Publikowane w ostatnich dniach dane z gospodarki Stanów Zjednoczonych regularnie rozczarowywały ekonomistów. W grudniu liczba sprzedanych domów na rynku pierwotnym spadła o 45% r/r i była najniższa od pół wieku. Piąty miesiąc z rzędu mocno spadły zamówienia w przemyśle, zaś z zasiłku dla bezrobotnych żyje prawie 4,8 mln Amerykanów – najwięcej od roku 1967.
W najbliższych dniach czeka nas wysyp kolejnych ważnych danych z USA. Istnieje poważne ryzyko, że takie wskaźniki jak indeksy ISM czy dane z rynku pracy znów okażą się gorsze od oczekiwań. Oznaczałoby to pogłębienie i tak poważnej recesji w Stanach Zjednoczonych, co oznaczałoby też kolejne problemy chińskiego przemysłu (uzależnionego od eksportu). Oba kraje są największymi na świecie konsumentami miedzi.
Odzwierciedleniem pogarszającej się koniunktury gospodarczej jest słaby popyt na miedź ilustrowany przez rosnące góry zapasów. Wczoraj do składów Londyńskiej Giełdy Metali napłynęło aż 22.750 ton czerwonego metalu. Rezerwy miedzi w LME wynoszą obecnie 477.675 ton i są najwyższe od listopada 2003 roku.
Dlatego też według najnowszej ankiety przeprowadzonej przez agencję Bloomberga 15 z 27 (56%) analityków spodziewa się w przyszłym tygodniu kontynuacji spadków na rynku miedzi. Tydzień temu spadków spodziewało się jednak aż 70% ekspertów.
Tymczasem o godzinie 12:30 w Londynie tonę miedzi można było kupić za 3.150 dolarów, a więc o 1,4% taniej niż na zamknięciu czwartkowych notowań. Od początku tygodnia surowiec ten stracił na wartości 2,5%, mimo że we wtorek za tonę czerwonego metalu płacono 3.500$.
K.K.






























































