Emigracja na północ Szwecji. „Tutaj żyjesz, jak chcesz” [Tam mieszkam]

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

Zainteresowany rozpoczęciem nowego życia w Szwecji? Przeprowadź się do Skellefteå – zachęcają władze małego miasteczka na północy kraju. Od zeszłego roku mieszkają tu Agnieszka i Konrad. Kiedy zewsząd słychać, że „dawna, dobra Szwecja się kończy”, oni mówią, że chcą tutaj zostać na zawsze.

Skellefteå to małe, 30-tysięczne miasteczko położone 750 km na północ od Sztokholmu. Przeciętnemu czytelnikowi raczej nie kojarzy się z niczym. Do niedawna im też nie. Agnieszka i Konrad Boeske*, bohaterowie kolejnego odcinka z serii "Tam mieszkam", przeprowadzili się tutaj w zeszłym roku z Poznania. Formalnie - bo on zaczynał tu studia. Nieformalnie – bo szukał studiów tam, gdzie mogliby zacząć od nowa.

– Ciężko uwierzyć, że nie zdarzyło się nic więcej? Żadnych długów, problemów ze znalezieniem pracy, czegokolwiek, przed czym trzeba by było tak naprawdę uciekać? – pyta zaczepnie Agnieszka, kiedy po naszej rozmowie sugeruję, że dla wielu czytelników powody emigracji mogą być niezrozumiałe. – Smutne, ale wygląda na to, że weszliśmy w epokę, w której polska emigracja młodego pokolenia coraz częściej będzie właśnie światopoglądowa, a nie zarobkowa – odpowiada sobie.

Agnieszka i Konrad Boeske
Agnieszka i Konrad Boeske (Archiwum prywatne)

Malwina Wrotniak: Kto to wymyślił?

Agnieszka Boeske: Cztery lata temu, podczas naszej rocznicy ślubu, powiedziałam Konradowi „Wybierz sobie państwo, wyjeżdżamy stąd”. I wyjechaliśmy.

Wyjechaliśmy czy uciekliśmy?

Agnieszka: Przeprowadziliśmy się ze względów światopoglądowych. Byliśmy zmęczeni tym, co codziennie słyszeliśmy w mediach. Wartości, o które w Polsce ostatnio tak bardzo się walczy, to nie są nasze wartości. Mam na myśli na przykład religię czy to kurczowe trzymanie się definicji rodziny. Zdecydowaliśmy się znaleźć miejsce, gdzie po prostu będzie nam się żyło lepiej. Gdzie nie będziemy musieli tłumaczyć się nikomu z tego, jak żyjemy i dlaczego dokonujemy innych wyborów niż te tradycyjnie przyjęte. Zwyczajnie nie chcieliśmy spędzić całego życia w miejscu, w którym towarzyszy nam tyle frustracji.

"Zawróceni" - historie Polaków, którzy wrócili z emigracji

W czasie kiedy jedni wyjeżdżają, inni właśnie decydują się na powrót z emigracji do Polski. Na łamach Bankier.pl opowiadamy historie jednych i drugich. Jeśli jesteś ciekaw powodów, dla których niektórzy są skłonni wrócić nad Wisłę - przeczytaj artykuły z serii "Zawróceni z emigracji".

Konrad Boeske: Podam przykład. Mieszkaliśmy w Poznaniu, gdzie pracowałem przy naprawie pianin i fortepianów. Moim szefem był starszy pan, którego naprawdę bardzo lubiłem, zresztą - lubię do dziś. Ale w miarę nasilania się w Polsce nastrojów polityczno-religijnych, czuł się coraz bardziej uprawomocniony do tego, żeby prawić mi kazania. Wyobraź sobie osiem godzin wysłuchiwania o tym, jak powinni żyć młodzi ludzie albo że nie powinni wyjeżdżać z kraju. To oczywiście nie wypędziło mnie z kraju, ale skutecznie uświadomiło, jak bardzo inna jest orientacja światopoglądowa ludzi z jego pokolenia. Na te same zjawiska patrzymy zupełnie inaczej. Nie wiem - może potrzeba czasu, żebyśmy się zrozumieli, a może po prostu my potrzebowaliśmy od tego wszystkiego odetchnąć. W Polsce ciągle towarzyszył nam brak nadziei: wstajesz rano, masz siłę, pasję i pomysły, a mimo to nic ci się nie chce, czujesz, że nie możesz się realizować tak, jak byś chciała. Po prostu nie ma do tego warunków. Nie umiem opisać dokładnie tego uczucia, ale tutaj, w Szwecji, nie ma z tym problemu.

Jak się wybiera miejsce na nowe życie, kiedy do dyspozycji jest dwieście krajów?

Agnieszka: Najważniejszym i jedynym kryterium było to, gdzie i czy w ogóle są studia odpowiednie dla Konrada. Najbardziej upodobał sobie ofertę tutaj, w Skellefteå, i tutaj się dostał. Z tego względu było nam po prostu łatwiej podjąć decyzję. Myślę, że gdybyśmy oboje byli już po studiach i dopiero wtedy zdecydowali się na wyjazd, wybór kraju, który zadowoliłby nas oboje, mógłby być na tyle trudny, że pewnie w ogóle byśmy nie wyjechali.

Konrad: Wydawało nam się, że studia za granicą będą najłatwiejszą opcją wyjazdu z kraju. Już trzy lata wcześniej robiliśmy pewne przymiarki do tego tematu, spotykając się z profesorami we Włoszech. Później okazało się, że technologia drewna jest tam akurat zamykana, wybór więc padł na inne uniwersytety. Ostatecznie obstawiłem Szwajcarię i Szwecję.

Łatwo poznaniakowi dostać się na drzewnictwo w szwedzkiej Laponii?

Konrad: Kiedy na początku uzmysłowiłem sobie, co muszę zrobić, żeby się tu dostać, pomyślałem, że nie dam rady. Trzeba było nauczyć się angielskiego, który był u mnie bardzo słaby i, jak wynikało z porównania programów, doszkolić się z matematyki na bardziej zaawansowanym poziomie. Nie mając żadnej pewności, czy się dostanę, na wszelki wypadek zrekrutowałem się też na „magisterkę” w Polsce. Dodatkowo więc przez dwa miesiące chodziłem na zajęcia, zdawałem kolokwia. W praktyce pogodzenie tego wszystkiego okazało się prostsze, niż na początku się wydawało. Najważniejsze to jak najwcześniej wiedzieć, z czym się „walczy”. Dokładnie rozpoznać warunki aplikowania, znać wszystkie wymagania i wiedzieć, jak im sprostać. Nie pozwalać sobie na niedopowiedzenia, bo może się to skończyć niemiłymi zaskoczeniami.

Agnieszka: Planowanie emigracji w ten sposób może niektórych zniechęcać, bo większość chciałaby zagwarantować sobie ciągłość studiowania. Tymczasem bywa, że po licencjacie trzeba pozwolić sobie na pół roku, czasami rok przerwy, żeby odpowiednio się przygotować i dopiąć wszystkie formalności. To niestety oznacza czekanie - i to bez pewności, jaki będzie finał.

Konrad: My nie wiedzieliśmy nie tylko czy, ale też gdzie się dostanę. Planujesz więc przyszłość swojej rodziny w Szwajcarii, a chwilę później próbujesz przenieść te same założenia do północnej Szwecji. Nie jesteś w stanie zrobić sobie projekcji życia, bo cały czas czekasz na decyzję.

Wobec czego nawet kiedy masz decyzję, nadal nie jesteś gotów na przenosiny? 

Konrad: O tym, że dostałem się na studia w Szwecji, dowiedzieliśmy się w kwietniu rok temu. Pamiętam nasze zaskoczenie, że to naprawdę się udało. Stało się już pewne, że wyjeżdżamy, ale nadal nie było wiadomo kiedy. Ciągle stresowaliśmy się, czy zdążymy załatwić wszystkie formalności, czy zrobimy to na spokojnie, czy „ na wariata”, bo w międzyczasie zachorowałem.

Agnieszka: Kiedy masz wielkie plany, często nagle zdarza się coś nieoczekiwanego. Tuż przed naszym wyjazdem Konrad trafił do szpitala na dłuższy czas z zapaleniem opon mózgowych. Jednocześnie więc walczyliśmy o to, żeby go wyleczyć i szukaliśmy sobie mieszkania w Szwecji.

Konrad: Całej sprawy nie ułatwiał fakt, że przecież mieliśmy trafić do małej miejscowości na północy kraju. Pewnie znacznie łatwiej byłoby przygotować się na emigrację do Sztokholmu.

Łatwiej jest chyba wtedy, kiedy czujesz pewien rodzaj ulgi.

Agnieszka: Mimo że chcieliśmy wyemigrować, nie byłam szczególnie optymistycznie nastawiona do przenosin na Północ. Początkowo przerażał mnie ten chwilowy brak stabilizacji i nowe otoczenie, po którym nie wiadomo, czego się spodziewać. O wiele chętniej wyjechałbym na przykład do Wielkiej Brytanii albo do Kanady, gdzie mogę swobodnie posługiwać się językiem miejscowych i od początku będę zrozumiana. I chociaż wiedziałam, że tutaj też dogadam się angielsku, to z tyłu głowy pozostawała świadomość, że kiedyś trzeba będzie nauczyć się lokalnego języka.

"Nie wiedzieliśmy nie tylko czy, ale też gdzie się dostanę. Planujesz więc przyszłość swojej rodziny w Szwajcarii, a chwilę później próbujesz przenieść te same założenia do północnej Szwecji"
"Nie wiedzieliśmy nie tylko czy, ale też gdzie się dostanę. Planujesz więc przyszłość swojej rodziny w Szwajcarii, a chwilę później próbujesz przenieść te same założenia do północnej Szwecji" (Archiwum prywatne)

Konrad: Bałem się, że Aga będzie tu trochę znudzona. Trudno mi było wyobrazić sobie ją jako kogoś, kto cieszy się z emigracji do zimnego kraju. Jest raczej typem dziewczyny z miasta, która woli w sukience pospacerować po plaży, niż przy minus dwudziestu stopniach zasuwać w grubej kurtce i śniegowcach. A teraz, dziwna sprawa, to ona namawia mnie do zostania tutaj na stałe.

Po niespełna roku. To znaczy, że uniknęliście nieuniknionych, wydaje się, trudnych początków?

Agnieszka: Wcale nie. Kiedy kilka lat temu zdecydowaliśmy, że w przyszłości wyemigrujemy, chcieliśmy podjąć jakieś konkretne kroki, które przybliżą nas do tego celu. Najbardziej oczywistym było oszczędzanie. Odkładaliśmy pieniądze przez trzy lata, część rzeczy sprzedaliśmy, ale to i tak nie wystarczyło, żeby przy wyjeździe do Szwecji zadeklarować wymaganą sumę, potężną jak na polskie warunki, która miała odpowiadać kwocie potrzebnej do utrzymania siebie i członka rodziny przez rok (potrzebny był wyciąg z banku potwierdzający posiadanie kwoty 60 tys. zł na koncie). Doznaliśmy też szoku cenowego, kiedy pojechaliśmy na pierwsze zakupy, zaparkowaliśmy pod Lidlem i dostaliśmy 400 koron (ok. 200 zł) mandatu, nie wiedząc, że trzeba było pobrać jakiś bilet. Pomyśleliśmy wtedy, że przecież co chwilę będziemy popełniać jakiś błąd, bo jako przyjezdni nie wiemy wszystkiego, aż w końcu po miesiącu zbankrutujemy i trzeba będzie wrócić do Polski. Ale człowiek szybko przyzwyczaja się do nowych warunków – po miesiącu ceny, które jak na poznańskie warunki wydają się horrendalne, stały się dla nas normalne. Pamiętajmy jednak, że pensje też stoją tu na zupełnie innym poziomie, co równoważy obie strony domowego bilansu.

Konrad: Wydaje mi się, że przygotowaliśmy się do tej emigracji tak dobrze, jak było można. Przed wyjazdem szukaliśmy wielu konkretnych informacji na szwedzkich rządowych stronach internetowych. Szacując przyszłe wydatki, staraliśmy się omijać fora, bo tam ile osób, tyle opinii. Chcieliśmy jak najwięcej rzeczy przywieźć z Polski, żeby nie szukać ich na miejscu, bo kupowanie bez wiedzy, jak zrobić to taniej, może być naprawdę bolesne dla portfela. Zapakowaliśmy więc produkty o długim terminie przydatności w opony, które przez dwa tysiące kilometrów wieźliśmy tu razem m.in. z pościelą, no i psem. Nie było to łatwe.

Agnieszka: …ale mamy takie podejście, że jeśli się czegoś chce, to można to zrobić.

Konrad: Każdy kraj ma swoją specyfikę i inne wymagania wobec imigrantów. W Szwecji była potrzebna duża kwota, ale z kolei gdybyśmy przenosili się na inny kontynent, problematyczne pewnie byłyby formalności obowiązujące Europejczyków. Grunt to odpowiednio wcześnie pozyskać potrzebne  informacje i mieć choćby rok na spokojne przygotowanie się.

Agnieszka: Bardzo podziwiam ludzi, którzy rzucają wszystko i nagle wyjeżdżają do innego kraju. Trzeba mieć silną psychikę i dużo determinacji, żeby na początku nie zjadły cię nerwy z powodu tego, że nie masz załatwionego mieszkania czy pracy. Oczywiście da się i tak. My jednak staraliśmy się zrobić tyle, ile można, żeby ułatwić sobie początek.

Obok wpadek jak pod Lidlem były też dobre zaskoczenia?

Konrad: Studia. Wiedziałem, że Szwedzi to kreatywne społeczeństwo, ale nie sądziłem, że aż tak mocno przełoży się to na moje kształcenie. Że przemysł drzewny jest tutaj dobrze rozwinięty, nie jest żadnym zaskoczeniem, wszyscy znamy Ikeę. Pozytywnym zaskoczeniem było raczej to, że jest tu tak dużo miejsca na moje pomysły. Zacznijmy od tego, że na zajęcia nie chodzisz codziennie – masz jeden lub dwa przedmioty, raz lub dwa w tygodniu spotykasz się ze swoim prowadzącym. Na roku jest nas tylko czterech, więc atmosfera jest bardzo rodzinna. Poza tym przez cały czas pracujesz sam – czytasz artykuły naukowe, prowadzisz badania - przypominasz researchera, którego celem jest zaprezentowanie swoich sposobów rozwiązania danego problemu. Podam przykład: w ramach projektu studenckiego na Udoskonalaniu produkcji w drzewnictwie jeździmy do konkretnego przedsiębiorstwa udoskonalać jedną, wskazaną komórkę organizacyjną. Na końcu musisz napisać raport ze swoich badań i wręczyć go firmie.

"Wyjeżdżaliśmy na zarośniętą drzewami północ Europy i spodziewaliśmy się, że nic więcej tutaj nie ma"
"Wyjeżdżaliśmy na zarośniętą drzewami północ Europy i spodziewaliśmy się, że nic więcej tutaj nie ma" (Archiwum prywatne)

To naprawdę bardzo motywujące, gdy wiesz, że ktoś faktycznie rzuci na to okiem, a może nawet wdroży w życie twój pomysł. Nie piszesz do szuflady, dla profesorów, ale czujesz, że jesteś potrzebny i masz realny wpływ na otaczający cię świat. Szwedzi mają pieniądze na technologię i rozwój – a to jest bardzo ważne, kiedy jesteś młoda i masz dużo pomysłów. Wtedy potrzebujesz, żeby ktoś dał ci pole do doświadczeń, licząc się z tym, że będziesz popełniać błędy. Studia dały mi nadzieję na dobre przygotowanie się do pracy. Czuję spokój związany z tym, że po szkole znajdę zajęcie, które pozwoli mi spokojnie utrzymać rodzinę.

Jeszcze tylko ten szwedzki.

Konrad: Kluczowe to próbować porozumiewać się w tym języku, nawet jeśli znasz go tak słabo, jak ja. Szukałem tutaj pracy na wakacje i początkowo wysyłałem CV po angielsku. Żadnego odzewu. Odpowiadali mi (zresztą po szwedzku), że dziękują za aplikację, ale tym razem zdecydowali się przyjąć kogoś innego. Czas płynął, w końcu więc przetłumaczyłem życiorys i w któryś piątek rozesłałem go w e-mailach napisanych po szwedzku, ale zaznaczam - na bardzo podstawowym poziomie. Pierwsza propozycja pracy przyszła zaraz po weekendzie.

Agnieszka: Najważniejsze to się przełamać. Staram się mówić po szwedzku jak najczęściej, chociaż wiem, że popełniam błędy. Szwedzi doceniają te próby i mocno zależy im, żeby imigranci uczyli się języka. Ja zaraz po przyjeździe zapisałam się na kurs w ramach państwowego programu. Do takiej szkoły chodzisz codziennie, na pięć godzin. Jest na bardzo wysokim poziomie, a wiem, jak może wyglądać nauka języków, bo wcześniej w Polsce studiowałam filologię. Jeśli tylko chcesz, nauczą cię tam szwedzkiego. Ja po kilku miesiącach opanowałam go w stopniu komunikatywnym na tyle, żeby podjąć pracę w restauracji. Zaczęłam przeglądać oferty, kiedy nasze oszczędności zaczęły się kończyć. Przyszło dużo propozycji. Tutaj, na Północy, nawet z tylko podstawową znajomością szwedzkiego, nie ma problemu ze znalezieniem zatrudnienia. Warunki też są po prostu fair – nie ma „śmieciowych” umów, a za pracę po godzinach czy w weekendy dostaję dodatkowe pieniądze. Trzeba być jednak gotowym, że pracodawca nie będzie prowadził cię za rękę. Ważna jest twoja inicjatywa i samoorganizacja.

Władze Skellefteå nie silą się na skromność: zachwalają miasteczko jako doskonałe dla obcokrajowców, którzy chcą rozpocząć nowe, lepsze życie w Szwecji. Widzę więc całą masę zdjęć malowniczych okolic, ale też obietnicę, że to tutaj koncentruje się sektor kreatywny i biznesowe innowacje z całej Północy.

Agnieszka: Kiedy było już pewne, że przeprowadzamy się do Skellefteå, okazało się, że wszyscy wskazują to miasto jako ośrodek skupiający firmy głównie z dwóch branż: drzewnej i start-upowej (co było dla nas idealnym połączeniem, bo wcześniej w Poznaniu pracowałam przy rozwijaniu start-upu).

"Przeprowadź się" - bez ogródek zachęcają władze szwedzkiego miasteczka Skellefteå
"Przeprowadź się" - bez ogródek zachęcają władze szwedzkiego miasteczka Skellefteå (portal.skelleftea.se)

To małe miasto, ale bardzo prężnie działające. Uruchomiło wiele programów wspierających rozwój nowych przedsiębiorstw i inkubatory, które obejmują firmy z całej Północy, także z terenów Norwegii i Finlandii. Zaobserwowaliśmy, że tutaj na Północy każde miasteczko stara się specjalizować w czymś innym: Luleå poszło w przemysł, Kiruna w astronautykę, Umeå w medycynę. Starają się inwestować głównie w to, bo wiedzą, że to stanowi o ich przewadze. Do tego, o czym opowiadał Konrad, czuć, że przemysł i nauka mocno ze sobą współpracują. Zaskoczeniem było też tutejsze podejście, w ramach którego zawody powszechnie uznawane za męskie już na uniwersytecie reklamowane są jako właściwe także dla kobiet. I faktycznie widać, że kobiety wykonują taką pracę – prowadzą TIR-y czy pracują w policji, w wyłącznie damskich patrolach. Nie ma tu też wyraźnych dysproporcji pomiędzy różnymi grupami zawodowymi – lekarz nie jest postrzegany jako ktoś znacznie ważniejszy niż pielęgniarka, sprzedawca czy ktoś wykonujący pracę, do której nie potrzeba studiów. Tych różnic nie widać też w płacach – owszem, są, ale nie tak znaczące, jak można by się spodziewać.

I można by uwierzyć, że to taka prawie idylla, gdyby nie coraz częstsze doniesienia, że kraj nie jest już tą samą gwarancją dobrobytu, co kiedyś. Że na wierzch wychodzą problemy - a najgłośniejszemu na imię „uchodźcy”.

Konrad: Pewnie cię rozczarujemy, ale sami nawet nie wyobrażaliśmy sobie, że może być nam tutaj tak dobrze, że życie może tak wyglądać.

Agnieszka: Uchodźcy, o których mówisz, oczywiście są, ale w tej naszej północnej społeczności nie stanowią problemu – nie przyczyniają się do przeludnienia czy gettoizacji. Nie doświadczyliśmy nawet podobno typowego dla Szwedów dystansu wobec obcych. Tutaj miejscowi są wręcz spragnieni kontaktu z nowymi osobami. Nawiązywaniu relacji sprzyja też noc polarna, wskazywana przecież jako jeden z minusów życia na Północy. Tymczasem wtedy życie towarzyskie kwitnie – wszyscy są na zewnątrz, głównie uprawiając sporty zimowe.

(Archiwum prywatne)

Konrad: Myśleliśmy, że kompletnie nie jesteśmy do tego stworzeni, bo w Poznaniu spędzaliśmy wieczory głównie przed telewizorem, a okazało się, że tutaj naprawdę chce się żyć aktywnie. Łatwiej znaleźć na to nie tylko ochotę, ale też czas. Bardzo szanuje się prawo pracownika do odpoczynku i życia prywatnego. Warunki sprzyjały temu, żeby Agnieszka odkryła nowe pasje.

Agnieszka: Na razie jesteśmy w stanie ciągłego nienasycenia. Nowy miał być kraj, studia, język, a doszło do tego wiele innych, nieplanowanych aktywności.

Konrad: Udało nam się złapać tu jakiś luz. Skellefteå to ten rodzaj miejsca, gdzie jeśli sama nie stwarzasz sobie problemów, nie będziesz ich miała. Nie mamy do czynienia z żadną ze spraw, które stresowały nas w Poznaniu. Pomaga fakt, że na Północy nie jest ważna reszta Europy i jej problemy, ważne są Szwecja, Norwegia, Dania, Finlandia.

Agnieszka: Znaleźliśmy tu spokój od wszystkiego, co nas męczyło. Także od toksycznych relacji - fajnie było móc bezkarnie uciąć pewne kontakty. Mamy pracę, która pozwala zarobić na życie i wszystkie dodatkowe wydatki. Jest to do osiągnięcia bez względu na to, jakie zajmujesz stanowisko.

Konrad: Oczywiście nie wiadomo, na ile będziemy mogli sobie pozwolić za jakiś czas - czy trzeba będzie wynajmować mieszkanie, czy może kupimy sobie dom. Ale na pewno nie będzie trzeba się zapożyczać, żeby przeżyć. Wyjeżdżaliśmy na zarośniętą drzewami północ Europy i spodziewaliśmy się, że nic więcej tutaj nie ma. Tymczasem jest w tym miejscu dla nas nadzieja.

Brzmi jak deklaracja - mocna jak na dwudziestoparolatków. 

Agnieszka: Chcemy tu zostać. Na całe życie, jeśli się uda.

Konrad: Jeśli nikt nas stąd nie wygoni, to sami nie planujemy wyjeżdżać. Jesteśmy tutaj bardzo szczęśliwi. Mamy takie trochę wakacje od życia. Problemy są, ale jakby zdystansowane. Wiadomo, że nie przeprowadziliśmy się do raju, ale wobec wszystkiego, co cię spotyka, masz więcej czasu na reakcję, nie czujesz się tymi problemami przytłoczona.

"Bardzo podziwiam ludzi, którzy rzucają wszystko i nagle wyjeżdżają do innego kraju. Trzeba mieć silną psychikę i dużo determinacji, żeby na początku nie zjadły cię nerwy z powodu tego, że nie masz załatwionego mieszkania czy pracy"
"Bardzo podziwiam ludzi, którzy rzucają wszystko i nagle wyjeżdżają do innego kraju. Trzeba mieć silną psychikę i dużo determinacji, żeby na początku nie zjadły cię nerwy z powodu tego, że nie masz załatwionego mieszkania czy pracy" (Archiwum prywatne)

Ty dyktujesz warunki życiu, a nie odwrotnie?

Konrad: Tak jest. Chyba znalazłaś sens tego, co od początku starałem się przekazać. Tu żyjesz tak, jak chcesz, a nie tak, jak musisz. To nam wystarcza.

A Polska? Napisałaś mi przed spotkaniem, że wasz stosunek do kraju „jest bardzo radykalny, nie chcecie wrócić, nawet odwiedzić.”

Agnieszka: Na razie nie wybieramy się tam, nawet w odwiedziny. Być może w przyszłości, jeżeli będzie to konieczne.

Mieszkasz za granicą albo wróciłeś do Polski z emigracji? Daj nam znać. Wyślij e-mail albo odezwij się na Twitterze. Zobacz też: tammieszkam.pl.

*Agnieszka jest absolwentką studiów magisterskich na bałkanistyce i zarządzaniu, na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Konrad uzyskał licencjat z filologii polskiej na tej samej uczelni, na szwedzkim Luleå Tekniska Universitet realizuje studia magisterskie na kierunku technologia drewna.

Malwina Wrotniak

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
12 6 somalia

Infantylna treść , podróż i praca na Alasce , w Laponii czy Grenlandii , a może w gorach Auzou w Tchadzie jest dla osób lubiących samotność frajdą .......zawsze znajdzie; się ktoś do pracy na wyspach hulagu , zawsze można głupoty pisać jak autorka ' nicniewiem' o hamulcach do patelni.

! Odpowiedz
18 15 xiven

to jest właśnie przyczyna mentalnego gnicia Polski socjalistycznej i stagnacji rozwojowej

ta wszechobecna frustracja bo piramida finansowa ZUS zawali się jak nasze dzieci nie zrobią jeszcze więcej swoich dzieci, więc trzeba je poganiać i naciskać by się mnożyły

frustracja że "nasze" pieniądze idą na edukacje osób które nie chcą zostać w kraju a przecież MUSZĄ bo wszystko za nasze pieniądze...

nikt nic nie ma tu z założenia sam, każdy ma mieć wszystko za cudze i być komuś wszystko winien. nikt nie ma prawa dorobić się samodzielnie

Polski obywatel jest niewolnikiem:
-rodziców bo jak go spłodzili to musi im służyć
-państwa bo jak chodził do szkoły to musi spłacić


polak nic nie może zrobić bo wszystkim dookoła jest coś "winien" i ma robić tak i tylko to i tylko po to żeby wszystkie winy za to że żyje odkupić...

jak dokłądniej nazwać ten socjalistyczny problem? ten problem to POWSZECHNE GWAŁCENIE LUDZKIEJ WOLNEJ WOLI z którą rodzi się każdy człowiek, jest to o tyle ciekawe że na tą rzecz kładzie szczególną uwagę nasza rodzima religia katolicka ale mimo tego Polska to kocioł w którym ludzie nawzajem zamiast się rozwijać jak na zachodzie to się tylko wspólnie wszyscy tłamszą i ograniczają, młodzież cierpi to tłamszenie i chce uciekać albo poddaje się i przejmuje te wzorce żeby potem bezmyślnie wtłaczać je w głowy następnych...

jakim prawem więc ta para wyprowadziła się z kraju? otóż na mocy prawa wolnej woli danej człowiekowy przez naturę lub boga zależnie jak kto wierzy...

a co mają począć ludzie którym wydaje się że ci ludzie byli im coś winni? mają sami problem i zapłacą ze swojej kieszeni za swe urojenia bo ci ludzie nie byli niczego nikomu winni

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 14 and00

Ja osobiście nie mam do nich pretensji, ale:
Socjalizmem to raczej jest kształcenie się za nasze, nie tylko rodziców podatki
Śmiem twierdzić że zarówno Polska jak i Polacy rozwijają się jak "na zachodzie"
Ostatniego zadania nie rozumiem
Jak mają zapłacić z własnej kieszeni za swoje urojenia?
Mógłbyś to rozwinąć?
Bo mi się wydaje że oni właśnie już zapłacili
ps
Co do wolnej woli, to co powiesz jak pożyczysz komuś kasę, a on wykorzysta swoją wolną wole i Ci nie odda?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 29 niepelnosprawny_org

odpowiednie miejsce dla odpowiednich osób, nie chcac nikogo obrazac...

! Odpowiedz
5 45 and00

Powodzenia
Nie wspomne o zimie od września do maja, milionach komarów, latem, a temperatury dochodzą do 20 stopni.
Kolega tam mieszka, nawet go odwiedziłem, to miasteczko to centrum migracyjne dla "uchodźców" są tam w okolicy takie miasteczka gdzie większość to świeży migranci. O okolicy mówię w sensie 100km :)
W ośrodku nauki języka dla nich na WC są znaki żeby w muszlach nie myć nóg przed modlitwą, śmiesznie to wygląda.
Byłem w takim miasteczku, Jorn, sami obcokrajowcy, a jak się alkohol skończył to najbliższy sklep 70km właśnie w Skelleftea, no i to nie jest jeszcze Laponia

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
10 75 the_guru

Jako ekspert od zycia na emigracji (30 lat w roznych krajach, teraz zreszta tez) powiem 2 rzeczy:
1. zalety emigracji wyolbrzymione, wady zycia w kraju rodzinnym tez
2. emigracja to ciezki kawalek chleba, zawsze zaczyna sie od dolu i nigdy nie bedzie sie u siebie posrod swoich (dopiero drugie pokolenie). W Anglii np. jest okreslenie: Foreign born british citizen - skoro juz jestem citizen to dlaczego istotne jest aby podkreslac ze urodzilem sie w innym kraju?
Skoro tej pani odpowiada sprzatanie/serwowanie w restauracji w Szwecji zamiast praca w szkole w Polsce to jej sprawa. Polska to piekny kraj. Szkoda tylko ze kolejne rzady od 1989 za bezcen wysprzedaly majatek narodowy...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
18 43 turkusiczka

BARDZO DOBRZE ZROBILIŚCIE ,ZE WYJECHALIŚCIE ZE SWOJEGO OJCZYSTEGO KRAJU I ŻYJECIE WŚRÓD tzw "neutralności" TU W POLSCE POTRZEBA LUDZIE ,POLAKÓW, KTÓRZY CHCĄ BUDOWAĆ SWOJE ZYCIE W POLSCE POMIMO TRUDÓW CODZIENNEGO ŻYCIA..:) POZDRAWIAM I ŻYCZĘ ŻEBYŚCIE NEI ZACHOROWALI NA tzw depresje..:)

! Odpowiedz
25 51 hlisinski

Polska jest biednym krajem i nie zaproponuje takich samych warunków jak Szwecja co wykorzystują bogate kraje do drenażu naszej młodzieży co im się po prostu opłaca. Rząd PiS zrobił i tak dużo w porównaniu z tym badziewiem co było poziom materialny szczególnie dla najuboższych uległ znacznej poprawie.ale do ideału będzie jeszcze daleka droga.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
19 20 pomorzaninm

w końcu jeden rozsądny.

! Odpowiedz
0 1 superfast_jellyfish

Przed tym drenażem się nie obronisz, bo zawsze będzie kraj w ktorym komfort życia będzie wyższy.

Niższe klasy płacą podatki na wykształcenie osób z klasy średniej i wyższej, po to aby ci wyjechali i pracowali na PKB obcych krajów. Nie unikniemy migracji ludzi, ale powinniśmy wprowadzić płatne szkolnictwo wyższe, albo obowiązek "odpracowania" w Polsce kosztów które państwo poniosło na nasze wykształcenie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl