Dość nieoczekiwana obniżka stóp procentowych w NBP tylko na chwilę wstrząsnęła notowaniami złotego. Kurs euro pozostał w trendzie bocznym, a notowania dolara zatrzymały się na linii 3,60 zł. Blisko najniższych poziomów w tym roku notowany był funt szterling.


Lipcowa obniżka stóp procentowych w Narodowym Baku Polskim zaskoczyła prawie wszystkich analityków, ale nie była aż taką niespodzianką dla uczestników rynku. Większy wpływ na notowania złotego miała za to czwartkowa konferencja prezesa Glapińskiego w trakcie której złotemu udało się odrobić środowe straty.
W rezultacie w piątek o 9:57 kurs euro wynosił 4,2467 zł i był o 0,9 grosza wyższy niż dzień wcześniej. Warto przy tym odnotować, że notowania euro zaczęły rosnąć po publikacji lipcowej projekcji inflacyjnej NBP. Wynika z niej, że przy założeniu niezmienionych stóp procentowych inflacja CPI powróci do 2,5-procentowego celu dopiero na początku 2027 roku. Rodzi to pytanie, po co Rada Polityki Pieniężnej obniża stopy procentowe? Czyżby członkowie Rady nie wierzyli w realizację projekcji NBP?
- Złoty może się jeszcze nieznacznie umocnić do euro, aczkolwiek przy braku nowych istotnych impulsów z rynku przełamanie strefy wsparć rozciągającej się pomiędzy 4,23-4,2250 na EUR/PLN może okazać się na zakończenie tego tygodnia zbyt trudnym zadaniem - napisano w raporcie PKO BP.
Piątek jest dniem wolnym w Stanach Zjednoczonych i z tego powodu możemy spodziewać się mniejszej aktywności inwestorów i niższej zmienności na rynkach finansowych. Tym bardziej że piątkowe kalendarium makroekonomiczne świeci pustkami.
Po dynamicznych zwyżkach z drugiego kwartału odpoczywa za to kurs EUR/USD. W piątek rano rynek wyceniał jedno euro na 1,1750 dolara – czyli poniżej 4-letniego szczytu leżącego na wysokości 1,1893 USD. W rezultacie kurs dolara do złotego zatrzymał się na poziomie 3,60 zł po tym, jak w tym tygodniu ustanowił 7-letnie minimum (3,5852 zł).
Globalnie nadal bardzo mocny pozostaje frank szwajcarski. O poranku helwecka waluta na polskim rynku była wyceniana na 4,5440 zł, a więc o ponad grosz wyżej niż dzień wcześniej. Nadal jednak są to ruchy w okolicach środka przedziały tegorocznego trendu bocznego, zawierającego się w przedziale 4,50-4,60 zł.
Blisko tegorocznych minimów notowany był za to funt brytyjski, którego rynek wyceniał na 4,9284 zł. To pochodna słabości szterlinga względem i tak bardzo słabego dolara amerykańskiego. Kiepski sentyment do funta wynika z rozczarowania rządami Partii Pracy, która właśnie wycofała się z planów cięć nadmiernych wydatków socjalnych, co oznacza powiększenie i tak już zbyt dużej dziury budżetowej.
KK
























































