Wirtualna waluta ma za sobą kolejny etap rozwoju – po raz pierwszy publiczny organ uznał wprost, że bitcoin jest pieniądzem. Takie rozstrzygnięcie miało miejsce przy okazji rozprawy, na której teksański sąd rozpatrywał sprawę twórcy internetowej piramidy finansowej. Oskarżony próbował bronić się, twierdząc, że nie obracał pieniędzmi ofiar. Sąd był innego zdania.
Twórca piramidy noszącej nazwę „Bitcoin Savings and Trust” wziął przykład z Bernarda Madoffa – obiecywał osobom, które przekażą mu swoje bitcoiny 7-procentowy zwrot z inwestycji. Wypłaty zysków były finansowane z wpłat nowych klientów, zupełnie jak w klasycznym schemacie Ponziego. Trendon Shavers, założyciel wirtualnego „biznesu” został skazany, ale w jego sprawie pojawił się wątek niezwykle istotny dla dalszych losów bitcoina na amerykańskiej ziemi. Sędzia w uzasadnieniu wyroku napisał, że oczywiste jest, iż bitcoin może być używany jako pieniądz i przeznaczany m.in. na wydatki związane z utrzymaniem (jak czynił to oskarżony z przywłaszczonymi środkami swoich ofiar).
SEC widzi w bitcoinach instrumenty finansowe
W tej samej sprawie pojawiło się znamienne stanowisko amerykańskiej komisji ds. spraw papierów wartościowych (SEC). Uznała ona, że bitcoiny są instrumentami finansowymi. Częściowo stoi to w sprzeczności z punktem widzenia przyjętym przez sędziego, ale nie jest to pierwszy przypadek, w którym amerykańskie organy publiczne różnią się interpretacją nowego zjawiska.
Zobacz także
Tymczasem wirtualna waluta coraz wyraźniej zmierza w stronę „finansowego mainstreamu”. W zeszłym tygodniu Bloomberg rozpoczął testowo ograniczoną publikację notowań bitcoina, nadając mu ticker XBT.
W tym samym czasie wydział Departamentu Stanu Nowy Jork odpowiedzialny za usługi finansowe rozpoczął szeroko zakrojoną akcję zbierania danych o skali obrotu wirtualną walutą. Wezwania sądowe otrzymały wszystkie liczące się na rynku podmioty – od giełd i kantorów, producentów sprzętu i inwestorów w wirtualnych biznesach począwszy, po braci Winkelvoss (planujących uruchomienie bitcoinowego ETF’a) skończywszy. Wezwani mają poinformować m.in. o stosowanych zabezpieczeniach chroniących przed praniem pieniędzy, narzędziach ochrony konsumentów, źródłach finansowania i stosowanych strategiach inwestycyjnych.
Regulacja pomoże czy zaszkodzi?
Coraz wyraźniejsze zainteresowanie wirtualną walutą wśród regulatorów rynku finansowego ma dwa oblicza. Z jednej strony zapowiada ściślejszy nadzór nad podmiotami obracającymi bitcoinami i potencjalnie zmniejszenie atrakcyjności e-waluty jako anonimowego i niekontrolowanego narzędzia transferu wartości. Jednocześnie jednak może ono oznaczać zmniejszenie niepewności wśród biznesów, które chcą akceptować bitcoin jako formę zapłaty lub wykorzystywać go jako podstawę działalności czysto finansowej. To, co niepokoi zwolenników anarchicznej wizji bitcoina, cieszy bardziej pragmatycznie nastawionych użytkowników.
Warto przy okazji pamiętać, że bitcoin ze swej natury ma globalny zasięg. Na poziomie międzynarodowym nie widać nawet śladu ujednoliconego podejścia wśród regulatorów. Skrajnym przykładem może być Tajlandia, gdzie bank centralny uznał obrót wirtualną walutą za nielegalny.
Michał Kisiel, analityk Bankier.pl


























































