

250 miliardów dolarów inwestycji w ciągu 10 lat i roczna wymiana handlowa rzędu 0,5 biliona dolarów w 2025 roku - takie są plany Chin wobec Ameryki Łacińskiej, regionu tradycyjnie zdominowanego przez USA. Pekin twierdzi, że współpraca między krajami Południa nie jest skierowana przeciwko Waszyngtonowi, ale równocześnie daje wyraźny sygnał, że lata niepodważalnej dominacji Stanów Zjednoczonych na półkuli zachodniej przechodzą do historii.
W tym tygodniu w Pekinie odbył się szczyt, w którym uczestniczyły Chiny i przedstawiciele Wspólnoty Państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów (CELAC). Prezydent Xi Jinping ogłosił, że Państwo Środka zwiększy zaangażowanie w regionie. Xi, co typowe dla chińskich rządzących wypowiadających się o stosunkach międzynarodowych, podkreślał obustronne korzyści płynące ze zbliżenia i równość partnerów zasiadających przy negocjacyjnym stole. Trudno jednak nie mieć wrażenia, że to Państwo Środka zyska najwięcej na tej współpracy, wymierzając przy tym prztyczka w nos promującemu "zwrot ku Azji" Barackowi Obamie.
W ostatnich latach chińskie inwestycje w Ameryce Łacińskiej oscylowały w okolicach 10 mld USD rocznie - przez kolejne dziesięć lat ma to być 25 mld USD rocznie. Poza tym podwoić ma się wymiana handlowa między partnerami - w 2014 roku wyniesie ok. 260 mld USD, w 2025 roku ma osiągnąć 500 mld USD. Współpraca będzie rozwijana w szczególności w zakresie budowy infrastruktury, rolnictwa, surowców energetycznych, przemysłu i technologii.
Chiny prężą muskuły
Jeszcze 15 lat temu wpływy Pekinu w Ameryce Łacińskiej były praktycznie niezauważalne - roczne obroty handlowe sięgały zaledwie 10 miliardów dolarów, a Państwo Środka nie miało pieniędzy na pożyczki i kosztowne inwestycje w tym regionie świata. Jednak kilkanaście lat dynamicznego rozwoju pozwoliło Chinom stać się istotnym partnerem handlowym i politycznym krajów regionu.
Chiny po cichu zdobywają kolejne przyczółki na podwórku USA. Pekinowi zależy przede wszystkim na zabezpieczeniu dostępu do surowców - ropy z Wenezueli i Brazylii, miedzi z Peru i Chile, czy soi z Argentyny i Brazylii - a także, zamieszkałego przez ponad 600 milionów mieszkańców, rynku zbytu, coraz bardziej atrakcyjnego dzięki bogacącej się klasie średniej. Chińskie firmy inwestują w regionie miliardy dolarów, a państwowe banki udzielają ogromnych kredytów borykającym się z ekonomicznymi problemami krajom. Najbardziej spektakularny projekt jest realizowany w Nikaragui, gdzie chińskie konsorcjum buduje alternatywę dla Kanału Panamskiego, co ma kosztować, bagatela, 50 miliardów dolarów.
Chiny wyciągają pomocną dłoń
Państwa Ameryki Łacińskiej zdobyły potężnego partnera, zdolnego zapewnić niezbędne do utrzymania środki i niewymagającego demokratycznych czy ekonomicznych reform. Chociaż Pekin przeznaczył już grube miliardy dolarów na pożyczki dla niewydolnych reżimów, to w ostatnim tygodniu lewicowi przywódcy Wenezueli, Ekwadoru czy Argentyny po raz kolejny odetchnęli z ulgą.
Prezydent Maduro poinformował, że Chiny zainwestują w Wenezueli 20 miliardów dolarów, Ekwador ma otrzymać ponad 5 miliardów dolarów pożyczki, a Argentyna ponad 7. Dwa pierwsze kraje cierpią z powodu nurkujących cen ropy naftowej, z kolei w Buenos Aires wyraźnie odczuwa się skutki nadmiernego zadłużenia.
W latach 2005-2013 Pekin przeznaczył ponad 100 miliardów dolarów na pożyczki dla państw tego regionu. W 2010 roku było to więcej niż MFW i Bank Światowy razem wzięte. Nieograniczony apetyt Państwa Środka na surowce energetyczne sprawił, że ponad połowę tej kwoty otrzymała Wenezuela posiadająca największe na świecie złoża ropy naftowej. Spora część zadłużenia jest spłacana właśnie za pomocą "czarnego złota".
Chińskie pożyczki przynoszą jednak najwięcej korzyści... chińskim firmom. Zazwyczaj umowa jest tak skonstruowana, że Pekin przeznacza jakąś kwotę na projekt infrastrukturalny, który jest realizowany przy dużym udziale przedsiębiorstwa z Państwa Środka. Tak będzie m.in. w przypadku ostatniej umowy z Argentyńczykami - Chiński Bank Rozwoju przekazał 4,7 miliarda USD na budowę elektrowni wodnej. W przetargu zwyciężyły China Gezhouba Group i Argentina's Electroingenieria.
Wpływ Chin w regionie nie może być jednak traktowany wyłącznie w kategoriach doraźnej pomocy i wykorzystywania słabości partnera. Sukces Państwa Środka pokazał, że istnieje alternatywa dla neoliberalnego modelu gospodarczego promowanego przez Zachód. Z kolei rosnąca rola Pekinu na arenie międzynarodowej daje szansę na zrównoważenie wpływów Waszyngtonu.
USA trzymają się mocno...
Pomimo rosnącej roli Chin, Stany Zjednoczone pozostają spokojne. - Waszyngton nie jest zaalarmowany, ponieważ powiązania krajów regionu z USA są dużo silniejsze niż z Chinami - komentuje Matt Ferchen z Carnegie-Tsinghua Center for Global Policy. W zeszłym roku wartość wymiany handlowej między USA a Ameryką Łacińską wyniosła aż 850 mld USD (chociaż warto podkreślić, że za 2/3 tej kwoty odpowiada Meksyk).
Opinia Matta Ferchena znajduje odzwierciedlenie w badaniach przeprowadzonych przez Pew Research. Większość respondentów z krajów regionu uważa, że lepiej utrzymywać silniejsze relacje z USA niż Państwem Środka.
Wizerunek USA w Ameryce Łacińskiej nie jest najlepszy, ale do jego poprawy mogą się przyczynić ostatnie ruchy administracji Baracka Obamy. W grudniu prezydenci USA i Kuby zapowiedzieli, że kraje wznowią kontakty dyplomatyczne.
| Odsetek respondentów, którzy pozytywnie ocenili wpływ mocarstwa na sytuację swojego kraju (%) | ||
|---|---|---|
| USA | Chiny | |
| Wenezuela | 29 | 57 |
| Boliwia | 19 | 31 |
| Argentyna | 19 | 27 |
| Chile | 31 | 36 |
| Meksyk | 35 | 33 |
| Brazylia | 48 | 46 |
| Salwador | 61 | 51 |
...a Chińczycy słabną?
Spowalniająca gospodarka Chin i spadające ceny surowców mogą w najbliższych latach osłabić zapał Pekinu do wspierania chwiejących się w posadach rządów i dużych inwestycji w złoża ropy czy kopalnie miedzi w regionie. Nie ma jednak wątpliwości, że Państwo Środka i Ameryka Łacińska są sobie zbyt potrzebne, by porzucić ścieżkę współpracy.



























































