Renty i emerytury pobiera już 1/4 Polaków, co w ubiegłym roku kosztowało podatników 413,2 mld złotych. Beneficjenci ZUS-u specjalnie nie narzekają. Ale i tak znacznie lepiej mają się emeryci mundurowi.


W 2024 roku w Polsce żyło 9,38 mln emerytów i rencistów, co stanowiło jedną czwartą ludności kraju – informuje Główny Urząd Statystyczny. Na tę liczbę składało się 710 tys. osób formalnie niezdolnych do pracy (tj. rencistów) oraz 7,39 mln ludzi pobierających emeryturę. To o 1,7% więcej niż rok wcześniej. Jest jeszcze grono niemal 1,3 mln osób pobierających renty rodzinne.
Przeczytaj także
Generalnie w latach 2000-24 liczba emerytów i rencistów była względnie stała i mieściła się w przedziale 8,9-9,4 mln. Z tym że z roku na rok zwiększała się liczba emerytów (których świadczenia są wyższe od świadczeń rentowych), ale za to sukcesywnie malała liczba rencistów, których u progu XXI wieku mieliśmy aż 4,8 mln. Tak, oficjalnie ok. 15% pełnoletnich Polaków była tak chora, że nie byli w stanie pracować. Teraz ta liczba jest blisko siedmiokrotnie mniejsza i zapewne lepiej odzwierciedla stan faktyczny.
W ubiegłym roku utrzymanie tej emeryckiej armii kosztowało nas 413,2 mld złotych. Zdecydowana większość tej kwoty (tj. 86,7%) została wypłacona przez ZUS, który z naszych składek i podatków wydał na renty i emerytury 358,5 mld zł. Kolejne 24,5 mld zł pochłonęły renty i emerytury rolnicze (KRUS), 16,9 mld zł na świadczenia dla niepracujących już funkcjonariuszy wydało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Na emerytury wojskowych z budżetu MON poszło 10,6 mld zł, a sędziowie i prokuratorzy w stanie spoczynku kosztowali nas 2,7 mld zł.
Przeczytaj także
Przy czym w Polsce nie możemy mówić o „powszechnym” systemie emerytalno-rentowym, gdyż każda kasta ma własne zasady. Miażdżąca większość pod przymusem i nierzadko wbrew swej woli znajduje się w systemie zusowskim, do którego co miesiąc trafia prawie 32% pensji każdego legalnie zatrudnionego pracownika. Na ZUS łożą także samozatrudnieni i drobni przedsiębiorcy (duzi zazwyczaj mogą go legalnie uniknąć). Do wszystkiego musi dokładać się Skarb Państwa z naszych podatków, co roku dorzucając po kilkadziesiąt miliardów złotych. A mimo to zusowskie emerytury nie należą do najwyższych i w 2024 roku wyniosły średnio 3 862,61 zł brutto.
Jeszcze niższe były emerytury rolnicze z systemu KRUS (zaledwie 2 111,34 zł), ale tutaj rekompensatą są śmiesznie niskie składki odprowadzane przez ogromną większość farmerów (w 2025 roku wynosząca 169 zł miesięcznie dla gospodarzy, których areał nie przekracza 50 ha). Znacznie wyżej w emerytalnej hierarchii stoją mundurowi. Średnia miesięczna wypłata dla byłych wojskowych wyniosła 5 982,15 zł, z dla policjantów i innych funkcjonariuszy podległych MSWiA było to 5 807,98 zł, a dla emerytowanych sędziów i prokuratorów prawie 6 000 zł. Przy czym „ich” brutto to nie jest nasze „brutto”, gdyż cały sektor mundurowy w ogóle nie płaci składek na ZUS. Odlicza się jedynie haracz na NFZ oraz podatek PIT.
Schyłek emerytalnego Eldorado
Przy czym nominalnie średnio nie za wysokie emerytury zusowskie wypadają całkiem nieźle w zestawieniu z przeciętnymi zarobkami w Polsce. W 2024 roku relacja przeciętnej miesięcznej emerytury z ZUS stanowiła 55,8% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.
To bardzo hojna stopa zastąpienia, o której obecni 30- czy 40-latkowie mogą tylko pomarzyć (o młodszych nawet nie wspominając). Według obecnych prognoz po roku 2050 pierwsza emerytura stanowić będzie w porywach 20-30% ostatniej pensji. W danych statystycznych ten trend jest dość dobrze widoczny. Relacja średniej emerytury zusowskiej do przeciętnego wynagrodzenia systematycznie malała w latach 2014-22, obniżając się z 64% do niespełna 54%. Ale w poprzednich dwóch latach zdołała się podnieść do 56%. Jest to jednak tylko „lokalna” korekta wynikająca z hojnych waloryzacji oraz nadzwyczajnych 13. czy 14. emerytur. W przyszłości trend pozostanie spadkowy.
Przeczytaj także
Rezultatem jest dość patologiczna sytuacja, gdy średni dochód rozporządzalny na osobę w gospodarstwach emeryckich jest prawie taki sam jak w gospodarstwach pracowników. Ba, przez wiele lat emeryci mieli na tym polu wręcz przewagę nad pracownikami! Według danych GUS za 2024 roku dochód rozporządzalny per capita wśród emerytów wyniósł 3017 zł miesięcznie, a w rodzinach pracowniczych 3163 zł. A potem lamentujemy nad dramatycznie niską dzietnością w Polsce, jednocześnie kultywując od dawna nieprawdziwy mit „biednego emeryta”.
Hojność polskich emerytur objawia się nie tylko w ich wysokości względem zarobków, ale też w niskim wieku ich przyznawania. - Średni wiek osób przechodzących na emeryturę, którym świadczenie wypłaca ZUS (...) w 2024 r. wyniósł 62,7 lat (dla kobiet i mężczyzn), z tego dla mężczyzn – 65,1, a dla kobiet – 60,6. W 2024 r. 96,0% kobiet uzyskało emeryturę w wieku 60-64 lata, a 98,6% mężczyzn w wieku 65 lat lub więcej – czytamy w raporcie GUS. Przy czym wciąż mamy w Polsce dość liczną grupę dość młodych emerytów. Blisko 884,5 tys. emerytów nie miało ukończonych 60. lat. Kolejne 978,7 tys. miało mniej niż 65. lat. Chodzi tu o wszystkich emerytów, a nie tylko o tych, którzy dopiero co przeszli pod skrzydła ZUS-u, KRUS-u lub resortów mundurowych.
Bazując na gusowskich tablicach średniego dalszego trwania życia 60-letnia kobieta w Polsce ma przed sobą jeszcze 24,5 lat pobierania świadczenia emerytalnego. To bardzo dużo w relacji do wynoszącego średnio 33 lat okresu aktywności zawodowej. Dla porównania, mężczyźni spędzają na rynku pracy średnio 37,3 lat, a na emeryturze mogą liczyć na nieco ponad 16 lat życia. Tak wygląda „sprawiedliwość społeczna” w polskim wydaniu.
Przeczytaj także
Trudno się zatem dziwić, że emeryci w przeważającej mierze byli ukontentowani ze swojej sytuacji materialnej. W 2024 roku 46,9% gospodarstw domowych emerytów postrzegało swoją sytuację materialną jako dobrą lub bardzo dobrą. Prawie tyle samo (46,8%) uważało ją za przeciętną. I tylko 6,3% oceniało ją jako złą lub raczej złą. W parze z tymi statystykami idzie ocena działalności samego ZUS-u, którą najbardziej pozytywnie oceniali ludzie w wieku co najmniej 55 lat. Znacznie bardziej krytyczni były osoby w wieku 25-34 lat. I nic dziwnego. Ci pierwsi widzą przelewy otrzymywane z systemu, a ci drudzy na własnym portfelu doświadczają, jaką część wypłaty pochłaniają „składki na ZUS”.


























































