Wtorkowa sesja wymazała poniedziałkowe spadki na Wall Street. Jednakże stwierdzenie, że była to pochodna pierwszej prezydenckiej debaty, w mojej opinii, byłoby nieco na wyrost.


Nowojorskie indeksy odrobiły większość poniedziałkowych strat. S&P500 urósł o 0,64%, Dow Jones o 0,74%, a Nasdaq o 0,92%.
Obroty były wyraźnie wyższe niż dzień wcześniej, ale wciąż o ponad 10% niższe od średniej z poprzednich 20 sesji. Oznacza to, że aktywność inwestorów pozostała względnie niska.
W potocznej opinii wtorkowe wzrosty były pochodną poniedziałkowej debaty prezydenckiej, w której Donald Trump wypadł dość słabo. Mimo etatystycznych poglądów na gospodarkę to Hillary Clinton jest faworytką Wall Street. Wybory prezydenckie w USA odbędą się 8 listopada.
Wsparcie dla giełdowych byków dość niespodziewanie nadeszło z Europy. Akcje Deutsche Banku, które jeszcze we wtorek rano wyznaczyły historyczne dno, do końca dnia podrożały o 0,6%. Była to trzecia wzrostowa sesja walorów DB w ciągu trzech tygodni.
Dobrze spisywały się spółki technologiczne, w tym przede wszystkim blue chipy wagi ciężkiej. Notowania Microsoftu, Facebooka i Amazona wzrosły o 1-2%. Na plusie były też spółki konsumpcyjne, którym wsparcia dostarczyły dane o poprawie nastrojów amerykańskich gospodarstw domowych.
Krzysztof Kolany


























































