Podczas gdy Sejm i Pałac Prezydencki spierają o kształt ustawy o rynku kryptoaktywów, UKNF publikuje stanowisko, które wyjaśnia, jaki los czeka prawdopodobnie polskie firmy działające w tej branży. Czas na dostosowanie do unijnych norm MiCA skończy się 1 lipca i jeśli politycy nie dogadają się w krótkim czasie, rodzimym firmom pozostanie wyprowadzka lub zawieszenie działalności.


Podczas gdy polscy politycy przerzucali się oskarżeniami o "niszczenie Web3" oraz "sprzyjanie rosyjskim służbom", rynek potrzebuje konkretów. Nie otrzymał ich przez ponad 2 lata prac nad ustawą, której głównym celem miało być "obudowanie" polskim prawem unijnego rozporządzenia MiCA - wyznaczenie nadzorcy i określenie sankcji za łamanie prawa.
Urząd Komisji Nadzoru Finansowego opublikował właśnie dokument, który precyzuje sytuację podmiotów z tej branży w obliczu luki prawnej.
ReklamaZobacz także
Nadzorca widmo? KNF na liście ESMA z zastrzeżeniem
Sytuacja polskiego nadzoru nad rynkiem kryptoaktywów jest bezprecedensowa. Choć ustawa wyznaczająca Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) jako organ właściwy wciąż nie weszła w życie, polski nadzorca figuruje już w wykazie Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA).
KNF wyjaśnia jednak, że wpis ten ma charakter czysto techniczny i jest opatrzony zastrzeżeniem o braku formalnego wyznaczenia. W efekcie kompetencje Komisji ograniczają się obecnie jedynie do emitentów tokenów będących e-pieniądzem (EMT).
W kluczowych dla rynku obszarach, takich jak nadzór nad dostawcami usług (CASP) czy emisja tokenów powiązanych z aktywami (ART), w polskim systemie prawnym panuje próżnia.
Pułapka okresu przejściowego
Dla firm już działających na polskim rynku kluczowy jest art. 143 ust. 3 rozporządzenia MiCA. Pozwala on podmiotom świadczącym usługi w zakresie kryptoaktywów na kontynuowanie działalności zgodnie z dotychczasowym prawem krajowym. W polskim realiach oznacza to funkcjonowanie w oparciu o wpis do rejestru walut wirtualnych prowadzonego przez Izbę Administracji Skarbowej w Katowicach.
UKNF w swoim stanowisku stawia jednak sprawę jasno: podmioty korzystające z okresu przejściowego działają wyłącznie lokalnie. Nie mogą korzystać z unijnych zasad działania transgranicznego. Co więcej niedługo nie będą mogły świadczyć usług również w Polsce.
Okres przejściowy wyznaczony przez MiCA kończy się 1 lipca 2026 roku. Jeśli do tego czasu Polska nie wyznaczy organu właściwego i podmioty nie uzyskają licencji, utracą możliwość legalnego świadczenia usług - wskazał KNF.
Teoretycznie spółki będą mogły odmrozić działalność, jeśli w końcu w Polsce zostanie przyjęte stosowne prawo i zdobędą zezwolenie. W praktyce do tego czasu stracą jednak rynek i klientów.
Polska otwartym rynkiem dla zagranicy, ale zamkniętym dla swoich?
Podczas gdy polskie firmy są uwięzione w krajowym rejestrze bez możliwości wyjścia na unijny rynek, zagraniczni dostawcy usług (CASP) mogą bez przeszkód wchodzić do Polski na licencjach uzyskanych w innych krajach.
Stanowisko KNF pojawia się w momencie skrajnej polaryzacji politycznej wokół tematu kryptowalut. Z jednej strony rządowa koalicja forsuje przepisy mające jej zdaniem chronić Polaków inwestujących w na tym rynku i walką z "rosyjskim śladem" w kryptoaferach. Ustawa ma wyposażyć KNF w rygorystyczne narzędzia: od blokowania domen internetowych po kary pieniężne do 10 mln zł i odpowiedzialność karną.
Z drugiej strony opozycja, reprezentowana m.in. przez Janusza Kowalskiego wytyka rządowi "nadregulację", wskazując, że Polska ustawa liczy 118 stron, podczas gdy niemiecka implementacja zamknęła się w 78, a czeska na zaledwie 14 stronach. Spór dotyczy także surowości kar - PiS zapowiadał własny projekt ustawy oparty na zasadzie "UE + 0".
Co dalej z polską branżą kryptowalut?
Choć 18 grudnia 2025 r. Sejm ponownie uchwalił ustawę (241 głosów „za”), los przepisów zależy od decyzji głowy państwa. UKNF w swoim stanowisku stawia sprawę jasno: termin 1 lipca 2026 roku nie podlega przedłużeniu ani ustawą krajową, ani decyzją urzędników.
Jedyną nadzieją dla polskich spółek z branży kryptowalut, które chciałyby nadal prowadzić działalność z Polski, jest więc szybkie przyjęcie ustawy i rozpoczęcie procesu licencyjnego. Nadzieje na takie zakończenie są jednak znikome.
Większość w Sejmie nie dopuściła do przegłosowania nawet drobnych poprawek w ustawie o rynku kryptoaktywów i wróciła ona do prezydenta w niemal identycznej formie do tej, którą zawetował. Pomysły zgłoszone przez Polskę 2050, za którymi opowiedziały się również PiS i Konfederacja, zostały odrzucone głosami KO i Lewicy.
Jak słyszymy od osoby związanej z branżą, najbardziej prawdopodobne jest ponowne weto ze strony Karola Nawrockiego. Być może po nim swoją propozycję ustawy zgłosi PiS. Pytanie tylko czy nie utknie ona w sejmowej zamrażarce.
Skutki prawnego paraliżu wokół branży kryptowalut w Polsce, są jasne: firmy z Polski chcące nadal działać na tym rynku, będą działać na nim z innych państw UE i płacić w nich podatki. Za przykład może posłużyć XTB, które w grudniu pozyskało odpowiednią licencję na Cyprze.
Michał Misiura


























































