LiveChat, giełdowa gwiazda ostatnich lat, na GPW radzi sobie coraz słabiej. W środę do listy problemów dołączył kolejny punkt - spółce urosnąć może poważny konkurent. Władze LiveChata uspokajają jednak inwestorów.


Jak zauważyli czujni forumowicze Bankier.pl, Facebook poinformował wczoraj wieczorem o uruchomieniu nowej, biznesowej wersji platformy Messenger. Wtyczka oznaczona symbolem "2.2" daje firmom możliwość kontaktu z potencjalnymi klientami poprzez stronę internetową i aplikację Messenger.
Jako że nowa wtyczka stworzona przez Facebooka ma być przeznaczona dla klientów biznesowych, pojawia się ryzyko, iż firma Marka Zuckerberga zacznie podbierać LiveChatowi klientów. LiveChat bowiem swój sukces oparł właśnie na produkcji oprogramowania komunikacyjnego dla biznesu. Obecnie korzysta z niego 22 229 klientów. Do pilotażowego używania wtyczki Facebooka też już jednak zgłaszają się klienci. Zrobili to już m.in. Air France, KLM, Zalando oraz Aviva.
Po reakcji rynku widać jednak spore obawy. Akcje LiveChata tanieją w środę o przeszło 20 proc. Przecenie towarzyszą też podwyższone obroty. Około godziny 14:40 LiveChat był szóstą najchętniej handlowaną spółką na GPW. Władze spółki starają się uspokajać inwestorów, że działają w zupełnie innym segmencie niż Facebook. Pełna treść oświadczenia zarządu poniżej.
Stanowisko LiveChat Software S.A.
Facebook zakomunikował prace nad rozwiązaniem livechat w kwietniu 2016 r.
LiveChat Software jest dobrze przygotowany na ten ruch, dlatego nasze produkty: LiveChat, chat.io i BotEngine są zintegrowane z Messengerem. Było to możliwe m.in dzięki współpracy naszego zespołu technicznego z zespołem Facebooka, która jest kontynuowana.
Wejście Facebook na rynek rozwiązań livechat postrzegamy jako szansę na wzrost całego segmentu. W 2016 r. Facebook wprowadził rozwiązanie Workplace i nie wpłynęło ono negatywnie np. na spółkę Slack dla której było to rozwiązanie konkurencyjne. Dlatego nie dziwi brak negatywnej reakcji kursów naszych głównych konkurentów z USA - spółek LivePerson czy Zendesk.
Bardzo dużą część rynku rozwiązań livechat stanowią produkty typu freemium. Rozwiązanie LiveChat z nimi nie konkuruje, pozycjonujemy się w segmencie premium, jako najdroższy produkt na rynku. Oferujemy w zamian bardzo dużo zaawansowanych funkcjonalności, analitykę a także świetnie ocenianą obsługę klienta. Z tych powodów nie postrzegamy Facebooka jako bezpośredniej konkurencji, ale raczej jako dodatkowy kanał dystrybucji naszych produktów, w tym np. BotEngine.
Facebook to jednak jednak nie jedyny problem, jakiemu LiveChat musi stawić w ostatnim czasie czoła. Spółka publikuje co miesiąc raporty, w których chwali się, ilu nowych klientów jej udało się pozyskać. W większości przypadków spółka nie miała problemów by przekroczyć poziom 300 nowych klientów miesięcznie. Bywały nawet miesiące, gdy przyrost przekraczał poziom 500 klientów. Prezes spółki przekonuje zaś, że celem jest przyrost o 1000 klientów miesięcznie. W październiku wyniósł on jednak tylko 292 klientów. To oznacza, że dynamika w ujęciu miesięcznym wyniosła 1,3 proc., przez co w ujęciu rocznym spadła poniżej 30 proc. Dla inwestorów to sygnał słabnącego tempa rozwoju spółki.
Tutaj spółka tłumaczyła się jednak, że to zdarzenie jednorazowe. - Mieliśmy słaby miesiąc z jednego powodu. Początek wcześniejszego miesiąca był słaby. Mamy 30-dniowe wersje próbne naszego produktu i po prostu po wakacjach pierwszy tydzień był niezbyt dobry. Teraz początek nowego miesiąca wygląda zgoła inaczej - tłumaczył prezes.
Wyhamowało też tempo wzrostu przychodów i zysków. Spółka nadal się rozwija, ale wolniej niż w poprzednich latach. Swoje zrobił tutaj także dolar, który w pierwszym półroczu 2017 roku wyraźnie słabł (spółka działa na rynku międzynarodowym i zarabia przede wszystkim w dolarach). Teraz sytuacja na amerykańskiej walucie nieco się ustabilizowała, o odbiciu wciąż jednak jeszcze mówić nie można.
Widać to po notowaniach spółki. Wielkie oczekiwania związane z dotychczasową dynamiką wzrostów, perspektywiczna branżą i zapowiedzi zarządu sprawiły, że pomiędzy wrześniem 2014, a czerwcem 2017 wzrósł blisko czterokrotnie. 17 czerwca 2017 roku zostało wyznaczone maksimum na poziomie 59 zł za akcję, później spółka radziła sobie już tylko gorzej. Dziś za papiery spółki płaci się 36,4 zł. Od szczytu spółka spadła więc już o 38 proc.





























































