

Na mapie Polski są już miejsca, gdzie praca szuka Kowalskiego. Są jednak regiony, w których bezrobocie długo nie będzie jednocyfrowe.
Rynek pracy działa już nie tylko w rytmie robót sezonowych. Spadku bezrobocia nie należy łączyć jedynie z wiosenno-letnimi pracami na budowach i w rolnictwie. Przypływ podnosi wszystkie łodzie, więc dobra koniunktura w gospodarce odgrywa coraz większą rolę w tworzeniu miejsc pracy od Dolnego Śląska po Podlasie. W lipcu odsetek bezrobotnych nad Wisłą to już zaledwie 10,1 proc. — najmniej od grudnia 2008 r.
— Jesteśmy już na ostatniej prostej do jednocyfrowego bezrobocia. Wynik na poziomie 10,1 proc. oznacza, że niemal wróciliśmy do wskaźników sprzed kryzysu, który pogorszył kondycję polskiego rynku pracy — mówi Tomasz Hanczarek, prezes agencji doradztwa personalnego Work Service.
Liderzy utrzymali pozycje
Chociaż trend spadkowy bezrobocia pozostaje niezachwiany, to nie oznacza to, że na rynku nie ma skazy. Nadal występuje bardzo duże regionalne zróżnicowanie w liczbie niezatrudnionych. Wśród prymusów, jeśli chodzi o dawanie pracy, nadal niekwestionowanym liderem z niezagrożoną pozycją jest Wielkopolska. Tutaj odsetek osób bez pracy to zaledwie 6,6 proc. Następne w kolejce są województwa śląskie i małopolskie, gdzie bezrobocie nie przekracza 8,6 proc.
Czytaj więcej w dzisiejszym "Pulsie Biznesu"




























































