Braster wraca do formy sprzed premiery swego flagowego produktu. Od środowego zamknięcia do piątkowego poranku wartość akcji spółki skoczyła o blisko 60%.
Rajd napędza rekomendacja East Value Research. Broker wycenił w środę akcje spółki na 36,8 zł, choć tego samego dnia, na zamknięciu sesji, płacono za nie ledwie 14,11 zł. Inwestorzy, widząc optymizm analityków, ruszyli na zakupy. W czwartek Braster zamykał notowania już przy cenie 18,5 zł, dziś rano jego akcje wyceniane są na 22,27 zł i znajdują się na tzw. "widłach". Teoretyczny kurs otwarcia z godziny 10 wskazuje poziom 23,47 zł. W 41 godzin wartość spółki w oczach inwestorów wzrosła więc o ponad połowę.
Spółce wciąż jednak daleko do wyceny choćby z trzeciego kwartału 2016 roku. Wówczas, w ciągu dwóch miesięcy spółka zaliczyła rajd z poziomu 12,3 zł (połowa czerwca) do poziomu 29,89 zł (połowa sierpnia). W okolicach 30 zł Braster notowany był jeszcze 19 października, później nastąpiły jednak mocne spadki.
Długo wyczekiwana premiera
Październikowa data nie jest przypadkowa. Dwudziestego dnia tego miesiąca - dzień po tym jak rozpoczęła się przecena - do sprzedaży weszło opracowywane przez lata przez spółkę urządzenie wspierające diagnostykę raka piersi. To wokół tego właśnie produktu "kręci" się cała spółka. To nadzieje na jego sukces windowały ceny papierów Brastera. Szerzej o urządzeniu i modelu biznesowym spółki można przeczytać w artykule "Chcą zrewolucjonizować badanie piersi. Ich akcje mocno drożeją".
Notowania spółki padły więc w pewnym sensie ofiarą prawidłowości znanej np. akcjonariuszom producentów gier. Tam także czasami bywa tak, że do dnia premiery nowego tytułu kurs mocno rośnie, a po pojawieniu się produktu trend się odwraca. Nawet CD Projekt po wprowadzeniu do sprzedaży "Wiedźmina 3" potrzebował dwóch miesięcy, by wyraźnie przebić poziomy notowań z momentu premiery.
W przypadku Brastera - w przeciwieństwie do CD Projektu - informacje ze spółki dawały jednak powody do rewizji przedpremierowych oczekiwań. W IV kwartale Braster sprzedał niecałe 2000 urządzeń, co wielu inwestorów uznało za spore rozczarowanie. Zwracano także uwagę na wysoką cenę produktu, która może odstraszać klientów. Warto jednak pamiętać, że motorem napędzającym wyniki spółki ma być ekspansja zagraniczna, a ta na dobrą sprawę jeszcze się nie rozpoczęła.
- Realizując strategię ekspansji międzynarodowej, spółka planuje w pierwszym półroczu 2017 r. przeprowadzić pilotażową sprzedaż urządzenia na jednym z wybranych rynków europejskich, a w drugim półroczu 2017 r. wejść na pozostałe, wybrane rynki UE i USA, gdzie jest największy potencjał sprzedażowy - tak wyglądają plany spółki na tym polu.
Nadal bez zysków
Wszystko to sprawia, że na Brastera nadal należy patrzeć jak na spółkę w pierwszej fazie rozwoju. Ryzykowną, z dużymi kosztami i niewielkimi zyskami, jednak z nadzieją na sukces, który inwestorom może dać - bądź nie - ponadprzeciętną stopę zwrotu.
Cechą charakterystyczną takich spółek jest także fakt, że póki się nie rozpędzą, trzeba do nich dopłacać. East Value prognozuje, że w 2017 r. przychody Brastera wyniosą 3,8 mln zł (vs.0,62 mln w 2016 r.), EBITDA sięgnie: -6,93 mln zł (vs. -10,17 mln zł), a strata netto wyniesie: -10,23 mln zł (vs. -10,75 mln). To czy zyski pojawią się w kolejnych latach będzie zależało od tego, jak przyjmie się urządzenie.
Adam Torchała



























































