Oficjalne statystyki mówią, że eksport wyrobów tytoniowych z Polski gwałtownie rośnie. Jak podaje FAPA, po trzech miesiącach 2006 roku zwiększył się o 80 proc. (w porównaniu do roku 2005), do niemal 73 mln euro. Najsilniejszą pozycją w eksporcie są papierosy, wartość ich eksportu wzrosła aż o 88 proc. — do blisko 55 mln euro. Stanowiło to trzy czwarte wartości eksportu całej grupy tytoniowej. Gdzie wędrują papierosy z Polski? Głównym odbiorcą wyrobów tytoniowych stały się Czechy, gdzie wartość eksportu wzrosła niemal jedenaście razy, do 14,9 mln euro, a tworzyły go przede wszystkim papierosy oraz tytoń przetworzony. Aż osiem razy zwiększył się wywóz tytoniu przetworzonego i papierosów do Egiptu, do 9,1 mln euro. Eksport papierosów na Węgry wzrósł o 19 proc. — do 8,2 mln euro. Nowym rynkiem zbytu dla papierosów z Polski stała się Słowenia, do której sprzedano wyroby za 3,7 mln euro. Oprócz tego wyroby tytoniowe z Polski trafiają m.in. do Niemiec, Włoch, Maroko, Iraku, Hiszpanii i Rosji.
Największy — sięgający procent — udział w naszym rynku ma polski oddział koncernu Philip Morris. Skupuje ok. 50 proc. krajowej produkcji tytoniu od sześciu tysięcy plantatorów.
— Około 20 proc. naszej produkcji idzie na eksport. Nasze wyroby trafiają na rynki Rosji, Szwajcarii, Ukrainy, Francji, Kazachstanu, Brazylii, Wenezueli, Czech, Litwy, Serbii, Grecji i Rumunii. Papierosy trafiają głównie na rynki unijne, reszta eksportowana jest do innych krajów — mówi Adam Koniuszewski, dyrektor działu ds. korporacyjnych Philip Morris Polska. Postanowiliśmy dowiedzieć się więcej o losach tytoniu z Polski. Niestety, koncern — zasłaniając się tajemnicą handlową — nie ujawnia danych o ilości polskiego tytoniu w produkowanych i eksportowanych wyrobach.
| Philip Morris Polska, największa firma tytoniowa w Polsce, ma ok. 38,5% udziałów w rynku. W 2004 r. wpłaciła do budżetu 4,4 mld zł podatków, co stanowiło 2,8% całkowitych dochodów państwa. Obecnie współpracuje z ok. 6 tys. plantatorów tytoniu i zatrudnia 2 tys. pracowników. |
Na pytanie, czy producenci myślą o eksporcie na własną rękę, dyrektor Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu odpowiada: — Nie ma takiej potrzeby, 99 proc. naszej produkcji odbierają przetwórcy w kraju. Większy eksport zmuszałby nas do zwiększenia produkcji. A nie możemy jej drastycznie zwiększyć, bo Unia dopłaca tylko do określonej ilości surowca, czyli ok. 38 tys. ton. Poza tym jesteśmy regulowani ustawą o organizacji rynku tytoniu. Znajdują się tam mocne obwarowania dotyczące tego, jak powinna wyglądać kontraktacja, żeby uzyskać dopłaty.
| W cenie tanich papierosów, które w sprzedaży detalicznej kosztują 4,65 zł, aż 3 zł to akcyza; na marżę handlową zostaje nie więcej niż 42 gr. Pozostałe koszty to cena producenta oraz VAT. |
Dopłaty trzymają europejskich producentów przy życiu — i to całkiem dostatnim. O tym, że jak do tej pory jest to dobry interes, świadczy fakt, że uprawą tytoniu zajmuje się również przewodniczący komisji rolnictwa Parlamentu Europejskiego Joseph Daul.
Nie ma się co łudzić. Tytoń z Polski, pomimo swojej wysokiej jakości, nigdy nie zrobi światowej kariery i nie może konkurować z tytoniem brazylijskim, amerykańskim czy afrykańskim. Jest tylko jednym ze składników mieszanki tytoniowej. Lepsze tytonie do lepszej jakości papierosów koncerny nadal importują. Potwierdzają to dane. Wraz z eksportem rośnie import, który w pierwszym kwartale wzrósł o 112% i wyniósł 54 mln.
— Polska jest jednym z najbardziej wysuniętych na północ producentów tytoniu — mówi Adam Koniuszewski. A tytoń lubi ciepły klimat. — Nie będziemy w stanie wyprodukować tytoniu aromatyzowanego, który potrzebuje określonych warunków klimatycznych. Chyba, że w Polsce utrzyma się klimat, jaki panuje u nas od kilku tygodni — próbuje żartować Noworyta. Ale nie jest mu do śmiechu, bo tegoroczna susza dotknęła również uprawy tytoniu.
Problemem jest także wydajność upraw, która w krajach Afryki czy USA jest nieporównywalnie większa.
Każdy eksport ma dwie strony
Legalny eksport wyrobów tytoniowych to jedna strona medalu. Nie od dziś wiadomo, że Polska jest kanałem przerzutowym dla papierosów przemycanych ze Wschodu i sprzedawanych w krajach Unii. Od momentu wejścia Polski do UE ruszyła nowa fala eksportu wraz z Polakami szukającymi pracy za granicą. Sławomir Rabczyk z Warszawy wybierający się za kilka dni do Anglii już tydzień wcześniej zapakował do plecaka trzy kartony Marlboro. Sam nie pali, ale jak mówi, każdy, kto przyjeżdża do Anglii, zabiera ze sobą przynajmniej karton papierosów — albo ze Wschodu, albo polskich — bo nie wszyscy gustują w podróbkach zza Bugu. — Niektórzy biorą na sprzedaż, inni jako prezent dla znajomych. Interes się opłaca, bo paczka dobrych papierosów w Polsce kosztuje około 6 złotych, a w Anglii można dostać za nią dwa razy więcej — mówi Rabczyk. Ale to tylko niewinny proceder.
Nielegalny handel na wielką skalę zaczynają opanowywać „szerokie karki” z Polski. Brytyjska policja donosi, że dochodzi już do walki o strefy wpływów. Potwierdzają to Polacy przebywający w Anglii. — I tak większość kupuje papierosy z przemytu. Paczka kosztuje 2-2,5 funta, a normalnie trzeba zapłacić dwa razy tyle — mówi Rafał Majewski z podbydgoskiej miejscowości, który od trzech lat pracuje w Wielkiej Brytanii.
Co dalej z polskim tytoniem?
Jeszcze w latach 80. Polska była znaczącym producentem tytoniu na rynku europejskim, z produkcją dochodzącą do 100 tys. ton rocznie. Po zawirowaniach w latach 90., związanych z prywatyzacją przemysłu tytoniowego w Polsce, produkcja zmalała, a ceny spadły. Jednak po wejściu do Unii sytuacja zaczyna się stabilizować.
— Nie chcę wypowiadać się w imieniu przetwórców, ale jeśli kontraktacja się zwiększa, oznacza to, że zakup tytoniu w Polsce jest dla nich opłacalny — mówi Noworyta. — Poza tym dzięki poczynionym w ostatnich latach inwestycjom polski tytoń jest jednym z najlepszych w Europie. Potwierdza to Adam Koniuszewski: — Polski tytoń charakteryzuje się dobrą relacją jakości do ceny.
Nie wiadomo, jak długo będzie trwała dobra passa producentów. Choć jak do tej pory uprawa tytoniu to dobry interes, producenci zastanawiają się nad swoją przyszłością. — Unia chce stopniowo odchodzić od produkcji tytoniu i jej dotowania. Jego uprawa to jak kupno kutra, za którego złomowanie można dostać dopłaty — mówi Jan Świetlik, ekspert z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.
Niepokój producentów jest tym większy, bo wielu z nich zainwestowało grube pieniądze w suszarnie i podnoszenie jakości. — Ci, którzy nie zainwestowali, odpadli z gry — stwierdza Noworyta. — W 2004 roku Unia zreformowała rynek tytoniu i stopniowo będzie zmniejszać dopłaty — dodaje dyrektor Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu. — A producenci z krajów trzeciego świata tylko czekają, żeby zająć nasze miejsce.
Nie będą mieć z tym większego problemu, jeśli Unia zlikwiduje dopłaty do europejskiego tytoniu i cła dla surowca spoza Wspólnoty. UE produkuje rocznie 350 tys. ton. To ilość, którą w ciągu roku można pokryć dostawami z innych krajów. Tylko Chiny produkują 1,5 mln ton rocznie. A chociaż do tej pory ich tytoń był tak niskiej jakości, że nie był konkurencyjny, to ostatnio się modernizują i podnoszą jakość.
— Pozostaje pytanie, czy naszym celem w Europie jest otwarcie dla krajów trzecich, czy popieranie własnych rolników — mówi Noworyta. — Nikt też nie mówi o tym, w jakich warunkach produkowany jest tam tytoń. My musimy spełniać wyżyłowane normy jakości i ochrony środowiska, a w Brazylii wycina się połacie lasów na drewno do suszenia tytoniu — wyjaśnia dyrektor Polskiego Związku Plantatorów Tytoniu. Co dalej? Plantatorzy zgodnie odpowiadają: — Nie poddamy się bez walki. Mamy pomysły, żeby zabezpieczyć przyszłość producentów tytoniu, nasze propozycje nie będą obciążać budżetu unijnego. Mamy silne argumenty — 67 mld euro, które rocznie wpływają do unijnego budżetu z tytułu akcyzy.
Grzegorz Stańczak




























































