O godzinie 14:20 za baryłkę europejskiej ropy marki Brent płacono 82,11$, czyli 0,9% więcej niż przed weekendem. Rano czarny surowiec poprawił swe 15-miesięczne maksimum, osiągając kurs 82,40$. Ropą z Teksasu handlowano zaś po cenie 83,59$ za baryłkę.
Pretekstu do wzrostu cen „czarnego złota” cały czas dostarcza ciężka zima – w niektórych regionach świata temperatury spadły do poziomów nienotowanych od kilku dekad. W myśl rynkowych spekulacji to powinno zwiększyć zużycie oleju opałowego i zachęcić amerykańskie rafinerie do zwiększenia produkcji. Jednakże ostatnie dane Departamentu Energii nie potwierdziły tych oczekiwań, a zapasy destylatów odnotowały jedynie kosmetyczny spadek.
Dodatkowym argumentem zachęcającym do zajmowania długich pozycji jest słabnący dolar, co zwiększa atrakcyjność surowców dla inwestorów spoza USA, zaś amerykańskie fundusze często wykorzystują ropę do zabezpieczenia się przed spadkiem wartości „zielonego”.
Pro popytowym bodźcem były też dane z Chin, wskazujące na dynamiczny wzrost importu. W całym 2009 roku Państwo Środka sprowadziło rekordowe 203,8 mln ton ropy naftowej, umacniając się na drugiej pozycji największych konsumentów tego surowca.
K.K.




























































