Ceny rosyjskich hoteli podczas mundialu zwalają z nóg

Choć do meczu Polska-Japonia, na który mamy bilety, jest jeszcze sporo czasu, przybyliśmy już do Rosji, by - korzystając z Mistrzostw Świata - zwiedzić przynajmniej część tego ogromnego kraju. Mundial wydatnie to ułatwia.

Nasz redaktor Adam Torchała udał się do Rosji na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Będziemy publikować jego zapiski, w których pokazuje mundial z perspektywy turysty i kibica.

Mając bilet na mecz, mamy bowiem FanID, czyli kartę umożliwiającą wjazd do Rosji w czasie mistrzostw. Nie trzeba wizy, wystarczy FanID - nic tylko zwiedzać. Przygodę rozpoczynamy oczywiście od Moskwy.

Ta przywitała nas prawdziwym chaosem. Wychodząc z lotniska Wnukowo, widzimy ogromny korek i ludzi wijących się między samochodami. Policja niby kieruje ruchem, ale rządzi prawo klaksonu. Te słyszymy średnio co kilka sekund, dwukrotnie w ciągu krótkiego spaceru jesteśmy świadkami tego, jak kierowcom puszczają nerwy, wychodzą z samochodów i zaczynają się kłócić. Korek tworzą głownie taksówkarze liczący na turystyczne żniwa związane z mundialem. Klaksony urozmaicane są syrenami i dźwiękami odlatujących co chwila samolotów. Przy tym akompaniamencie przychodzi nam spędzić pierwszą noc.

Tak, śpimy przy lotnisku. Nasz hostel to barak z wielkim wspólnym pokojem, który dzielimy z innymi podróżnikami. Dlaczego tak? Nie mieliśmy innego wyjścia. Do Moskwy przylecieliśmy ok. 23:00 tutejszego czasu. Było już zbyt późno, by zdążyć do kolegi mającego mieszkanie w oddalonej o ok. 2,5 godziny jazdy pociągiem Dubnej.

A nocleg w Moskwie to z kolei poważny wydatek. Na mundialu chce zarobić każdy, ceny poszybowały więc w kosmos. Znalezienie noclegu dla 3 osób w szeroko pojętym centrum poniżej 1000 zł to prawdziwy sukces. Podobnie jest zresztą w wielu innych miastach-gospodarzach (sprawdziliśmy czwórkę, którą odwiedzamy: Moskwa, Wołgograd, Samara i Kazan). Ceny zwalają z nóg.

Z kolei serwisy takie, jak Booking.com czy Airbnb na 2-3 miesiące przed mundialem pełne były ogłoszeń nie tylko hoteli, hosteli i innych gospód, ale i ofert od zwykłych Rosjan szukających grosza. Nazwy bardzo wielu ofert zaczynały się od slow "world cup". Opinii czy recenzji wcześniejszych gości - brak. Bierzesz więc kota w worku. A i jakość nie powala. Szczytem była dobudówka z pustaków, którą ktoś postawił przy swoim domu w Wołgogradzie. Cena w dniu meczu Polska-Japonia? 600 zł dla 4 osób.  Tanio, ale raczej jest to oferta dla odważnych. My nie ryzykujemy. Nocleg kupujemy w pobliskim Wołżsku. Dojechać do centrum łatwo, a ceny kilkukrotnie niższe niż w Wołgogradzie, gdzie na zwykły hotel musielibyśmy wspólnie wydać czterocyfrową sumę. To jeden z patentów na mundialową drożyznę - spać możliwie najdalej od stadionu.

Wołgograd to jednak melodia przyszłości, do meczu z Japonią jest jeszcze kilka dni. Teraz naszym miejscem jest Wnukowo i hostel w przylotniskowym baraku. Śpi się wygodnie, mimo upału. Budzimy się jednak przy akompaniamencie wspominanych już samolotowych silników i samochodowych klaksonów. Ten korek jest chyba wieczny... Korki nam jednak niestraszne, w planach mamy bowiem zwiedzanie jednego z największych miast świata - Moskwy. Przy okazji sprawdzamy, ile warte były deklaracje Putina dotyczące ułatwień dla kibiców. Gdy w maju bylem na Białorusi i oglądałem rosyjską telewizję, zachwalano darmowe pociągi dla posiadaczy FanID. Tych w rzeczywistości było jednak ledwie kilka i miejsca szybko się skończyły. Trzeba wiec było kupić zwykle bilety, a to, przy rosyjskich odległościach, kolejny spory wydatek. Darmowa miała być także komunikacja publiczna, szybko okazało się jednak, że chodzi tylko o dni meczowe. W internecie pojawiały się zresztą różne wersje dotyczące przejazdów.

My chcieliśmy dowiedzieć się u źródła i poszliśmy do punktu informacyjnego FanID na wnukowskim lotnisku. Cóż, 2 na 3 osoby znały angielski, to i tak spory sukces. Jedna z nich nie miała jednak w zasadzie pojęcia o FanID. Druga coś nam niby tłumaczyła, ale w sumie wyszło, że też do końca nie wie, jak to jest z tym transportem. Ot, taki to punkt informacji.

Dzienny bilet na metro to na szczęście tylko 12 zł, system jest zaś ogromny i pozwala swobodnie zwiedzać Moskwę. Same stacje zachwycają także wykonaniem, niektóre to prawdziwe atrakcje turystyczne. Dodatkowo eksplorowanie moskiewskiego metra to tym większa frajda, gdy przerobiło się smutną wizje Moskwy z 2033 roku autorstwa Dmitrija Głuchowskiego.

Sama Moskwa to jednak temat na oddzielny artykuł. Mam nadzieję, że trzy następne dni dostarczą na niego materiału. Oczywiście trzy dni to mało jak na tak wielkie miasto, Rosja wymaga jednak kompromisów. Jej ogrom sprawia, że turystycznych tematów jest tu na kilka lat zwiedzania, my zaś mamy tylko 10 dni.

Adam Torchała

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 1 atyp1

1 klasa

! Odpowiedz
2 27 pull_up

Całe szczęście że problem drogich rosyjskich hoteli mamy już z głowy.

! Odpowiedz
12 21 gp2005

Byłem w Rosji na meczu z Senegalem. Autem do Kaliningradu, potem samolot do Petersburga, tam 3 noclegi, następnie pociągiem Sapsan do Moskwy (ichniejsze pendolino), w Moskwie też 3 noclegi, powrót samolotem do Kaliningradu.
Angielski? Wystarczyło znać podstawy rosyjskiego i nie było nigdzie problemu, Rosjanie mega pomocni i serdecznie nastawieni.
Noclegi: rezerwowane przez booking w grudniu, średnio 100zł za dobę za osobę (w Moskwie hotel 10min pieszo od PL. Czerwonego.
Transport: na lotnisko Wnukowo pociągiem aeroexpres, darmowy przejazd z biletem na mecz i bez żadnych korków.
Cała wycieczka łącznie z biletem na mecz za 150$, przelotami, pociągiem Sapsan (podróż z Petersburga do Moskwy niecałe 4 godziny), muzeami ( Ermitarz czy Carskie Siolo kładzie na kolana) zamknęła się w 3 tysiącach PLN.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 6 atyp1

Równiez, udalo mi sie dotrzec na ten mecz. Pociagiem do Kaliningradu , potem dwie noce rowerem w strone Moskwy, poznej od wierychomska autostopem wlasciwie na 1 obwodnice. Pozniej piechota, do stadionu z pielgrzymka z Włoch. na nocleg nie bylo czasu, bo rano byl juz sapsan, ale mial opoznienie 12 godzin, wiec znow stopem w strone granicy z Bialorusia. Pozniej wzdluz granicy , dzieki uprzejmosci zolnierzy rosyjskich prawie do samego kaliningradu, no a stamtad juz tylko pociag, lub przyjada po mnie znajomi , bo wracaja jutro.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
24 9 somalia

Pimaki nie znają podstaw języka rosyjskiego, wasz problem, no trudno aby armia rosyjskich studentów tłumaczyła turystom polskim jak poruszsć się poMoskwie , lepiej będzie wTokyo lub Pekinie

! Odpowiedz
25 19 somalia

Ceny w Londynie czy Rzymie to dopiero kosmos , żarcie w Rzymie to prawdziwy horror , kelnerzy stosują wolną amerykantke obiad od 200 zł 2000żł , Moskwa wcale nie jest droga ,głupsze są uprzedzeniapismaków z bożej łaski......

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne