Po wielu tygodniach ignorowania działań związków zawodowych, zarząd Dino Polska zaproponował w końcu spotkanie. Tym razem z propozycją wyszli przedstawiciele sieci, której pracownicy mają w ostatnich tygodniach bardzo wiele do zarzucenia. Okazało się jednak, że na spotkanie przyjechało czterech prawników zajmujących się obroną interesów różnych sieci handlowych oraz kierownik ds. BHP.


Po wielu apelach ze strony OPZZ Konfederacja Pracy dotyczących konieczności pilnej poprawy sytuacji w Dino Polska, przedstawiciele sieci w końcu odpowiedzieli na wezwanie związkowców i zadeklarowali gotowość do podjęcia rozmów. Spotkanie wyznaczone na 10 lutego w Katowicach rzeczywiście się odbyło. Tyle tylko, że nie przyjechał na nie nikt z zarządu sieci.
Związkowcy zawiedzeni postawą Dino
Jak twierdzi Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy, po dzisiejszym wydarzeniu związkowcy są głęboko zawiedzeni.
– Spotkanie było krótkie, bo po drugiej stronie był jedynie kierownik BHP i czterech prawników, którzy zwykle zajmują się obroną interesów dużych sieci handlowych. Są znani z pozwów zastraszających działaczy i związki zawodowe. Gdy tylko ich zobaczyliśmy, wiedzieliśmy, że nie będzie z tego nic dobrego – mówi Bankier.pl Wojciech Jendrusiak. – Niestety ich nie interesują sprawy załogi. Najwyraźniej pracodawcy nie zależy na rozwiązaniu problemów pracowników, a jedynie na własnych zyskach. To, co wydarzyło się dziś było niepoważne. To skandal!
W Dino możliwy protest
Jak twierdzi przedstawiciel związków zawodowych, prawnicy w takich rozmowach nie są potrzebni. Wiele wskazuje na to, że teraz odbędą się mediacje.
– Mamy nadzieję, że będą one wyglądały inaczej. Jednak rozważamy też przeprowadzenie protestu w formie manifestacji. W stanie sporu zbiorowego mamy też możliwość zorganizowania strajku ostrzegawczego – mówi Wojciech Jendrusiak. – Nie będziemy czekać bezczynnie, bo sami pracownicy błagają nas, żebyśmy zrobili coś w sprawie zmiany ich warunków pracy.
Według związkowca w jednym sklepie pracują po trzy osoby, a powinno być co najmniej pięć lub sześć.
– To dlatego sieć nie chce ich puszczać na urlopy latem, bo nie ma ich kto zastąpić – uważa Wojciech Jendrusiak. – Ludzie są przemęczeni. W dodatku pracują w marketach, gdzie temperatury są zdecydowanie za niskie. Tymczasem spółka wykorzystuje sytuację mieszkańców małych miejscowości, gdzie zlokalizowane są sklepy i nie ma wielu innych możliwości zatrudnienia.
Niskie płace, w sklepach zimno
Od grudnia związkowcy działający w Dino Polska alarmują m.in. o:
- zbyt niskich wynagrodzeniach dla pracowników,
- braku Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych,
- niskiej obsadzie w marketach i magazynach,
- naciskach na wydajność pracy,
- zbyt niskiej temperaturze w sklepach,
- niskiej jakości posiłków regeneracyjnych w centrach dystrybucji,
- zakazach brania urlopów w miesiącach letnich.
Dlatego też w grudniu 2025 r. w sieci rozpoczął się spór zbiorowy. Tymczasem zarząd Dino Polska dotychczas ignorował działania związkowców. Nie tylko nie odpowiadał na ich postulaty, ale też nie wziął udziału w rozmowach, które były zaplanowane na 16 i 19 stycznia br.























































