Projekt ustawy o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej prawdopodobnie zostanie przyjęty przez Sejm. Ustawa przeznaczona jest dla osób, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej, a są zobowiązane do spłaty kredytów mieszkaniowych.
Wsparcie ma wynosić maksymalnie 1,5 tys. zł miesięcznie przez okres nawet do 18 miesięcy. Ubiegać się o nie będą mogły osoby spłacające kredyt mieszkaniowy, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej.
Pomoc tylko dla bezrobotnych kredytobiorców
Ustawodawca definiuje trudną sytuację finansową kredytobiorcy – jest to osoba, która w momencie złożenia wniosku o wsparcie posiada status bezrobotnego lub wartość miesięcznego zobowiązania wobec kredytodawcy wynosi 60% dochodów jego gospodarstwa domowego. Przy czym za osobę bezrobotną uprawnioną do wsparcia uznaje się taką, która utraciła zatrudnienie nie na skutek własnej decyzji (za wypowiedzeniem przez kredytobiorcę) i nie z powodu zwolnienia dyscyplinarnego.
Przeczytaj także
W ustawie zastrzega się również, że o wsparcie mogą ubiegać się tylko osoby, które posiadają jedną nieruchomość. Powierzchnia mieszkania nie może też być większa niż 75 m2, a domu większy niż 100 m2. Gdy ubiegający się o wsparcie posiada dzieci, kryteria wielkości mieszkania lub domu ulegają zmianie. Wniosek o wsparcie będzie można składać u starosty. Wzór wniosku zostanie ustalony.
Zwrot wsparcia przyznanego na podstawie ustawy rozpoczyna się w miesiącu następującym po miesiącu, w którym upłynęły dwa lata od zaprzestania płatności rat pomocy i jest dokonywany przez 8 kolejnych lat w równych, nieoprocentowanych miesięcznych ratach.
Wsparcie finansowane byłoby ze specjalnego Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, na który maja się złożyć banki w stopniu odpowiadającym wielkości portfela udzielonych przez nich kredytów mieszkaniowych. Maksymalna wartość funduszu to 600 mln zł.
Co interesujące, BGK będzie przysługiwać prowizja za jego prowadzenie - 0,5% wartości funduszu lub 2% od udzielonej z funduszu pomocy.
To, że ma on wynieść maksymalnie 600 mln zł wcale nie oznacza, że banki dokładnie tyle do niego wniosą. Uzupełnienia mają być dokonywane, gdy wartość funduszu spadnie poniżej 100 mln zł, ale do kwoty nie mniejszej niż 300 mln zł. Zatem spodziewajmy się raczej, że maksymalnie fundusz będzie operował właśnie taką kwotą.
Utworzona została także Rada Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, a w jej skład wejdą m.in. przedstawiciel ministra finansów, przedstawiciel KNF-u, prezes BGK, Rzecznik Finansowy i przedstawiciel 5 kredytodawców, którzy wpłacają najwyższą składkę do funduszu.
Ustawa o wsparciu kredytobiorców będących w trudnej sytuacji finansowej jest potrzebna, bo rzeczywiście wielu ludzi, którzy zaciągnęli kredyty mieszkaniowe nie jest wstanie przewidzieć, czy za 15 lat nie popadną w poważne tarapaty finansowe i nie będą wstanie regulować swoich zobowiązań w terminie. Istotną cechą projektu jest fakt, że Fundusz byłby praktycznie całkowicie finansowany przez sektor bankowy.
Projekt nie jest idealny
Z drugiej strony nie jest to projekt idealny i wiele kwestii budzi wątpliwości. Pierwsza sprawa to okres trwania zobowiązania, który w maksymalnym wymiarze wynosi 18 miesięcy. Oznacza to, że najwyższa wartość wsparcia może wynieść nawet 27 tys. zł. To bardzo dużo. Wsparcie przewidziane jest głównie dla osób, które utraciły pracę na skutek zwolnienia (spory odsetek kredytobiorców posiada polisty na wypadek utraty zdrowia więc ich Fundusz nie dotyczy), a przeciętny okres poszukiwania pracy osób faktycznie jej poszukującej wynosi do 10 miesięcy. Oznacza to, że półtoraroczne wsparcie to zbyt hojna propozycja i prawdopodobnie rok by wystarczył.
Przeczytaj także
Druga sprawa to zapis, że o wsparcie mogą występować tylko kredytobiorcy, który zaciągnęli zobowiązanie na zakup mieszkania lub domu. Ustawa w zasadzie wyklucza ludzi, którzy np. zaciągnęli duży kredyt na remont domu lub mieszkania, które dostali np. od rodziców. Życie pisze różne scenariusze w związku z tym katalog uprawnionych do pomocy kredytobiorców powinien być szerszy.
Wciąż niezrozumiała jest też uporczywa kwestia trzymania limitów powierzchni mieszkania lub domu, który musi posiadać kredytobiorca by uzyskać pomoc. W teorii, zgodnie z projektem, o wsparcie mógłby ubiegać się singiel w kawalerce za 300 tysięcy złotych, a wykluczone z niego byłoby małżeństwo starające się o dziecko w 76-metrowym mieszkaniu po babci, na którego remont wzięli 75 tys. zł kredytu.
Maksymalna pomoc wynosić ma 27 tys. zł, a po dwóch latach od jej udzielenia otrzymujący wsparcie miałby 8 lat na spłatę tej kwoty w nieoprocentowanych ratach, czyli maksymalnie 282 zł miesięcznie. Rezygnacja z oprocentowania to odważny krok, ale biorąc pod uwagę, że środki te będą przekazywane przez banki na spłatę oprocentowanych kredytów, które zostały w nich zaciągnięte, jest to uczciwa propozycja. Mam jednak wątpliwości na etapie składania wniosków o wsparcie, które daje pewne pole do wyłudzeń dla osób, które mają kredyty, a działają w szarej strefie.
Na koniec pozostają kwestie biurokratyczne. Wnioski o wsparcie będzie można składać u starosty. Bardzo możliwe, że urząd ten nie ma wystarczająco dużo kompetencji do poprawnej oceny i sprawdzenia wniosków składanych przez kredytobiorców, co ustawodawca niejako potwierdza umieszczając w ustawie procedurę na wypadek znaczących uchybień w dokumentach przesłanych do BGK. Możliwe, że starostwa nie będą też wstanie skutecznie doinformować mieszkańców, że istnieje możliwość uzyskania wsparcia. Mimo wszystko ustawa znacząco wybija się jakością ponad to co wcześniej prezentowali nam posłowie PO w sprawie „frankowców”.





























































