Przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego zachwalają pomysł cyfrowej wersji wspólnej waluty. Jej los nie jest jednak przesądzony, bo na razie europejskiemu CBDC brakuje parlamentarnej legitymacji. Nie brak też krytycznych uwag wobec samych fundamentów projektu.


2029 rok – taka data debiutu na rynku cyfrowego pieniądza banku centralnego w strefie euro padła kilka miesięcy temu w stanowiskach oficjeli z EBC. Trwają prace nad standardami schematu, wyłaniani są partnerzy technologiczni, którzy mają zbudować infrastrukturę, a do tego intensywnie „reklamuje” się pomysł e-euro. W ostatnich tygodniach Piero Cipollone z Rady Zarządzającej Europejskiego Banku Centralnego udzielił serii wywiadów we francuskich i niemieckich mediach, zachwalając ideę, która ma dać Europie płatniczą suwerenność.
Mogłoby się wydawać, że kwestia startu cyfrowej wersji euro to już wyłącznie formalność, a później czeka ją wyłącznie pasmo sukcesów. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej mglista.
Po pierwsze, Parlament Europejski może zablokować projekt
W pierwszych dniach lutego serwis Euronews donosił, powołując się na dobrze poinformowane źródła, że legislacyjna ścieżka stojąca przed cyfrowym euro wciąż nie jest przetarta. Przypomnijmy, że Parlament Europejski do tej pory nie wypowiedział się w sprawie przyszłości projektu. Głosowanie w tej sprawie przewidziane jest w maju 2026 r., ale na razie brakuje wspólnego mianownika w poglądach poszczególnych frakcji.
„Zgadzamy się w tym, że się nie zgadzamy” – tak podsumowało obecną sytuację źródło cytowane w artykule. Europejska Partia Ludowa chce, aby cyfrowe euro było tylko i wyłącznie elektroniczną gotówką, dostępną w postaci tokenów, bez wykorzystania rachunków w Europejskim Banku Centralnym. Stoi w sprzeczności z ideą rozwijaną w tej chwili, bazującą na dwóch funkcjach – portfeli online (opartych na DEA, Digital Euro Accounts) i portfeli offline. Pozostałe największe frakcje opowiadają się za pomysłem promowanym przez EBC.
Brak kompromisu może zablokować dalsze kroki na drodze do podjęcia politycznych decyzji o emisji wspólnej waluty w postaci CBDC. Z kolei wygrana wizji EPL oznaczałaby konieczność powrotu do deski kreślarskiej i rewizji założeń e-euro.
Po drugie, konstrukcja jest niebezpieczna (?)
Na sporo mankamentów obecnej wersji projektu cyfrowego euro uwagę zwracają specjaliści. Interesujące podsumowanie przynosi opublikowany pod koniec stycznia 2026 r. szkic artykułu pięciu autorów pod tytułem „Digital Euro: Frequently Asked Questions Revisited”. Część dotyczy czysto technicznych kwestii, ale wątpliwości obejmują oba warianty, w których ma występować europejskie CBDC.
Cyfrowe euro w wariancie online przypomina wiele znanych dziś systemów płatności. Dostawca usług płatniczych „widzi” wszystkie transakcje dokonane przez użytkowników, ponieważ utrzymuje ich rejestr. Tu jednak wchodzi w grę inna skala. Rachunki DEA, utrzymywane przez EBC, mieć będzie docelowo cała populacja strefy euro (dodatkowo zakłada się zasadę „jeden konsument, jeden rachunek”).
Autorzy opracowania zwracają uwagę, że jedynym rozwiązaniem chroniącym prywatność użytkowników ma być pseudonimizacja. Opiera się ona na zastąpieniu danych płatnika „pseudonimem” (identyfikatorem).
„Jednak nadal pozwala to na zbudowanie ‘odwzorowania zwyczajów’ i szczegółowy wgląd w prywatne życie obywatela. Wystarczy powiązać jedną transakcję z daną osobą, aby uzyskać całą jej historię transakcji — rzeczywiście nie ‘bezpośrednio’, lecz bez większego wysiłku. Umożliwi to bezprecedensowy poziom łatwej masowej inwigilacji i stanie się wartościowym celem cyberataków, ponieważ dane płatnicze nie będą już rozdzielane na tysiące organizacji, baz danych i niekompatybilnych formatów” – wskazują badacze.
Cyfrowe euro w wersji offline ma przypominać bardziej gotówkę. Płatnik doładowuje portfel offline środkami, a następnie możliwa jest seria kolejnych transakcji bez kontaktu z pośrednikami. Weryfikacja, czy nie doszło do fałszerstwa (tzw. podwójnego wydania) może się odbyć dopiero po połączeniu z siecią, np. podczas „przerzucenia” środków offline do portfela online.
Autorzy opracowania wskazują, że EBC ukrywa szczegóły swojego pomysłu pod płaszczykiem „dedykowanego rozwiązania”. „Podejście EBC, polegające jedynie na ukrywaniu szczegółów dotyczących używanej technologii , obiecuje ‘security by obscurity’, co stoi w sprzeczności z zasadą Kerckhoffsa — fundamentalną koncepcją w kryptografii, która zakłada, że bezpieczeństwo systemu nie powinno zależeć od tajemnicy jego algorytmu. Platforma G+D, wybrane rozwiązanie dla wdrożenia offline cyfrowego euro, które proponuje dokładnie taki system, została w niedawnym badaniu oceniona nisko ze względu na to, że tajemnica jest główną linią obrony przed podwójnym wydaniem” – zauważają autorzy. Dodają również, że „cyfrowe euro offline wymaga ochrony informacji przed fizycznym właścicielem urządzenia, który ma nieograniczony czas na złamanie zabezpieczeń”.
Ewentualne przełamanie zabezpieczeń chroniących cyfrowe euro offline oznaczałoby katastrofę porównywalną z możliwością produkowania niewykrywalnych falsyfikatów banknotów. Nie jest również jasne, kto poniósłby wówczas odpowiedzialność za transakcje „skopiowanym” pieniądzem.
Po trzecie, „po co to komu?”
Stale przewijającym się wątkiem w sporach o cyfrowe euro jest pytanie o namacalne korzyści, jakie miałaby dać konsumentom nowa forma pieniądza. Odpowiedzi przedstawicieli EBC krążą od dawna wokół tych samych zaklęć – gotówka nie nadaje się do płatności w cyfrowym świecie, a e-euro zlikwiduje tę lukę. A po drugie – powstanie rozwiązanie niezależne od amerykańskich z pochodzenia organizacji płatniczych umożliwiające płatności w fizycznym świecie, na takich samych zasadach, w całej Europie.
Łatwo dostrzec, że z punktu widzenia potencjalnego użytkownika brakuje tu wskazania konkretnych korzyści. Co więcej, ewentualne przewagi CBDC zduszono w zarodku. Po pierwsze, bezpieczeństwo wynikające z bezpośredniej odpowiedzialności emitenta za e-pieniądz przestaje być istotne, jeśli kwota posiadanego cyfrowego euro będzie mocno ograniczona. Nieoficjalnie mówi się o limicie zbliżonym do 3 tys. euro. Tymczasem środki w bankach gwarantowane są do co najmniej 100 tys. euro.
Po drugie, nie przewidziano opcji wypłacania odsetek od sald cyfrowego euro. Z jednej strony ma to nie doprowadzić do konkurowania CBDC z pieniądzem bezgotówkowym (za który odpowiadają partnerzy EBC w projekcie – banki komercyjne), a z drugiej – eliminuje jedyną namacalną zachętę dla przyszłych użytkowników. Fakt, że transakcje będą dla nich darmowe nie jest żadnym wyróżnikiem na dzisiejszym rynku, gdzie systemy płatności utrzymują i tak inne strony (głównie akceptanci).




























































