To właśnie polityczne decyzje będą nawały kierunek giełdom przez najbliższe tygodnie. Aby kupować akcje, inwestorzy musieliby uwierzyć, że kryzys nadmiernego zadłużenia w Europie uda się rozwiązać przy stosunkowo niskich stratach dla sektora finansowego. Taką właśnie nadzieję dał komunikat po weekendowym spotkaniu władców ośmiu najbardziej uprzemysłowionych państw świata.
G8 postanowiło bardziej skupić się na wzroście gospodarczym w Europie niż na niezbędnych oszczędnościach budżetowych, krótkoterminowo pogłębiających recesję. Horyzont polityczno-wyborczy znów wziął górę nad długofalowymi interesami gospodarczymi. Dzięki temu inwestorzy mogą się spodziewać świeżych strumieni (a raczej strumyczków) publicznej gotówki, która pożyczona na koszt przyszłych pokoleń trafi do kieszeni akcjonariuszy globalnych korporacji.
Niemniej jednak kondycja finansów publicznych na południu strefy euro pozostaje w katastrofalnym stanie. Najlepszego dowodu dostarczyła Hiszpania, której rząd ponownie zrewidował zeszłoroczny deficyt budżetowy. Tym razem z 8,5% do 8,9% PKB. Zupełnie jak Grecja dwa lata temu. W rezultacie rentowność hiszpańskich obligacji 10-letnich utrzymała powyżej 6,25%, a giełda w Madrycie straciła pół procent.
Źródło: Bankier.pl
Taniały też akcje w Mediolanie, Atenach i Budapeszcie – czyli w „problematycznej” części Europy. Główne rynki - Londyn, Frankfurt i Paryż – zyskiwały po 0,8-1,0%. WIG20 spisał się znacznie lepiej i zyskał 1,7%, powracają w rejon 2.100 punktów. Więcej niż Warszawa zyskał tylko moskiewski RTS i główny indeks giełdy w Rydze.
W gronie polskich blue chipów najwięcej – bo ponad 3% - dały zarobić akcje Synthosu, Boryszewa i PZU. Po kreską dzień zakończyły tylko papiery Kernelu, GTC, Handlowego i Tauronu. Na całym rynku spółki rosnące przeważały nad spadającymi w stosunku niemal 2:1. Niepokoić mogły tylko niskie obroty, co świadczy o tym, że poważny kapitał wciąż wstrzymuje się z zakupami.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl


























































