i wprowadzenie kontroli w przepływie kapitału jest urzędowym bandytyzmem. Rząd Grecji okradł ludzi z bankowych depozytów, co akurat było krokiem od dawna przewidywanym i przed czym rozsądni Grecy zabezpieczyli się wypłacając z banków SWOJĄ gotówkę.
Jeśli Ateny nie dojdą do porozumienia z Trojką, to klienci greckich banków już nigdy więcej nie zobaczą swoich euro. W takim scenariuszu prawdopodobna będzie przymusowa wymiana greckich euro (zarówno w formie elektronicznych zapisów bankowych jak i banknotów) na nowe drachmy, których kurs względem euro z miejsca spadnie o kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt procent.
Grecki przypadek nie jest precedensem. Dwa lata temu na Cyprze władze Unii Europejskiej przetestowały podobny mechanizm: cypryjskie banki zamknięto na wiele dni, a klienci niektórych z nich stracili 37,5% oszczędności powyżej kwoty stu tysięcy euro. Cypr pozostał w strefie euro, na wyspie nie doszło do rewolucji, co UE najwyraźniej uznała za sukces tego eksperymentu.
Teraz może być inaczej, bo nie da się wykluczyć opuszczenia przez Grecję strefy euro. Byłby to pierwszy taki przypadek w historii europejskiej unii walutowej, co podważyłoby zaufanie do całego projektu oraz do Europejskiego Banku Centralnego, którego szef Mario Draghi wielokrotnie powtarzał, że euro jest „nieodwracalne”. Za kilka tygodni może się okazać, że jednak nie jest.
Póki co należy się przygotować na gwałtowne turbulencje na rynkach finansowych: notowania akcji, obligacji i walut mogą się zmieniać w nieprzewidywalny sposób nawet po kilka procent dziennie. Grekom pozostanie tylko obrót gotówkowy. Wszystkim posiadaczom europejskiej waluty rekomendowałbym przegląd portfela i wydanie/wymianę greckich banknotów euro (ich numery seryjne zaczynają się od literki „Y”).
Nie znaczy to, że już należy panikować. Politycy mają ponad 48 godzin na osiągnięcie porozumienia zatrzymującego Grecję w eurolandzie. Ale nawet przekroczenie tego terminu nie musi oznaczać ostatecznej katastrofy: unijni decydenci już nie raz w ciągu ostatnich 5 lat udowodnili, że nie ma terminów, których nie dałoby się przełożyć.

























































