Podczas 26. Konferencji Rynku Kapitałowego w Bukowinie Tatrzańskiej odbyła się dyskusja o kondycji i perspektywach warszawskiego parkietu - m.in. w obszarze IPOs. Eksperci z wiodących instytucji finansowych poświęcili wiele miejsca tematowi zagranicznego kapitału na Giełdzie Papierów Wartościowych i zastanawiali się, jak GPW wypada pod tym względem na tle innych rynków.


W debacie udział wzięli:
- Ronan McCullough – Global Head of Equity Syndicate, UniCredit
- Andrzej Kopka – Dyrektor Departamentu Rynków Kapitałowych, Biuro Maklerskie mBanku
- Izabela Mikołajczyk – Dyrektorka Rynku Pierwotnego, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
- Bartosz Redlicki – Head of Equity Capital Markets Poland, Erste Bank Polska
- Dagmara Wojnar – Wiceprezes Zarządu, CFO, Bank Pekao S.A.
- Moderator: Mateusz Kacprzak – Country Head of Corporate & Investment Banking, UniCredit
Warszawa i świat - dlaczego GPW przyciąga kapitał
Dyskusję otworzył Mateusz Kacprzak, zauważając, że za obserwowanymi niedawno potężnymi wzrostami indeksu WIG w dużej mierze stoją przepływy międzynarodowe, które w ostatniej dekadzie urosły z 54 do 70% całkowitych przepływów na GPW. Izabela Mikołajczyk z GPW potwierdziła ten trend, tłumacząc go silnymi fundamentami polskiej gospodarki i pozytywnymi perspektywami na przyszłość.
- Jesteśmy szóstą co do wielkości gospodarką w Europie (...) Konsekwencją tego było to, że waga Polski w indeksie MSCI emerging market wzrosła, co automatycznie wywołało pasywny popyt ze strony funduszy ETF. (...) Z perspektywy inwestora stanowimy atrakcyjną okazję inwestycyjną, ze względu na fakt, że jesteśmy notowani z dyskontem w stosunku do innych rynków wschodzących - wskazała Mikołajczyk.
Zagraniczny punkt widzenia przedstawił Ronan McCullough, podkreślając efekt kuli śnieżnej, który działa na korzyść Warszawy. - Polska jest zdecydowanie gospodarką, która z perspektywy wielkości jest zbyt duża, by ją zignorować. (...) Posiadanie dobrze obsadzonych sektorów, czy to banków, czy handlu detalicznego, przyciąga uwagę międzynarodowych inwestorów i pozwala ją utrzymać. Co więcej, z czasem zbudowało to głęboką wiedzę zagranicznych graczy o polskim rynku, co z pewnością nie ma miejsca w przypadku wielu mniejszych giełd w Europie Środkowo-Wschodniej - zwrócił uwagę przedstawiciel UniCredit.
Paneliści byli zgodni, że dla zagranicznego kapitału kluczowa jest płynność. Bartosz Redlicki z Erste podkreślił, że inwestorzy międzynarodowi zazwyczaj nabywają nie tylko samą spółkę, ale kupują zbywalność, czyli płynność na polskim rynku. - Oczywiście, duże firmy i duże IPO to najlepsze rozwiązanie. Widzimy jednak, że atrakcyjne historie wzrostu (...) mogą przyciągnąć znaczny popyt międzynarodowy, i to nie tylko od zwykłych europejskich inwestorów, ale też od wielkich graczy z USA - dodał Redlicki.
Jakie debiuty dostrzega zagranica?
Kiedy transakcja na rynku pierwotnym może przyciągnąć uwagę Londynu czy Nowego Jorku? Andrzej Kopka z mBanku miał na to pytanie precyzyjną odpowiedź. - Rozmiar i płynność są absolutnie kluczowe dla graczy międzynarodowych. Jeśli mamy transakcję o wartości poniżej 100 mln dolarów, rzadkością jest zauważenie znaczącego popytu międzynarodowego. Powiedziałbym, że od 100 mln do powiedzmy 250 mln dolarów (około 1 miliarda złotych) zobaczymy rosnący udział graczy z Wielkiej Brytanii, ale nadal zdecydowana większość trafi do polskich funduszy akcyjnych - podkreślił Kopka.
Eksperci wspólnie oszacowali, że aby mówić o udziale zagranicy na poziomie 50%, transakcja musi zazwyczaj przekraczać poziom 2 mld złotych. Bartosz Redlicki przypomniał również żelazną zasadę polskiego parkietu: "Nie można uplasować polskiego IPO bez polskich inwestorów", podkreślając, że bez lokalnego popytu nie ma szans na zdrową alokację, a zachowanie kursu po debiucie byłoby słabe.
Ciekawą perspektywę przedstawiła Dagmara Wojnar, która regularnie spotyka się z międzynarodowymi inwestorami - zarówno dłużnymi, jak i akcyjnymi. Przyznała, że Polska napotyka na ograniczenia percepcyjne ze strony zagranicy. Dzieje się tak, ponieważ nasze IPO są średnio mniejsze niż w Londynie czy Nowym Jorku (100-400 mln PLN wobec 500 mln USD), a struktura sektorowa polskiej giełdy jest postrzegana jako "tradycyjna" (40% finanse, 20% energia, przy bardzo niskim udziale branży IT).
Allegro konta InPost i giełdowe sieroty
Paneliści pochylili się również nad dylematem, czy polska spółka powinna szukać szczęścia na zachodnich parkietach. Izabela Mikołajczyk porównała debiuty podobnych wielkościowo spółek Allegro (GPW) i InPost (Amsterdam), które miały miejsce w podobnym czasie. Jak zwróciła uwagę, zarówno struktura akcjonariatu w momencie IPO, jak i obroty były całkiem podobne. - Obie firmy przyciągnęły globalny kapitał (...) Nie było żadnej znaczącej przewagi notowań na zachodniej giełdzie w porównaniu z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie - stwierdziła Mikołajczyk.
Ronan McCullough dodał do tego obrazowe określenie, opisując zjawisko tzw. "orphan stock" (osieroconych akcjach). Odnosi się ono do spółek notowanych za granicą, do których tamtejsi inwestorzy nie mają żadnego "emocjonalnego" przywiązania i brakuje im znajomości warunków biznesowych, w których funkcjonuje dana firma. Podczas hossy akcje takich spółek radzą sobie standardowo - podobnie jak radziłyby sobie na parkiecie w kraju pochodzenia. W czasie bessy spadają jednak znacznie szybciej niż akcje firm, które "są u siebie", ponieważ brakuje lokalnego kapitału, który wspierałby kurs na niższych wycenach.
Dagmara Wojnar podsumowała, że polska giełda jest absolutnie niezbędna dla dalszego rozwoju kraju, ponieważ sam sektor bankowy nie posiada wystarczających kapitałów własnych, aby sfinansować gigantyczną transformację gospodarki (gdzie każdy z wielkich projektów w rodzaju CPK lub atomu jest szacowany na około 30-40 mld euro).
Jak zwiększyć udział zagranicznych inwestorów na GPW? McCullough zwrócił uwagę na konieczność lepszej komunikacji i łączenia światów inwestorów polskich i zagranicznych przy budowaniu konsorcjów transakcyjnych. - Przez długi czas brakowało tego w strukturach konsorcjów dla polskich transakcji. Są polskie banki, które doskonale znają lokalną bazę inwestorów, i są banki międzynarodowe, które wybitnie znają globalnych graczy. Brakuje jednak zagregowanej wiedzy, co ostatecznie prowadzi do tego, że obie te grupy, w obliczu braku pełnych informacji, próbują odgadnąć, co myśli druga strona - podsumował prezes UniCredit na Polskę.
MM

























































