Gdzie wybuchnie następny kryzys?

główny analityk Bankier.pl

Gdy upadał Lehman Brothers, wszyscy na rynku od ponad roku wiedzieli, że w amerykańskim sektorze mieszkaniowym mamy do czynienia z poważnym kryzysem. Nie zdawano sobie tylko sprawy z tego, jak wielkie spustoszenie może on spowodować.

Dziś może być podobnie. Gdzieś na świecie pewnie trwa już jakiś kryzys, który za jakiś czas wypełznie na czołówki portali informacyjnych i doprowadzi do zakończenia hossy na rynkach finansowych i cyklu ekspansji w realnej gospodarce. „10 lat po Lehmanie” zastanawiamy się, gdzie takowy wybuch może się pojawić. Szukaliśmy miejsc o dużej nierównowadze, nadmiernie zadłużonych i wcale niekoniecznie ignorowanych przez mainstream, więc proszę nie narzekać na brak zaskoczeń.

(fot. magann / YAY Foto)

5. Chiny

Imponujący wzrost gospodarczy Państwa Środka od lat zasilany jest "kredytową kroplówką". W 2009 r. globalny kryzys zatrzymał się na Wielkim Murze właśnie dzięki bezprecedensowej ekspansji zadłużenia. Kolejna fala kredytu zalała gospodarkę w latach 2012-16. Stosunek zadłużenia sektora publicznego, przedsiębiorstw niefinansowych i gospodarstw domowych do PKB wzrósł wówczas (oficjalnie!) ze 181,1 proc. do 255,3 proc.

W 2015 r. zagrożenie oficjalnie uznali włodarze z Pekinu, a rok później podjęli pierwsze poważne próby delewarowania, które skoncentrowały się na sektorze przedsiębiorstw oraz walce z bankowością cienia. Chińska gospodarka okazała się jednak tak mocno uzależniona od zastrzyków kredytu, że koniunktura wyraźnie się pogorszyła, co w obliczu eskalacji konfliktu handlowego z Waszyngtonem skłoniło władze do rezygnacji z procesu oddłużania.

Na szczęście liderzy Państwa Środka nie zdecydowali się na kolejny ogromny program stymulacyjny, a podjęli bardziej subtelne działania na kilku polach - przede wszystkim poluzowali politykę monetarną i fiskalną oraz mocniej chwycili gospodarczą kierownicę państwa - nie rezygnując przy tym całkowicie z robienia porządku w sektorze finansowym.

Na razie Pekin radzi sobie całkiem nieźle z balansowaniem między stymulowaniem gospodarki a powstrzymywaniem wybuchu kryzysu finansowego. Ale nie ma się, co dziwić - Chiny mają w tym w końcu wieloletnią wprawę. Tym razem marsz nad przepaścią może się jednak okazać trudniejszy, bo liną, po której kroczą Chińczycy, chybocze wiatr z USA.

4. Włochy

Największy dłużnik naszego kontynentu – ponad 2,3 biliona euro długu publicznego, czyli 132% produktu krajowego brutto. „Chory człowiek Europy”, od początku XXI wieku pogrążony w kryzysie gospodarczym (realny PKB na mieszkańca w 2017 roku wciąż był o 3,6% niższy niż w roku 2000). Kraj absurdalnych regulacji prawnych, patologicznej biurokracji i wysokich (choć regularnie unikanych) podatków. Oto Włochy, kraj wiecznego kryzysu, którego na tej liście zabraknąć nie mogło. To kraj „za duży, aby upaść” i równocześnie zbyt duży, aby go uratować.

Ponadto Włochami targa permanentny kryzys polityczny, praktycznie uniemożliwiający jakiekolwiek zmiany skostniałego modelu gospodarczego. W Italii łatwiej jest rozwieść się z żoną, niż zwolnić pracownika – kraj plasuje się na  137. pozycji w rankingu wolności rynku pracy opracowanym przez Heritage Foundation. Przeregulowana gospodarka, wysokie podatki, olbrzymie wydatki socjalne i nadmierne zadłużenie połączone z brakiem możliwości kreacji własnego pieniądza – toż to niemal idealny przepis na załamanie gospodarcze.

Dodajmy do tego robiący bokami sektor bankowy. Na koniec 2017 roku niespłacane długi stanowiły 14,4% portfela kredytowego włoskich banków. To i tak lepiej niż dwa lata wcześniej, gdy wskaźnik ten przekraczał 18%. Ale nadal to poziom bardzo wysoki i potencjalnie niebezpieczny dla włoskiego sektora bankowego.

3. Rynki wschodzące

Kryzys „emerdżingów” trwa zasadniczo od początku 2018 roku. Zaniepokojony sytuacją w Turcji i Argentynie zagraniczny kapitał ewakuuje się z klasy aktywów zwanych „rynkami wschodzącymi”. Czyli tymi krajami rozwijającymi się, które w perspektywie następnych 20-30 lat mają szansę osiągnąć status gospodarek rozwiniętych.

Rynki wschodzące po części same są sobie winne. W czasach taniego i łatwego kredytu w Rezerwie Federalnej zachłysnęły się dolarowym długiem. W latach 2008-17 zadłużenie zagraniczne „emerdżingów” zwiększyło się z niespełna 4,8 bln USD do 8,25 bln USD. Teraz za sprawą podwyżek stóp procentowych w USA ten dług staje się coraz droższy w obsłudze. Dodatkowo sprawę pogarsza odpływ zagranicznego kapitału, który osłabia lokalne waluty, co potęguje problemy z obsługą zadłużenia denominowanego w walutach obcych. Ofiarą takiego samonapędzającego się kryzysu padły w tym roku już Turcja oraz Argentyna.

Rynek już typuje następnych kandydatów na ofiary kryzysu rynków wschodzących. Wskazywane są kraje o wysokim zadłużeniu zagranicznym, sporym deficycie na rachunku bieżącym i kłopotami z jakością aktywów w sektorze bankowym. Według tych kryteriów kolejnymi ogniskami zapalnymi mogą stać się Indie, Indonezja, RPA i Malezja – to lista opracowana przez ekonomistów Societe Generale. Za bezpieczne uznali oni Tajlandię, Koreę, Rosję i Chiny. Polska wraz z innymi krajami naszego regionu znalazła się w strefie umiarkowanego ryzyka – mamy na ogół neutralne lub dodatnie saldo rachunku bieżącego oraz rozsądne salda fiskalne, ale zarazem jesteśmy silnie uzależnieni od zagranicznych pożyczek.

2. Europejski system bankowy

Włoskie banki-zombie mogą stać się katalizatorem zapaści całego europejskiego sektora bankowego. Problemy z rentownością mają także inne banki „zbyt duże, aby upaść”. Listę otwiera Deutsche Bank, którego wartość rynkowa od początku roku spadła o 39%. Tuż zanim kroczy także niemiecki Commerzbank (-30%) oraz holenderski ING (-30%) przed bankami hiszpańskimi: BBVA (-26%) i Santanderem (-22%). Szorujące po pokryzysowych minimach wyceny europejskich banków jasno sugerują, że coś jest na rzeczy.

Według danych europejskiego nadzoru finansowego banki ze strefy euro na koniec I kw. 2018 roku siedziały na starcie 688 mld euro niespłacanych długów (NPL). Co prawda na tym froncie w ostatnich kwartałach nastąpił wyraźny postęp: jeszcze rok wcześniej NPL sięgały 865 mld euro, a w roku 2016 przekraczały bilion euro.

Weźmy jednak poprawkę na to, że przełom 2017/18 w Europie był okresem najszybszego wzrostu gospodarczego od przynajmniej dekady. Gdy sytuacja makroekonomiczna wróci do normy (czyli w najlepszym razie wzrost PKB wyniesie 1,5-2,0%), to i kondycja banków może się pogorszyć. Nie wspominając już o scenariuszu, w którym strefa euro pogrąża się w następnej recesji. Zatem przy tak napiętej sytuacji wystarczy niewielki wstrząs, aby cały ten bankowy domek z kart runął.

1. Czarny łabędź

Mianem „czarnego łabędzia” ekonomiści zwykli określać zdarzenie bardzo mało prawdopodobne przynoszące katastrofalne skutki dla gospodarki lub rynku finansowego. Równocześnie to wydarzenie, które zasadniczo samo w sobie nie jest czymś niewyobrażalnym. „Połączenie niskiej przewidywalności i znacznych skutków dla otaczającej rzeczywistości czyni Czarnego Łabędzia wielką zagadką” - pisze Nassim Nicholas Taleb, autor książki o tym samym tytule i twórca koncepcji „czarnego łabędzia”.

W poprzednich latach na polowanie na „czarne łabędzie” wypuszczał się Michał Żuławiński, który w styczniu 2016 roku trafnie przewidział brexit, prezydenta Trumpa. Sam nie pokuszę się o podobne typy. Ale istnieje kilka takich wydarzeń, o których wszyscy wiemy, że mogą się światu przytrafić, ale których chyba nikt nie wlicza do podejmowanego ryzyka inwestycyjnego. To takie katastrofy, które pewnie nie zniszczą naszej cywilizacji, ale które zapewne doprowadziłyby do dramatycznego repricingu na rynkach finansowych.

Wyobraźmy sobie na przykład potężne trzęsienie ziemi w Kalifornii, które niszczy siedziby Apple’a, Google’a czy Facebooka. Co wtedy stałoby się z notowaniami akcji spod szyldu FAANG? Albo zimę wulkaniczną podobną do tej, jaka dotknęła Europę w roku 1816 po erupcji wulkanu Tambora. Katastrofalna w skutkach byłaby współcześnie burza magnetyczna na Słońcu taka, jaką zaobserwowano w roku 1859. Nie wiem, jak wyglądałby współczesny rynek finansowy, gdybyśmy na kilka tygodni (albo nawet miesięcy) utracili możliwość korzystania z urządzeń elektronicznych. Że już o "klasycznym" zderzeniu Ziemi z asteroidą nie wspomnę - to przecież wszyscy widzieliśmy na filmach.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 0 open_mind

To co USA potrzeba aby nie wybuchały światowe kryzysy. FBI atakuje Biuro DNC i likwiduje wszystkich kryminalnych demokratów!
https://www.youtube.com/watch?v=97p0RVpHVik

! Odpowiedz
2 13 silvio_gesell

Przecież kryzys już wybuchł - Turcja, Argentyna, Wenezuela, za chwilę dołączają kolejne kraje. Wszyscy będą czekać na czarnego łabędzia?

! Odpowiedz
3 1 open_mind

To co potrzeba zrobić w USA masz w linku Video https://twitter.com/hashtag/RealSearchBan?src=hash

! Odpowiedz
0 1 open_mind

Podpowiedz. Kliknijcie na pierwsze Video w tym linku

! Odpowiedz
22 7 do_niczego

Na szczęście w POLSCE nie wybuchnie bo POLSKA to "zieloną wyspa" którą chroni Donald Tusk z Brukseli.

! Odpowiedz
13 1 amerginmaceccit

Jasne, niech bankier.pl zaniży poziom i nieodpowiedzialnie straszy nuklearną apokalipsą przy okazji kolejnego REZULTATU ekonomicznego wynikającego z tych samych złych decyzji.

! Odpowiedz
0 1 kimdzongtusk

Deutsche Bank i Citigroup zamieszane w sprawę
Dziennik Wall Street Journal donosi również, że “w skardze sygnalisty wskazano Deutsche Bank AG i Citigroup Inc., nadzorowane przez amerykańskie organy regulacyjne, jako zaangażowane w transakcje do i z estońskiego oddziału Danske Bank.”

! Odpowiedz
1 3 kimdzongtusk


Danske Bank podejrzany o wypranie 150 mld USD z Rosji i byłych państw radzieckich
Danske Bank wyprał 150 mld USD?
Jak donosi The Wall Street Journal powołując się na osobę zaznajomioną z tą sprawą, “[amerykański] Departament Sprawiedliwości, Departament Skarbu oraz Komisja Papierów Wartościowych i Giełd [SEC] badają Danske Bank po tym, jak przed ponad dwoma laty do SEC została złożona poufna skarga od sygnalisty”. Według osoby i dokumentów, które były przedmiotem przeglądu:

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 12 open_mind

Kryzys z długiem to syjamscy bracia.
I mają taką magiczną siłę,
że rozmnażają się tak jak bakteria.
A matką ich jest - bankowa koteria!

! Odpowiedz
1 3 beja

Poprzedni kryzys miał żródło w tzw CDO, wówczas nazwa brzmiała dla wielu tajemniczo jak dziś ETF , wszyscy kupowali bo agencja ratingowe wskazywały na najwyższe bezpieczeństwo. Dziś ETF uważany jest za bezpieczne narzędzie ale zwróćmy uwagę na to ze w jego skład wchodzą bezwzględnie WSZYSTKIE spółki , nawet te najsłabsze . Dopóki mamy do czynienia z zakupami wszystko jest w porządku . A sprawdził ktoś mechanizm umorzenia w przypadku utraty płynności ?... No właśnie. Główne odpowiedzi są takie ze płynność jest zawsze zapewniona, to najlepszy żart z kategorii czarnego humoru jaki słyszałem.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
WIG 0,69% 50 069,39
2020-06-04 16:36:00
WIG20 0,84% 1 781,68
2020-06-04 16:51:45
WIG30 0,77% 2 065,06
2020-06-04 16:51:00
MWIG40 0,12% 3 549,92
2020-06-04 16:36:45
DAX -0,38% 12 439,85
2020-06-04 16:47:00
NASDAQ 0,10% 9 692,32
2020-06-04 16:47:00
SP500 0,03% 3 123,79
2020-06-04 16:47:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.