W ostatnich latach Węgry stały się jednym z najwnikliwiej obserwowanych krajów przez polskich polityków, komentatorów i opinię publiczną. Warto więc wspomnieć, że nad Balatonem ciekawe rzeczy dzieją się nie tylko w rządzie i parlamencie, lecz także w banku centralnym. Tym bardziej, że wiele wskazuje na to, że po wyborach i do NBP mogą przeniknąć rozwiązania rodem z Budapesztu.


I. Sztuka
W ostatnich latach banki centralne na całym świecie na potęgę skupowały rozmaite aktywa. „Władcy pieniądza” skupowali obligacje, udziały w funduszach czy nawet akcje pojedynczych spółek. W tej zakupowej rewolucji krok dalej poszedł Narodowy Bank Węgier, który od kilkunastu miesięcy aktywnie działa na rynku sztuki.
W styczniu 2014 r. zainaugurowany został specjalny program (Értéktár programme), w ramach którego bank centralny skupuje dzieła sztuki istotne dla węgierskiej kultury. Na cel ten do 2018 r. przeznaczonych ma zostać 100 mln euro (30 mld forintów). Ostatnim zakupem banku była kolekcja obrazów należąca do Istvána Kövesiego, znanego kolekcjonera sztuki (i rzeźnika). Wcześniej MNB dokonał swojego największego zakupu na rynku sztuki - za 4,5 mld forintów węgierskie władze monetarne nabyły obraz Tycjana „Madonna z Dzieciątkiem i św. Paweł”.

|
Dzieło |
Data powstania |
Cena PLN |
|---|---|---|
|
Tycjan, Madonna z Dzieciątkiem i św. Paweł |
ok. 1540 r. |
60 565 500 zł |
|
Mihály Munkacsy, Chrystus przed Piłatem |
1881 r. |
21 561 990 zł |
|
Dezso Orban, Akt (Reclining Nude) |
1911 r. |
874 835 zł |
|
Laszlo Moholy-Nagy, kolekcja obrazów i dokumentów |
672 950 zł |
|
|
Lajos Gulacsy, Mulat i biała wyrzeźbiona kobieta |
1912 r. |
565 278 zł |
|
Janos Vaszary, Chrześcijaństwo |
1924 r. |
538 360 zł |
|
Kolekcja srebrnych talarów wybitych w Transylwanii |
XIV-XVII w. |
14 804 900 zł |
|
Kolekcja obrazów Istvana Kovesiego |
1870-1970 r. |
10 699 905 zł |
|
Wsparcie muzeum-skansenu Szenderte |
4 037 700 zł |
|
|
Kolekcja broni do muzeum na zamku w Egerze |
XV-XIX w. |
794 081 zł |
|
Kolekcja prac Gabora Bachmana |
740 245 zł |
|
|
Julia Klaniczay i Gryorgy Galantai - kolekcja prac |
1965-1991 r. |
1 211 310 zł |
|
SUMA |
117 067 054 zł |
|
|
Źródło: MNB. Ceny w PLN wg kursu NBP z 04.08.2015 |
||
W marcu tego roku MNB wyłożył 5,7 mln dolarów za należący do Canada Art. Gallery w Hamilton obraz „Chrystus przed Piłatem” pędzla węgierskiego malarza Mihala Munkacsy’ego. Cena budziła kontrowersje, jednak niewykluczone, że zadecydowały względy wizerunkowe – w 2014 r. nie udało się dopiąć transakcji, wobec czego dzieło zniknęło z muzeum w Debreczenie i wróciło do Kanady. Dzień, w którym obraz opuszczał Węgry, Fundacja Munkacsy’ego nazwała „czarnym dniem dla kultury”.
Kupno „Chrystusa przed Piłatem” otworzyło drzwi do skompletowania całej trylogii pasyjnej XIX-wiecznego artysty. Drugi z trzech obrazów - “Ecce homo” - w węgierskich rękach był od lat, więc teraz celem numer jeden dla MNB jest zakup „Golgoty”. Właścicielem obrazu jest Imre Pakh, amerykański kolekcjoner węgierskiego pochodzenia (urodził się w Mukaczewie – dziś zakarpacka Ukraina – czyli tam, gdzie sam Munkacsy), który zażądał zań 9 mln dolarów. Negocjacje utknęły w martwym punkcie, ponieważ MNB skłonny jest wydać tylko 6 mln.

Nie wszystkim Węgrom odpowiada wejście przez bank centralny w rolę marszanda. Jednym z najzagorzalszych krytyków tego aspektu działalności MNB jest Peter Rona, były członek rady nadzorczej banku.
- Kupowanie obrazów nie jest zadaniem banku centralnego. Obrazy może kupować ministerstwo kultury czy finansowane z budżetu galerie sztuki. Kiedy bank centralny kupuje obraz, to pieniądze na ten cel nie pochodzą z budżetu, lecz są rezultatem prowadzenia określonej polityki monetarnej, a mieszania jej z polityką fiskalną zabrania europejskie prawo – powiedział niedawno Rona portalowi mno.hu.
Co ciekawe, ta i podobne wypowiedzi ze strony Petera Rony spotkały się z oficjalną odpowiedzią samego MNB, co nie jest częstą praktyką krytykowanym powszechnie i na całym świecie bankom centralnym.
II. Polityka monetarna
Po ubiegłotygodniowej decyzji Narodowego Banku Węgier (cięcie o 15 punktów procentowych do poziomu 1,35%), stopy procentowe nad Wisłą ponownie są wyższe niż nad Balatonem. Po raz ostatni taka sytuacja wystąpiła w ubiegłym roku i trwała od końca maja do początku października.

Podobnie jak w przypadku NBP, z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że węgierski bank centralny zakończył cykl obniżek. Dodatkowo zarówno Marek Belka, jak i Gyorgy Matolcsy, jak jeden mąż zapewniali na konferencjach prasowych, że „niskie stopy utrzymane zostaną bardzo długo”. Oznacza to, że jeżeli nie stanie się nic nadzwyczajnego, to będziemy musieli przyzwyczaić się do tego, że na Węgrzech stopy są niższe niż w Polsce.
Komentując jeszcze ubiegłoroczne cięcia, które odwróciły tę sytuację, „Financial Times” przypominał, że dla wielu inwestorów przez lata nie do pomyślenia było, aby bardziej stabilna pod względem politycznym i ekonomicznym Polska miała wyższe stopy od bardziej ryzykownych Węgier. Jeszcze przy stopach MNB na poziomie 2,4% Międzynarodowy Fundusz Walutowy radził Węgrom, aby zaniechały dalszych obniżek, a to ze względu na „ryzyko walutowe związane z długiem denominowanym w walutach obcych”.
Węgrzy, którzy z MFW swego czasu mieli na pieńku, rad Funduszu nie posłuchali i kolejne cięcia argumentowali reakcją na deflację cenową, która w ubiegłym roku zawitała nad Balaton po raz pierwszy od 46 lat i – z drobną przerwą – utrzymała się do kwietnia. Co ciekawe, Fundusz - znany ze swojej awersji do deflacji - w kwietniu pośrednio przyznał Madziarom rację stwierdzając w cyklicznym komunikacie, że „polityka monetarna wspierała ożywienie”, zaznaczając, że „bank centralny powinien być gotowy do zaostrzenia polityki, jeżeli warunki nagle się zmienią”.
W tym kontekście warto wspomnieć o celu, a raczej o celach, którymi kieruje się Narodowy Bank Węgier. Nad Balatonem już 10 lat temu dokonano reformy celu inflacyjnego i zrezygnowano z przedziału tolerancji (w Polsce +/- 1% od celu 2,5%). Jak widać, osiągnięcie 3% w średnim okresie rzadko się Węgrom udawało.

Źródło: MNB
Relatywnie nagły zjazd z wysokiej inflacji w rejony deflacyjne, na który w dużej mierze wpływ miały czynniki zewnętrzne (z ropą na czele) zmotywował MNB do… odwrócenia reformy. W marcu na powrót przyjęto przedział tolerancji +/- 1%, choć tym razem obyło się bez wpisywania go oficjalnie do celu inflacyjnego i poprzestano jedynie na stwierdzeniu w komunikacie.
Warto też dodać, że w przeciwieństwie do NBP, MNB teoretycznie obchodzi także coś więcej niż inflacja. Oczywiście, tak jak w innych bankach centralnych 1) stabilność cen jest na pierwszym miejscu, jednak - jeżeli jest to możliwe bez naruszania podstawowego celu – węgierski bank centralny zobowiązany jest także 2) działać na rzecz stabilności systemu finansowego oraz 3) wspierać politykę gospodarczą rządu przy użyciu dostępnych sobie narzędzi.
III. Organizacja
W październiku 2013 r. Zyta Gilowska zrezygnowała ze względów zdrowotnych z zasiadania w Radzie Polityki Pieniężnej, wobec czego prezydent Bronisław Komorowski odwołał ją i na jej miejsce powołał Jerzego Osiatyńskiego, aby Rada nadal liczyła 10 osób. Okazuje się, że na Węgrzech taki zabieg nie byłby konieczny. Tamtejsza ustawa o banku centralnym określa jedynie, że w skład Rady Monetarnej – odpowiednika RPP – wchodzić ma od 5 do 9 osób.
Podobnie jak w Polsce, większość stanowią osoby spoza zarządu banku, choć rozkład sił jest zdecydowanie inny. W RPP kierownictwo NBP reprezentuje jedynie Marek Belka, na Węgrzech o stopach decydują obecnie prezes i dwaj wiceprezesi, a także pięciu członków zewnętrznych. Przewaga liczebna członków zewnętrznych to jedyny warunek ograniczający ustalanie składu osobowego węgierskiej Rady.
Inaczej niż w Polsce rozwiązano także kwestię nadzoru nad bankiem centralnym. Nad Wisłą prezes NBP odpowiedzialny jest – kolokwialnie mówiąc - przed Bogiem i historią (można go postawić przed Trybunał Stanu), podczas gdy prezesa MNB odwołać może prezydent Węgier na wniosek premiera. Oba stanowiska łączy natomiast sześcioletnia kadencja i możliwość dwukrotnego pełnienia mandatu.
Dodatkowo, jako że węgierski bank centralny zorganizowany jest na zasadach spółki akcyjnej, prezes MNB ma nad sobą jeszcze 6-osobową radę nadzorczą oraz audytora. Przewodniczącym rady został w lipcu Ferenc Papcsak, były burmistrz jednej z dzielnic Budapesztu, jej skład dopełniło jeszcze po dwóch przedstawicieli koalicji i opozycji, zaś jako zewnętrznego audytora parlament wskazał firmę Ernst&Young.
IV. Budapeszt w Warszawie
Na węgierską politykę - w tym politykę prowadzona przez bank centralny - nie patrzylibyśmy tak wnikliwie gdyby nie sondaże, które dają Prawu i Sprawiedliwości sporą szansę na przejęcie pełni władzy po październikowych wyborach parlamentarnych.
- Widzimy też bank centralny jako aktywnego uczestnika działań podejmowanych w celu preferencyjnego kredytowania dla małych i średnich firm, na wzór LTRO realizowanego przez EBC i kilka innych banków centralnych państw europejskich – powiedziała w rozmowie z „DGP” Beata Szydło, kandydatka PiS na premiera. Jednym z owych „innych banków centralnych państw europejskich” był właśnie Narodowy Bank Węgier, który w 2012 r. zaproponował bankom komercyjnym dostęp do środków, aby te mogły rozkręcić akcję kredytową.
W podobnym tonie – i to ze szczególnym podkreśleniem wypowiadali się też politycznie eksperci gospodarczy partii – Paweł Szałamacha oraz Zbigniew Kuźmiuk, który w sposób szczególny podkreślał atrakcyjność wariantu węgierskiego.
— Formuła węgierska jest najprostsza, a w Polsce potrzebujemy najprostszych rozwiązań, tak żeby to szybko zaskoczyło — wyjaśnia Zbigniew Kuźmiuk w rozmowie z „Pulsem Biznesu”. Co robi węgierski bank centralny? Pożycza pieniądze bankom komercyjnym pod zastaw kredytów udzielonych MŚP przez te instytucje. Pieniądze, które pożyczają węgierskie władze monetarne, nie są oprocentowane, a jedyny koszt, jaki ponoszą banki, związany jest z gwarancjami.
Pierwsze rundy „gry o NBP” rozpoczną się już niebawem, kiedy Andrzej Duda obejmie urząd prezydenta, a na dobre rozgorzeje po wyborach parlamentarnych, kiedy nowy Sejm i Senat będą musiały wraz z głową państwa przygotować się do wyboru nowych członków RPP (kadencja wszystkich poza J. Osiatyńskim upływa na początku 2016 r.) oraz prezesa NBP (M. Belka skończy kadencję w czerwcu).
Nazwisk kandydatów zapewne będzie przybywać na giełdzie, ale jeżeli w szeregach partii Jarosława Kaczyńskiego nie dojdzie do nagłego zwrotu, to niezależnie od personaliów, jedno z centrów „Budapesztu w Warszawie” znajdować się będzie przy ul. Świętokrzyskiej 11/21.
| 60 565 500,00 zł |
| 21 561 990,06 zł |
| 874 835,00 zł |
| 672 950,00 zł |
| 565 278,00 zł |
| 538 360,00 zł |
| 0,00 zł |
| 14 804 900,00 zł |
| 10 699 905,00 zł |
| 4 037 700,00 zł |
| 794 081,00 zł |
| 740 245,00 zł |
| 1 211 310,00 zł |
| 117 067 054,06 zł |



























































