
Najbardziej zdumiewająca jest skala rozdawnictwa, które choć zawsze kampaniom wyborczym towarzyszy, w tym roku przybrało astronomiczne wręcz rozmiary. W ciągu miesiąca dowiedzieliśmy się, że w przypadku dojścia do władzy poszczególnych partii obniżone zostaną podatki, najbiedniejsi emeryci i renciści będą mogli liczyć na dodatki, wzrosną wydatki socjalne dla rodzin wielodzietnych, a także będziemy mogli liczyć na wzrost płac w sferze budżetowej (to tylko niektóre obietnice).
Szkoda tylko, że żadna z partii słowem nie wspomina o tym, skąd te pieniądze weźmie. A kwota jest niebagatelna. Według raportu przygotowanego przez Forum Obywatelskiego Rozwoju suma, którą poszczególne partie musiałby dodatkowo „znaleźć” w budżecie państwa przekrasza…300 mld złotych. Przyrównując to do wysokość długu publicznego, który przekroczył w Polsce 800 mld, pozostaje zapytać polityków, czy naprawdę mają nas (obywateli) za idiotów?
Co mówią nam sondaże? Że jesteśmy skazani na koalicję
Choć prawie wszyscy kwestionują wiarygodność przeprowadzanych w Polsce badań sondażowych, pokazują one niewątpliwie dwie rzeczy: że zwycięzcą wyborów zostanie ktoś z dwójki PO - PIS, oraz że nie jesteśmy do końca w stanie przewidzieć kto rzeczywiście do sejmu wejdzie. Wiemy także, że skazani jesteśmy na koalicję, jednak jej ostateczny skład na jest na razie nie do przewidzenia.
Najgorsze jednak w wyborczej układance jest to, że przed nami chyba jeden z najtrudniejszych momentów w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Jesteśmy u progu drugiej fali kryzysu i wszystko wskazuje na to, że tym razem dotknie on Polski w znacznie większym stopniu niż to miało miejsce w latach 2008-2009.
A ponieważ od polityków wciąż bardzo wiele zależy, bardzo istotne jest kto do rządu wejdzie, a także, czy będą go tworzyły dwie, trzy a może nawet cztery partie. Dziś nie można wykluczyć ani koalicji PO-RPP-PJN, ani tym bardziej PiS-u z SLD mimo, że politycy obu tych partii deklarują, że do takich rozmów nawet nie usiądą. Jednak chęć powrotu do władzy zarówno polityków PiS-u, a tym bardziej Sojuszu, pewnie okaże się w tym wypadku silniejsza od historycznych uprzedzeń i przedwyborczych deklaracji.
„Gospodarka głupcze, gospodarka”
To słynne powiedzenie z czasów Clintonowskiej prezydentury powinni sobie wziąć do serca politycy, którzy będą rządzić krajem przez najbliższą kadencję. Polityka gospodarcza, pilne reformy i oddłużanie państwa powinny być priorytetami rządu, bez względu na to czy będzie to rząd PiS-u, Platformy czy nawet PO-PiSu. Pytanie tylko, czy naprawdę tego chcemy i czy jest to w rzeczywistości możliwe.
Po pierwsze, niezależnie od ostatecznego podziału mandatów, możemy mieć wątpliwości czy aby na pewno przyszli posłowie, a w szczególności członkowie rządu, będą osobami wystarczająco kompetentnymi, do przeprowadzenia w kraju niezbędnych reform i właściwego reagowania na zawirowania na rynkach i w gospodarce. Patrząc wstecz, obawy wydają się być uzasadnione. Drugą sprawą jest to, czy kształt koalicji i jej ewentualna „opozycyjność” względem Prezydenta, nie będzie elementem paraliżującym jakąkolwiek decyzyjność polskich organów władzy.
| Partia | Co obiecali? (niektóre obietnice) | Ile to będzie kosztować? (w mld zł – założenia maksimum) |
| PO | Budowa świetlików | 2 |
| Zwiększenie budżetu centrum nauki | 2 | |
| Edukacja przedszkolna 3 i 4-latków | 5 | |
| Podwyżki w sferze budżetowej | 28 | |
| PJN | Ujednolicenie PIT | 51 |
| 400 zł miesięcznie na każde dziecko | 83 | |
| Konta edukacyjne dla dzieci | 31,5 | |
| PSL | Program dofinansowania edukacji młodzieży | 5 |
| Obniżenie VAT na art. dziecięce | 6 | |
| Emerytury obywatelskie | 200 (!) | |
| PiS | Zwiększenie wydatków na wojsko | 3,4 |
| Zwiększenie wydatków na służbę zdrowie | 52,8 | |
| Laptopy dla uczniów | 7,5 | |
| Dodatki dla emerytów i rencistów | 20 | |
| RPP | Refundacja in vitro i antykoncepcji | 2 |
| Darmowy internet | 2 | |
| SLD | Inwestycje w infrastrukturę | 94 |
| Sfinansowanie programu edukacyjnego | 35 | |
| Świadczenia socjalne | 24 | |
| Wzrost wydatków na sport | 5,6 |
Można przecież wyobrazić sobie sytuację, w której wybory wygrywa Prawo i Sprawiedliwości i tworzy koalicję rządową z Polskim Stronnictwem Ludowym. Nie jest żadną tajemnicą, że w takim wypadku prezydent Komorowski dość często będzie korzystał z prawa veta. Koalicja nie będzie go jednak mogła odrzucić, nie mając w sejmie 3/5 większości.
Choć przykład sojuszu PiS-u z PSL jest dość radykalny, wykluczyć go nie można. Jednak jak pokazały dwie ostatnie kadencje sejmu i teoretyczna przychylność Pałacu Prezydenckiego wcale nie musi oznaczać skutecznych i daleko idących reform. Tak było w przypadku rządów PiS-u za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego, ale także w ciągu ostatniego roku, kiedy u schyłku rządów PO, władzę w Pałacu objął Bronisław Komorowski.
Wszystko jest wciąż w naszych rękach
Czy to wszystko znaczy, że w niedzielę mamy odpuścić sobie wizytę w lokalach wyborczych? W żadnym wypadku. Mimo, że wciąż nie wszyscy w Polsce to rozumieją – każdy głos ma znaczenie.
Jak pokazały wybory parlamentarne w 2007 roku, o być albo nie być w sejmie poszczególnych kandydatów nie decydują wcale tysiące, a dziesiątki głosów (a nawet mniej). W przypadku wyborów samorządowych różnica potrafi być jeszcze mniejsza.
Tak więc mimo braku okręgów jednomandatowych w wyborach do sejmu, warto nie tylko wrzucić do urny głos, a także dokładnie decyzję przemyśleć i starać się głosować mniej na partię, a bardziej na konkretnego kandydata, który nie jest nam zupełnie obcy.
Szymon Matuszyński
Bankier.pl































































