REKLAMA

Austria. Życie w rytmie walca

2009-06-27 06:00
publikacja
2009-06-27 06:00

Do Austrii co roku przybywa kilkadziesiąt milionów cudzoziemców. Powodem są nie tylko walory turystyczne tego kraju. W żadnym innym miejscu człowiek nie potrafi cieszyć się życiem tak jak tutaj. A wszystko w blasku wspomnień sięgających czasów Cesarstwa Austro-Węgierskiego, które bez trudu wkomponowują się w austriacką nowoczesność.

Austria, ten niewielki, podzielony na 9 landów, kraj, nie ma dostępu do morza, o którym zwykło się mówić, że jest oknem na świat. Nie zmienia to jednak faktu, że tu żyje się na światowym poziomie. Filharmonia, opera, bale w pałacowych wnętrzach to elementy wrośnięte w codzienność każdego Austriaka. Bo przecież tradycja zobowiązuje, a to właśnie stąd pochodzili tacy mistrzowie jak: Beethoven, Brahms Mozart, Haydn, Schubert, Strauss, a także Mahler, Schönberg czy Webern. Zresztą literatura nie pozostaje w tyle. Do znanych obywateli naddunajskiej krainy należy zaliczyć: Arthura Schnitzlera, Stefana Zweiga, Roberta Musila, Franza Gillparzera, Karla Krausa, Thomasa Bernharda, Petera Handkego oraz noblistkę Elfride Jelinek. Austriackie muzea, pałace, zabytkowe obiekty sakralne, biblioteki, nowoczesne centra kultury, liczne kluby i puby – trudno obok nich przejść obojętnie. Odwiedzanie takich przybytków to styl życia, podobnie jak częste przebywanie w kawiarniach. Życie jak sen? Możliwe, skoro sławny wiedeńczyk i specjalista od analizy snów – Zygmunt Freud – miał pełne ręce roboty…



Kraju gór, kraju rzek

Od takich słów rozpoczyna się austriacki hymn. Rzeczywiście przepiękne i dostojne Alpy zajmują ponad 70 proc. powierzchni tego kraju. Podniebne szczyty, malownicze doliny, przezroczyste górskie jeziora oraz serpentyny, po których wiją się samochody, to niezapomniane widoki. Najlepiej podziwiać je, jeżdżąc na nartach. Sztukę tę odkryli mieszkańcy, leżącego na zachodzie Austrii, regionu Vorarlberg, tak więc wszyscy miłośnicy zimowych sportów mogą czuć się ich dłużnikami. Żaden inny kraj nie ma tak bogatej oferty białych sportów jak ojczyzna Wolfganga Loitzla i Gregora Schlierenzauera. Jest tu 20 tys. kilometrów doskonale przygotowanych tras zjazdowych. Każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Najważniejsze regiony narciarskie to Vorarlberg, Tyrol, Karyntia, Styria i Salzburg. Śniegu jest pod dostatkiem, a w razie ewentualnego deficytu do akcji wkraczają armatki, które go wyczarowują.

Warto wspomnieć, że w Tyrolu, Karyntii i Salzburgu znajduje się osiem regionów narciarskich położonych na lodowcach, spośród których pięć przypada na Tyrol. Jego urokowi nie potrafią się oprzeć także nasi rodacy. – Corocznie do Austrii przybywa około 300 tys. Polaków, 70 proc. odwiedza nas zimą. Często wybierają Tyrol, bo tam są najlepsze warunki do jeżdżenia na nartach – mówi Franca Maria Kobenter, prezes austria.info Sp. z o.o., która zajmuje się promocją austriackiej turystyki. – Jak większość moich rodaków, również i ja urodziłam się „na nartach”. Co drugi Austriak potrafi z nich korzystać, bo to element naszej kultury bycia. Wolę jednak miejsca pozbawione lodowców, bo są bardziej zróżnicowane – wyznaje nasza rozmówczyni.

Serdeczność w objęciach sarkazmu

Mówi się, że każdy prawdziwy Austriak miał wśród swych przodków Polaka, Słowaka albo Węgra. Być może dlatego, jak sądzi wiele osób, Polacy i Austriacy są do siebie podobni? – Generalnie rzecz biorąc, Austriacy to otwarci i serdeczni ludzie. Lubią się spotykać w kawiarniach usytuowanych na rogu prawie każdej ulicy. Są rodzinni. Nie ma między nimi barier pokoleniowych. Młodsi bardzo dobrze bawią się w towarzystwie przedstawicieli starszego pokolenia. Znamienne, że wspólnie śpiewają ludowe piosenki, co w Polsce jest rzadkością – opowiada Maja Pinezits, Polka mieszkająca w Wiedniu od 25 lat, właścicielka firmy i współzałożycielka Polsko-Austriackiego Towarzystwa Kulturalnego „Takt”.

Spędzanie czasu w kawiarniach to tradycja. Jak mawiają wiedeńczycy, taki lokal to jakby przedłużenie salonu. Wprawdzie opuszczasz swoje cztery ściany, a jednak nadal jesteś u siebie. Możesz oddać się lekturze, spotkać ze znajomymi lub prowadzić dialog z własnymi myślami. Nawiasem mówiąc, pierwszą kawiarnię w Austrii stworzył Polak – Jerzy Franciszek Kulczycki, korzystając z zapasów kawy, które porzucili Turcy rozgromieni pod Wiedniem przez króla Jana III Sobieskiego w 1683 roku. Nie wszyscy wiedzą, że mieszkańcy Wiednia mają nieco inną mentalność niż pozostali Austriacy. Są czarujący, ale ów czar zawiera odrobinę pikanterii w postaci złośliwej ironii znanej jako „wiedeński sarkazm”.

– Ów sarkazm jest odzwierciedleniem intelektu i błyskotliwości wiedeńczyków, którzy podchodzą do życia z humorem. To prawdziwy dar – podkreśla Franca Kobenter.

W stolicy Austrii żyje 1,5 mln ludzi. To narodowościowy i kulturowy konglomerat kreujący tzw. wiedeński styl. Oprócz rodowitych Austriaków można tu spotkać Czechów, Słowaków, Węgrów, Turków, Polaków oraz przedstawicieli państw byłej Jugosławii. Mimo to od czasu do czasu pojawiają się zarzuty, że austriackie społeczeństwo jest eurosceptyczne. Są one jednak zdecydowanie odpierane przez zainteresowanych. Jak w każdym demokratycznym kraju, tak i w Austrii poglądy polityczne obywateli są zróżnicowane. Istnieje jednak coś, co niewątpliwie łączy Austriaków – miłość do muzyki.

Kolebka muzyki

Austria jest wierna tradycji. Wszędzie widać cesarskie godła i portrety Franciszka Józefa oraz jego żony Sissi. Kiedy więc na świecie powstają aleje znanych ludzi show-biznesu, w Wiedniu króluje aleja Gwiazd upamiętniająca wybitnych kompozytorów muzyki poważnej, bo przecież muzyka jest duszą Wiednia. To miasto nie mogłoby istnieć bez sal koncertowych. Melomani kochają Wiedeńską Operę Państwową, w której głos brzmi ponoć inaczej – czyściej i szlachetniej. – Utrzymanie wiedeńskiej opery wiąże się z bardzo dużymi kosztami, ale rząd austriacki bez wahania je ponosi, bo zdaje sobie sprawę, że ta prestiżowa instytucja przyciąga najwybitniejszych artystów – mówi Franca Kobenter.

W Wiedniu muzykę słychać nie tylko w operze czy filharmonii, ale prawie na każdej ulicy. Mnóstwo tu bowiem ulicznych grajków i orkiestr – nawet cech piekarski ma swoich muzyków. Wszyscy spełniają życzenia zachwyconych turystów, grając najczęściej, jak łatwo się domyślić, walca „Nad pięknym modrym Dunajem” Johanna Straussa II.
Zamiłowanie Austriaków do muzyki nie wiąże się wyłącznie z tradycją i pasją. – To wynik gruntownej edukacji muzycznej w szkołach.
W dobrym tonie jest umieć grać na jakimś instrumencie. Dlatego rodzice chętnie posyłają swoje dzieci na lekcje gry, budząc w nich w ten sposób szacunek dla muzyki. W filharmoniach i operach wśród publiczności można spotkać bardzo wiele młodych osób, o wiele więcej niż w Polsce. Zresztą tu organizuje się specjalne przedstawienia nawet dla maluchów – tłumaczy Franca Kobenter. Czy austriacka młodzież nie czuje się przytłoczona presją zdobywania muzycznego wykształcenia? Chyba nie, bo nauka może przybierać bardzo sympatyczne formy. Na przykład z okazji przypadającej w tym roku 200. rocznicy śmierci Josepha Haydna, ojca symfonii klasycznej, w Austrii będą odbywać się rozmaite imprezy mające przybliżyć zarówno jego życie artystyczne, jak i prywatne. Wystawy, konkursy, festyny, zabawy, koncerty, a nawet uroczystość nadania imienia kompozytora nowej odmianie orchidei. Trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek mógł czuć się znudzony. I trudno się nie zgodzić, że w dużej mierze takie właśnie przedsięwzięcia kształtują gust muzyczny Austriaków. Dlatego też młodzi artyści bardzo liczą się z opinią wymagającej i wytrawnej wiedeńskiej publiczności. Są świadomi, że jeśli zostaną przez nią zaakceptowani – mają szansę na światową karierę.

Sztuka na wagę złota

Nieodłącznym elementem austriackiej kultury są wystawne bale. Odbywają się regularnie od 180 lat, od listopada do środy popielcowej. Do najsłynniejszych należą Bal Cesarski w Hofburgu oraz Bal w Operze. – Austriacy uwielbiają się bawić. Każda grupa zawodowa organizuje swój własny bal, są więc na przykład bale górników czy myśliwych – mówi Maja Pinezits współorganizująca bale charytatywne z ramienia Polsko-Austriackiego Towarzystwa Kulturalnego „Takt”, którego celem jest m.in. integrowanie austriackiej i polskiej społeczności. Tegoroczny „Bal Wiosny” jest siódmym z kolei. Odbędzie się w pałacu Palais Ferstel w centrum Wiednia. – Przybędzie około 200 osób, m.in.: polscy biznesmeni, właściciele polskich firm działających w Austrii, lekarze, prawnicy i architekci. Gościem honorowym będzie były prezydent Polski Lech Wałęsa – podkreśla Maja Pinezits.

Bal otwiera koncert muzyki poważnej. Są występy śpiewaków operowych, a także parkietowe popisy w wykonaniu mistrzów ze szkoły tańca. W tym roku po raz drugi pojawi się również słowacki big band, który zagra jazzowe standardy. Zebrane podczas imprezy pieniądze zasilą konto austriackiej organizacji walczącej z rakiem piersi.



Panuje powszechne przekonanie, że szeroko pojęta kultura to niedochodowa sfera życia. Jednak Austriacy i na jej gruncie potrafią odnosić sukcesy finansowe. Wystarczy powiedzieć, że Bal w Operze to prawdziwe wydarzenie gospodarcze – ok. 80 proc. miejsc w lożach wykupują firmy. Ceny biletów wahają się zaś od 215 do 16 tys. euro. Oczywistym jest, że przed tego typu przedsięwzięciami prawdziwy finansowy wstrząs przeżywają takie branże jak hotelarska, gastronomiczna, fryzjerska oraz kosmetyczna. Znamienny wydaje się też fakt, że najsłynniejszą austriacką marką eksportową jest… Orkiestra Filharmoników Wiedeńskich. Transmisję Koncertu Noworocznego z Wiednia ogląda co roku miliard ludzi na całym świecie. Natomiast ci, którzy chcą go wysłuchać na żywo, o bilety zabiegają już mniej więcej na rok przed kolejną imprezą.

Żeby oddać sprawiedliwość innym dziedzinom sztuki, które radzą sobie doskonale w skomercjalizowanym świecie, trzeba wspomnieć, że w światowym rankingu najdroższych obrazów są dwa dzieła Gustawa Klimta, austriackiego malarza secesyjnego i przywódcy wiedeńskiego modernizmu. Na drugiej pozycji znalazł się obraz „Adele Bloch-Bauer I” zwany „Złotą Adelą”. Ten, namalowany w 1907 roku, portret żony znanego austriackiego przemysłowca w 2006 roku został kupiony za 135 mln dolarów przez magnata branży kosmetycznej Ronalda Laudera. Z kolei drugi obraz Klimta – „Adele Bloch-Bauer II” – namalowany w 1912 roku i przedstawiający Adelę w czarnym kapeluszu stojącą w ogrodzie, w 2006 roku osiągnął wartość 87 mln dolarów, uplasowawszy się w ten sposób na 5. miejscu wspomnianego rankingu.

Szlifowanie biznesu

Fenomen przedsiębiorczości Austriaków nie ogranicza się do umiejętności oczarowania mas kulturą wysoką. Z równym powodzeniem potrafią zrobić coś zupełnie przeciwnego – są w stanie z rzeczy poślednich wykreować luksusowe produkty z najwyższej półki. Przykładem niech będzie jedna z najsłynniejszych austriackich marek – Swarovski, producent znanych wszystkim kryształów. To produkt tak doskonały, że przez niego sławna śpiewaczka operowa Maria Callas o mało nie popadła w konflikt z prawem. W 1955 roku została zatrzymana na szwajcarskiej granicy, bo celnicy znaleźli w jej walizce biżuterię wysadzaną… diamentami. Podobnie jak publiczność, która oglądała śpiewaczkę w „Traviacie”, nie mogli uwierzyć, że to kryształy Swarovskiego pierwszorzędnie imitujące diamenty.

Wszystko zaczęło się w 1892 roku, kiedy syn czeskiego jubilera, Daniel Swarovski, wymyślił nową technologię szlifowania szkła. Do dziś jest ona największą tajemnicą firmy, której wartość szacuje się na 4,6 mld euro. Sukces marki to nie tylko technologia, ale i kunszt marketingowy kolejnych pokoleń jej właścicieli. W latach 70. ubiegłego wieku prawnuk Daniela, Gernot Langes-Swarovski, odczuwając skutki kryzysu, przestał ograniczać się do roli dostawcy kryształów i stworzył swoją własną markę – Swarovski Silver Crystal. Od tej pory kryształy zaczęły ozdabiać przedmioty codziennego użytku. Po kryształowe cuda sięgnęli też artyści – Salvador Dali czy Andy Warhol.

Ważną postacią w firmie jest też Fiona Swarovski. Jako przewodnicząca rady nadzorczej powołała do życia 12-osobową grupę „poszukiwaczy trendów”, którzy odkrywają nowe zastosowania dla kryształów. Dzięki temu dziś ozdabiają one m.in. bieliznę, telefony komórkowe, samochody, telewizory, zegarki, okulary, samoprzylepne tatuaże i obroże dla psów. Pojawiły się też w kilku hollywoodzkich produkcjach filmowych. Obecnie Swarovski ma około 1150 sklepów własnych i partnerskich w 120 krajach, w tym w Polsce. Recepta na sukces w biznesie? Doskonale znał ją Daniel Swarovski, który często powtarzał: „Każda epoka daje wielkie szanse, trzeba być tylko czujnym i potrafić je wykorzystać”. Jaką więc szansę daje nasza epoka? Trafnie ujęła to była dyrektor kreatywna w firmie Swarovski Rosemarie le Gallais, mówiąc: „W dzisiejszym świecie markowe produkty zaspokajają potrzebę poszukiwania tożsamości i sensu. W tym kontekście tylko autentyczne i tradycyjne marki dają gwarancję bezpieczeństwa i trwałości”.

Bankowa przyjaźń

Te słowa idealnie pasują również do marki Raiffeisen. Jak podkreśla Piotr Czarnecki, prezes Raiffeisen Bank Polska, ruch spółdzielczy w Polsce na przełomie XIX i XX wieku kształtował się właśnie na wzór instytucji kredytujących drobnych rzemieślników i rolników oraz kas samopomocowych tworzonych przez Friedricha Wilhelma Raiffeisena. Jest więc to u nas marka bardzo dobrze znana. – Raiffeisen powrócił do Polski w 1991 roku. Wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej byliśmy drugim krajem po Węgrzech, w którym bank otwarł swoją spółkę, choć nastąpiło to niedługo po zmianie ustroju, zatem ryzyko było ogromne, a przyszłość biznesowa niepewna – mówi Piotr Czarnecki. – Jednak kraje regionu są dla Raiffeisena ogromnie ważne, bo rosną szybciej niż austriacki rynek, przynosząc pokaźne dochody. Dlatego bank na pewno nie przestanie tu inwestować – dodaje.
Nasz kraj jest naturalnym polem ekspansji austriackich spółek. Austriacy czują się tu bardzo dobrze, bo, jak tłumaczy Piotr Czarnecki, potrafią się dostosować do naszej mentalności, a poza tym jest w nich trochę „słowiańskości”. – Austriacka ekspansja w żadnym z krajów regionu nie budzi negatywnych emocji ani poczucia zagrożenia. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że Austria postrzegana jest jako kraj neutralny w rozmaitych konfliktach – podsumowuje prezes Czarnecki.



Rzeczywiście „potomkowie Straussa” czują się u nas jak w domu. Franca Kobenter podkreśla, że w Polsce można liczyć na przyjaźń, gościnność i pomoc. – Ponadto tu są pyszne warzywa oraz owoce, które kupuję na bazarkach i mam nadzieję, że w przyszłości nie zamienią się one w supermarkety – mówi. Prezes spółki austria.info drażnią nawet te same rzeczy co Polaków: okropny stan naszych dróg i niekulturalne zachowanie niektórych kierowców.

Sukces misternie utkany

W Polsce działa ponad 400 firm z udziałem austriackiego kapitału oraz przedstawicielstw tamtejszych przedsiębiorstw. Całkowita wartość inwestycji austriackich nad Wisłą to około 4,3 mld euro, co stawia ten kraj na 9. pozycji wśród zagranicznych inwestorów w Polsce. Do znanych austriackich marek należą: Red Bull, Riedel (znakomitej jakości kieliszki), Mirabell (wytwórca czekoladek Mozart Kugeln z wizerunkiem słynnego kompozytora na opakowaniu), Atomic czy Fischer (narty).

Światową sławę zdobyła też, istniejąca od 1950 roku i mająca siedzibę w Bregenz, marka Wolford, kiedyś kojarząca się z luksusowymi rajstopami i body, dziś jednak produkująca tak zwany „Total Look” dla kobiet, czyli ubierająca je od stóp do głów. Wolford już w latach 80. rozpoczął owocną współpracę z międzynarodowymi projektantami mody. Są to m.in. Thiery Mugler, Jean Paul Gaultier, Philippe Starc, Vivienne Westwood, Missoni, Kenzo, Valentino. Powstały oryginalne i niepowtarzalne kolekcje. – Rajstopy Wolford, bo z ich produkcji firma zasłynęła, nie należą do tanich, ale są chętnie kupowane z powodu doskonałej jakości i walorów estetycznych. Cechuje je niesłychana trwałość. Sama nosiłam te rajstopy… 12 lat, dopóki nie przetarły się szwy na palcach. Ale oczka nie puściły – podkreśla Olga Karner reprezentująca markę Wolford w Polsce. – Wolford stawia przede wszystkim na jakość, dlatego każdy produkt, zanim trafi na półkę, jest kilkanaście razy kontrolowany, a specjalny proces produkcji umożliwia uzyskanie produktów bezszwowych – tłumaczy nasza rozmówczyni. Obecnie produkty Wolford sprzedawane są w 65 krajach, również w Polsce, gdzie znajduje się 9 sklepów.

Panierka musi falować

Stefan Hnatek, z pochodzenia Austriak, mieszka w Polsce od 1996 roku. Jako pracownik branży ubezpieczeń realizował projekty zawodowe w kilku europejskich stolicach. Jak podkreśla, to Warszawa przyjęła go najserdeczniej. Postanowił więc zostać. Od dwóch lat prowadzi restaurację CK Oboźnia. Nazwa nawiązuje wprawdzie do czasów cesarskich, ale, jak mówi właściciel, zarówno wnętrze lokalu, jak i proponowane menu mają przybliżyć Polakom nowoczesne oblicze jego ojczystego kraju. – Kuchnia austriacka jest często mylona przez Polaków z bawarską, czyli tłustą i ciężką. Tymczasem stanowi ona mieszankę wpływów czeskich, węgierskich, słoweńskich, polskich, bałkańskich, a nawet włoskich. Każdy land ma swoje własne tradycje kulinarne. Najbardziej jednak znana i promowana na świecie jest kuchnia wiedeńska – mówi Stefan Hnatek. W związku z powyższym w CK Oboźnia można zjeść sznycel wiedeński z prawdziwego zdarzenia – to jedyny stały punkt menu. Robi się go z cienko rozbitej cielęciny, z odpowiednio doprawionym jajkiem. Wszystko musi być wysmażone na sklarowanym maśle. – Charakterystyczną cechą tego dania jest panierka z bułki tartej. Musi odchodzić od mięsa i falować, dzięki czemu powstaje komora, w której mięso cielęce się dusi – tłumaczy właściciel lokalu.

Inne dania w stylu wiedeńskim to gęsty rosół na wołowinie z knedliczkami czy też wołowe, cielęce oraz zrobione na bazie podrobów gulasze.

Mało kto wie, że w Austrii są 4 regiony winiarskie – najważniejszy z nich to „Weinland”, podzielony w 16 subregionów. Ich łączna powierzchnia jest mniej więcej taka jak powierzchnia samej Burgundii. Niemniej żyje tu aż 32 tys. winiarzy prowadzących około 1,5-hektarowe uprawy. Austria to przede wszystkim kraj białego wina, choć w ostatnich latach produkuje się coraz więcej wina czerwonego. Właściciele winnic prowadzą sezonowo maleńkie bary winiarskie, w których sprzedają swoje wyroby. CK Oboźnia również sięga do tej tradycji. Można tu spróbować najlepszych naddunajskich win. Smakosze ubolewają, że nie są one bardziej popularne na świecie.

Nic dwa razy…

Entuzjaści widzą w Wiedniu tętniące życiem, a jednocześnie zielone, bezpieczne i przytulne miasto. Malkontenci zadają zaś pytanie, czy to stolica, czy może raczej największe z miasteczek Europy. Niezależnie od tego, kto ma rację, trzeba pamiętać, że Austria to nie tylko Wiedeń, ale też wiele innych miejsc. W 2009 roku rolę Europejskiej Stolicy Kultury pełni Linz – otwarte na świat miasto, w którym żyje 150 grup etnicznych. Jest znane m.in. z barokowej starówki, przepięknego rynku, Muzeum Sztuki Lentos oraz miłości do muzyki elektronicznej. – Linz chce zmienić swój typowo przemysłowy wizerunek – tłumaczy Franca Kobenter. I tak samo jak Linz – zmienia się cała Austria. Ku rozczarowaniu tych, którzy chcieliby, aby królował tu niepodzielnie klimat Cesarstwa. Nie od dziś jednak wiadomo, że nie można wejść dwa razy do… tego samego Dunaju.

Justyna Welard
Źródło:
Tematy
Weź udział w promocji i zgarnij premię
Weź udział w promocji i zgarnij premię

Komentarze (3)

dodaj komentarz
~Foliranti
Zaraz zaraz jaki "Jerzy Kulczycki" ???
Nie byl on zadnym polakiem. Nazywal sie Юрiй Кульчицький i byl rejestrowym kozakiem z Ukrainy w skladzie zjednoczonych dywizji wojska krolewskiego
Zaraz zaraz jaki "Jerzy Kulczycki" ???
Nie byl on zadnym polakiem. Nazywal sie Юрiй Кульчицький i byl rejestrowym kozakiem z Ukrainy w skladzie zjednoczonych dywizji wojska krolewskiego i kozakow zaporoskich,
Warto chociaz by odwiedzic jego pomnik w Wiedniu i zobaczyc wszystko na wlasne oczy.
Przeklamany szowinistyczny artykul.
~gość
artykuł jak artykuł ale te pointy już głupsze być niemogły.
~tymon
Austryjacy to szowinisci jakich mało Ja bym tam nie jechal potomkowie Hitlera z uroczymi miasteczkami takimi jak Amstetten

Powiązane: Podróże

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki