Indeks monachijskiego instytutu IFO powstaje na bazie comiesięcznej ankiety przeprowadzanej wśród 2,5 tysiąca menedżerów dużych niemieckich przedsiębiorstw. Kadra zarządzająca pytana jest o bieżącą oraz przyszłą sytuację w biznesie. W lutym wskaźnik oczekiwań pobił wszelkie rekordy liczącego sobie 20 lat badania. Zaś subindeks oceny bieżącej koniunktury znalazł się na najwyższym poziomie od rekordu z grudnia 2006 roku.
W rezultacie ogólny indeks IFO pokonał maksimum z początku 2007 roku, osiągając rekordowo wysoką wartość 111,2 punktów. Wynik ten zaskoczył giełdowych analityków, którzy spodziewali się utrzymania indeksu IFO na niezmienionym poziomie 110,3 pkt.
Źródło: Ifo Institute for Economic Research
Dobre nastroje niemieckich menedżerów nie powinny zaskakiwać, jeśli przejrzy się najnowsze doniesienia z gospodarki. Czołowi producenci samochodów (VW, Daimler, BMW) w 2010 roku wypracowali rekordowo wysokie zyski, co zawdzięczają szybko rosnącej sprzedaży w Chinach. To właśnie kontrahenci z przeżywającej boom gospodarczy Azji zamawiają u naszych zachodnich sąsiadów coraz więcej maszyn i komponentów. Rosnący eksport napędza całą niemiecką gospodarką, która w ubiegłym roku odnotowała najsilniejsze tempo wzrostu od czasu zjednoczenia kraju w 1990 roku. Dzięki temu Niemcy są jednym z nielicznych krajów strefy euro, w którym w zeszłym roku odnotowano spadek bezrobocia: z 7,4% do 6,6%. Prognozy ekonomistów mówią, że w tym roku PKB Niemiec wzrośnie o ok. 3%, a deficyt budżetowy spadnie poniżej 3% PKB.
Świetna koniunktura w Niemczech jest dobrą wiadomością dla polskiej gospodarki. W ubiegłym roku polskie przedsiębiorstwa wysłały za zachodnią granicę towary o łącznej wartości 30,5 mld euro, co stanowiło 26% wartości całego eksportu. To właśnie zamówienia płynące z Niemiec w znacznej mierze przyczyniają się do blisko 10-procentowego wzrostu produkcji przemysłowej, co z kolei napędza popyt konsumpcyjny nad Wisłą i Odrą.
Niemniej jednak ekstremalne odczyty indeksów nastrojów biznesowych często bywają sygnałami ostrzegawczymi przed przegrzaniem koniunktury i nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym lub recesją. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia choćby na początku 2007 roku, gdy indeks IFO wyznaczał poprzednie szczyty. Na razie największym zagrożeniem dla niemieckiego wzrostu gospodarczego są rosnące ceny importu (które w grudniu były aż o 12% wyższe niż przed rokiem) oraz sytuacja w Chinach, gdzie władze usiłują schłodzić przegrzewającą się gospodarkę.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl



























































