Pomimo wprowadzonego cztery lata temu zakazu wydobycia bitcoinów, kryptowalutowe górnictwo po cichu wraca do Chin. Pojawia się pytanie, czy jesteśmy świadkami łagodzenie polityki komunistycznych władz względem tego rynku, choćby na szczeblu lokalnym, czy też widzimy nieskuteczność zakazywania zdecentralizowanej infrastruktury.


Według śledzącego działalność związaną z wydobyciem bitcoinów "Hashrate Index", Chiny wskoczyły na trzecie miejsce w globalnym rankingu państw z największym udziałem w kryptowalutowym górnictwie. Według zestawienia ChRL ma obecnie 14% udziałów w globalnej mocy obliczeniowej sieci bitcoina. "CryptoQuant" twierdzi, że liczba ta jest jeszcze wyższa i obecnie Chiny odpowiadają za 15-20% światowych mocy wydobywczych pierwszej kryptowaluty.
Odrodzenie krypto-górnictwa w Chinach potwierdzają również sprawozdania spółek produkujących sprzęt do kopania bitcoinów. Canaan, czyli drugi co do wielkości dostawca maszyn do wydobywania kryptowalut na świecie, wygenerował w zeszłym roku w ChRL 30,3% swoich światowych przychodów - podała agencja Reutera. Według jej anonimowego źródła w II kwartale 2025 roku wartość ta miała przekroczyć 50%.
Dla porównania w 2022 roku, czyli krótko po wprowadzeniu zakazu wydobycia bitcoinów w Chinach, sprzedaż Canaanu na tamtejszym rynku odpowiadała za 2,8% przychodów spółki.
Chińczycy przymykają oko na wydobycie bitcoinów
Historycznie Chiny dominowały w kopaniu bitcoinów, odpowiadając nawet za 65% światowych mocy wydobywczych na tym rynku. Wszystko zmieniło się w maju 2021 roku, kiedy Pekin zdecydował się całkowicie zakazać tę działalność tak samo jak handel kryptowalutami. Już rok po wprowadzeniu obostrzeń w mediach pojawiały się jednak raporty, wskazujące, że pomimo ograniczeń, wielu Chińczyków kontynuuje działalność na tym rynku, tyle tylko, że w ukryciu.
Według chińskich rozmówców agencji Reutera i danych branżowych, indywidualni krypto-górnicy oraz firmy z tej branży, przeżywają odrodzenie w prowincjach obfitujących w tanią energię elektryczną, takich jak Xinjiang. Co ciekawe rozmówcy dziennikarzy wskazywali również, że ożywienie napędza nadmiar mocy obliczeniowej wynikający z nieprzemyślanych inwestycji w centra danych dokonanych przez niektóre chińskie samorządy lokalne, które borykają się teraz z niedoborami gotówki,
O tym, że obserwujemy właśnie coś więcej niż oddolny ruch i przyzwolenie na szczeblu lokalnych władz, mogą świadczyć sygnały z Hongkongu, będącego kapitalistycznym oknem na świat Chińskiej Republiki Ludowej. W sierpniu weszła tam w życie ustawa o stablecoinach. Podobny krok miały rozważać również Chiny, kuszone perspektywą emisji stableconów opartych na juanie, które pomogłyby zwiększyć globalne wykorzystanie ich waluty.
Zakaz kryptowalut obowiązuje, ale coraz mniej
Według rozmówców agencji Reutera w Xinjiangu powstają nowe obiekty wydobywcze. Władze prowincji nie odpowiedziały na pytania mediów w tej sprawie. Milczy również Narodowa Komisja Rozwoju i Reform, która stała za zakazem wydobycia kryptowalut wprowadzonym w 2021 roku. Ten zakaz obowiązuje zresztą nadal - oficjalnie nic się nie zmieniło. Nieoficjalnie chińska polityka potrafi być jednak elastyczna, zwłaszcza gdy w grę wchodzą zyski.
Pomimo że notowania bitcoina spały w ostatnim czasie o ponad 30% od październikowe szczytu, wspierające ten rynek podejście władz USA i rekordowe wyceny osiągane przez cyfrowe aktywa w ostatnich miesiącach, mogły rozbudzić chciwość Chińczyków. Trudność lub wręcz brak możliwości całkowitego egzekwowania zakazów wobec kryptowalut, to kolejny czynnik, który może z czasem prowadzić do odwilży w podejściu władz ChRL do cyfrowych aktywów.
MM

























































