Zanim Belka spadnie ci na głowę...
Pojawiły się pierwsze ofiary gwałtownej przeceny złotego na początku lipca. Pamiętam, jak tuż przed tym lipcowym załamaniem kursu złotego wskazywałem w jednym ze swych komentarzy na to, by firmy zabezpieczyły się przed spodziewanym wzrostem kursu dolara i euro. Napisałem też zdanie brzmiące mniej więcej tak:" Zapewne i tym razem znajdą się tacy, którzy w przypadku zmiany kierunku trendu poniosą straty na różnicach kursowych. Zapewne po raz kolejny stwierdzą, iż nie sposób było przewidzieć aż tak silnego ruchu na rynku walutowym. No cóż przewidzieć nie można, ale można się przed tym zabezpieczyć". Polska Telefonia Cyfrowa - operator sieci ERA GSM zdaje się być właśnie tego typu ofiarą. Dwa lata temu firmie tej przydarzył się podobny wypadek.... Może do trzech razy sztuka wobec tego?
Nie ulega wątpliwości, że po okresie panicznej wyprzedaży złotego pojawili się kolejni naśladowcy spragnieni wysokich zysków z papierów skarbowych. O hazardzie moralnym w ich wykonaniu pisałem kilkukrotnie i nie będę się teraz powtarzać. Ciekawe jak to wszystko się skończy. Przeczuwam nadchodzący podobny - jeśli nie w większej skali - szał zakupu walut w najbliższych tygodniach. W piątek mieliśmy pierwszy taki objaw paniki, kiedy to z rana kurs koszyka doszedł nawet do 3,9231 złotego. Dolar w tym czasie kosztował 4,1609 a euro 3,6853. Już prawie, prawie doszło do większego osłabienia złotego. Ale to jeszcze nie teraz. Podobnie było w czerwcu. Wtedy też kilka razy mieliśmy takie właśnie zrywy, po których następowało uspokojenie. Te uspokojenia jednak polegały na oszukaniu rynku, by cichcem w tym czasie sprzedać obligacje i bony skarbowe na rynku wtórnym i pozamykać pozycje w złotym w transakcjach SWAP. Tak będzie i teraz. Trwa właśnie ucieczka zagranicy i trzeba zachować szczególną czujność. Kto odważny i mało cierpliwy, już teraz powinien zastanowić się nad kupnem większej ilości walut.
Z niektórych analiz moich przyjaciół wynika (na podstawie teorii fal Eliota, teorii równości fal oraz innych), iż czeka nas w przeciągu kilku tygodni wzrost kursu dolara do 4,6-4,7 złotego. Oby to było prawdą. Chciałbym bowiem upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Pierwsza - to zakup kontraktów terminowych lub opcji kupna na dolara i euro (nadal w równej proporcji, gdyż nie jestem w stanie ocenić, która waluta - USD czy EUR - będzie silniejsza w nadchodzących tygodniach). To może być druga dobra transakcja w tym roku. Po silnym wzroście być może zamknę pozycje spekulacyjne, być może pozwolę im trwać do czasu, gdy będą mi powiększały zyski pamiętając o ustawieniu linii obrony. Drugą pieczeniom, którą zamierzam upiec będzie wzięcie kredytu hipotecznego w dolarach. Oprocentowanie takiego kredytu wnosi około 5-6% w zależności od banku. Gdyby tak jeszcze trafić na wyskoki kurs dolara... ech marzenia.... czasami lubią się spełniać.
ReklamaZobacz także
Spójrzmy na wykresy. Na skutek popołudniowego odreagowania na rynku walutowym w piątek pojawiła się nieprzyjemna (dla posiadaczy długich pozycji w kontraktach na dolara i euro) formacja spadającej gwiazdy. Co prawda wymowa tego jest umniejszona, gdyż nastąpiła po małej fali wzrostowej - a powinna pojawić się po dłuższej fali. Myślę, że teraz czeka nas jeszcze okres stabilizacji na poziomie 3,82-3,92 złotego na wykresie "koszyka". Dopiero potem silne wybicie w górę będzie stanowiło sygnał zajęcia pozycji. Czy i tym razem nieoceniona będzie formacja 1-2-3? Do tej pory nigdy mnie nie zawiódł sygnał płynący z tej formacji. Szkoda tylko, że pojawia się on tak rzadko. Na wykresie tygodniowym mamy co prawda zieloną świeczkę, ale tak jak mówiłem wszystko wskazuje na to, że obecny poziom notowań jeszcze się utrzyma. Dlatego też tylko bardzo niecierpliwi już teraz kupują kontrakty na waluty. Ja jeszcze troszkę poczekam. Podobne sygnały ostrzegawcze pojawiły się na wykresach kursu EUR/PLN oraz USD/PLN, gdzie doszło do chwilowego wyjścia górą z opadających kanałów.
Rzadko pokazuję wykresy kursów innych walut w relacji do złotego. Tym razem proszę spojrzeć na wykres funta brytyjskiego oraz franka szwajcarskiego. Na wykresie funta trudno doszukać się jakichś wskazówek. Za to na wykresie franka widać, że powoli rozbudowuje się prawe ramię odwróconej formacji "Głowy i Ramion". Jeśli kurs franka nie spadnie poniżej 2,42 złotego a następnie odbije się w górę, to będzie to poważny sygnał zakończenia wielomiesięcznego okresu umacniania złotego.
Teraz słów kilka na temat rynku międzynarodowego. Tutaj tradycyjnie najważniejszym wykresem jest wzajemna relacja dolara i euro. Nadal sprawa jest nie jasna. Dlatego najlepiej unikać zajmowania pozycji na tym rynku. Poczekajmy - mówię to po raz chyba setny - do połowy stycznia. Zobaczymy, czy wprowadzanie monet i banknotów euro do obiegu będzie przebiegać sprawnie. Na razie widać formację opadającego kanału. Jeśli ktoś czuje się na siłach, by grać na takich wahaniach od linii oporu do linii nawrotu, to życzę powodzenia. Na wykresie tygodniowym widać natomiast kształtujący się od kilkunastu miesięcy układ horyzontalny. Ciekawie wygląda wykres kursu franka szwajcarskiego w relacji do dolara. Jest spora szansa na wzmocnienie waluty szwajcarskiej i marsz do poziomu 1,55 franka za dolara. Niewiadomą pozostaje kierunek ruchu na wykresie funta brytyjskiego. Tutaj mamy bowiem do czynienia z trójkątem. Wyjście w obie strony ma jednakowe prawdopodobieństwo w chwili obecnej. Jednak już po wyjściu z tej formacji może dojść do energicznego ruchu - ciekawe tylko w którą stronę? Ja tego nie będę próbował odgadnąć.
I tyle jeśli chodzi o rynek walutowy. U nas sprężyna zaczyna się coraz mocniej napinać. Trzeba zachować czujność. Ciekawe czy po raz trzeci pojawią się za parę miesięcy informacje na temat ofiar nieprzewidywalnych gwałtownych zmian na rynku walutowym (vide: PTC). Obawiam się, że jednak Polak i przed i po szkodzie głupi...
Teraz pora na rynek pieniężny. Ale uwaga. Obiecuję, że nudno nie będzie. Tak więc zwolennicy rynku walutowego - doczytajcie do końca a ręczę, że nie pożałujecie. Już na wstępie proponuję zerknąć na ten oto wykres. Jest to krzywa FORWARD, czyli krzywa wskazująca na oczekiwania uczestników rynku międzybankowego w sprawie przyszłych stóp procentowych. Właśnie parę dni temu krzywa ta uległa odwróceniu, a raczej wyprostowaniu wcześniejszego załamania. Tak czy siak uczestnicy rynku przestali oczekiwać dalszych obniżek stóp krótkoterminowych. Takie zmiany nastawienia na rynku zachodzą bardzo rzadko - raz na kilkanaście miesięcy - i poprzedzają rewolucyjne zmiany na rynkach finansowych. Bierze się to ze zmian w planach inwestycyjnych wielkich banków. Jeśli tak, to czeka nas wkrótce wielkie przemieszczanie kapitału. Czyżby przygotowanie do nowego roku finansowego? Chyba tak.
Odwrotny kierunek ma krzywa FORWARD w przypadku lokat w euro. Tutaj rynek dalej oczekuje spadku stóp procentowych. Widzimy więc, że Europa Zachodnia i Ameryka stoją na przeciwnych biegunach cykli koniunkturalnych. Może zbyt silne stwierdzenie. Powinienem powiedzieć cykli zmian stóp procentowych. A jak wygląda ta krzywa u nas? Uległa zdecydowanemu spłaszczeniu, choć nadal jest opadająca. Oznacza to, że rynek nadal oczekuje obniżek stóp krótkoterminowych, jednak z mniejszym przekonaniem niż dotychczas. Lokaty dłuższe niż 3 miesiące zaczęły nawet drożeć (wzrosło oprocentowanie). Myślę, że to skutek obaw banków co do wpływu podatku od odsetek na możliwość pozyskiwania kapitału na kredyty. Jeśli faktycznie część depozytów ulegnie zamknięciu, a pieniądze te powędrują do rajów podatkowych, to zmniejszy się masa depozytów, którymi banki mogą finansować kredyty. A to oznacza większą trudność w dostępie do gotówki, czyli wzrost ceny pieniądza. No i masz babo placek... Koalicja chciałaby, by stopy procentowe zaczęły spadać, a tu banki na rynku zaczynają podnoście stopy w górę. Na razie tylko w transakcjach między sobą, ale być może niedługo doczekamy się wzrostu oprocentowanie kredytów i depozytów. To by mogło zrekompensować wpływ podatku. No zobaczymy co się z tego wykluje.
Na koniec słów kilka na temat sposobu uniknięcia haraczu ze strony Państwa. Myślę tutaj o głośnym już podatku od odsetek i innych przychodów finansowych z kapitału. Okazuje się, ze coraz to nowe poprawki posłów i senatorów doprowadziły do tego, iż cała Ustawa ma szansę wyładować w koszu po decyzji Trybunału Konstytucyjnego. Największym błędem (spośród dziesiątek innych) jest fakt, iż prawo to będzie działać wstecz. Jak inaczej bowiem nazwać opodatkowanie dochodów z lokat długoterminowych jeśli te zostaną zerwane przed końcem. Wyobraźmy sobie taką oto sytuację. Kowalski jest ciężko chory i ma na koncie kilkaset tysięcy złotych, które otrzymał w spadku. Żyje z tego jak z renty inwalidzkiej wypłacając sobie co miesiąc kilka tysięcy złotych z narosłych odsetek. Ponieważ lokatę założył sobie w czerwcu, gdy jeszcze nikt nie przewidywał podatku od takich dochodów śpi spokojnie. Państwo nic mu nie zabierze. Niestety ma pecha... Jego stan zdrowia się pogarsza i musi szybko poddać się operacji, która może przedłużyć jego życie. Szpitale nie robią jednak tego typu operacji w ramach ubezpieczenia społecznego i Kowalski musi zebrać fundusze. Wstydzi się jednak wyciągać rękę do obcych ludzi (ogłoszenia w prasie, w telewizji, itp.) i postanawia zerwać swoją lokatę długoterminową. I tutaj właśnie tafia na problem, gdyż po zerwaniu takiej lokaty - a zgodnie z poprawkami do Ustawy - dajmy na to w roku 2005 będzie musiał zapłacić wstecz podatek od wszystkich odsetek wypłaconych po 1 marca 2002. Jeśli Kowalski odsetki te wydawał na bieżące życie i leczenia, to może się zdążyć, że nie starczy mu na operacje. No cóż. Już w jednym z kabaretów na pytanie staruszki: "Jak żyć???!!!" pada odpowiedź: "Krótko!!!"...
Tak, coraz bardziej nasza obecna sytuacja przypomina kabaret. I nie wiadomo tylko, czy płakać, czy się śmiać. Osobom starającym się uniknąć płacenia podatku od oszczędności i chcących ulokować kapitał w ziemi - kupując tanio od rolnika - radzę się pośpieszyć. Właśnie przygotowywana jest ustawa w Sejmie na temat wprowadzenia koncesji na działalność rolniczą. Tak więc nie będzie tak łatwo stać się posiadaczem gruntów rolnych. Przecież nie może być tak, że ziemie kupują osoby nie spełniające pewnych kryteriów i wymogów formalnych...
Ja póki co nie czekam na nową ulgę mieszkaniową, tylko pozbywam się części oszczędności już teraz. Kupuję mieszkanie (będę je wynajmował) wpłacając część kwoty z własnych środków a resztę z kredytu hipotecznego. To co mi zostanie ulokowałem w obligacje 10-letnie o zmiennej stopie procentowej. Pamiętacie jak mówiłem, iż obligacje DZ staną się tak płynne jak TZ? To już jest fakt. Podobnie było, gdy do historii przechodziły słynne obligacje roczne oparte o wskaźnik inflacji. Na początku tego okresu obligacje trzyletnie (TZ) były tak samo nieufnie traktowane. Ważną zaletą ponadto obligacji DZ jest to, iż mamy pewność co do przyszłych dochodów z tych papierów. Będą one zawsze wyższe od rentowności bonów 52-tygodniowych i to o cały jeden punkt procentowy - tak list emisyjny tych obligacji. W przypadku lokat bankowych nie mamy takiej gwarancji. Może się bowiem zdarzyć, iż zaraz w marcu banki będą oferować nowe lokaty długoterminowe z kuponem 3 miesięcznym odsetek po znacznie niższym oprocentowaniu. Przykładowo lokata nowa 3 miesięczna będzie oprocentowana na 10% w skali roku a stara 10-letnia lokata z 3-miesięcznym okresem odsetkowym będzie oprocentowana w wysokości 8%. Jeśli zechcemy przeskoczyć z jednej lokaty na drugą, to podpadniemy pod Ustawę i zapłacimy podatek od takiej nowej lokaty. Tak więc najbezpieczniej jest kupić obligacje. Być może warto zastanowić się nad kupnem jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych. Myślę, że jest to równie dobry pomysł.
Pamiętajmy jeszcze o jednym. Nie czekajmy z kupnem obligacji do końca listopada. Nie chodzi tu o płynność (ostatnio obrót na rynku obligacji na GPW przewyższał obrót na rynku akcji - co nie miało dotąd miejsca w historii naszej giełdy), lecz o fakt, iż rozliczenie transakcji odbywa się 3 dni po dniu złożenia zlecenia kupna. Jeśli więc ktoś będzie chciał kupić obligacje w piątek 30 listopada, to transakcja taka zostanie rozliczona dopiero w środę 5 grudnia- czyli już po ogłoszeniu Ustawy. Lepiej więc zrobić to wcześniej.
Życzę wszystkim udanej ucieczki przed "podatkiem Belki"
Jacek Maliszewski
























































