Po pięciu spadkowych sesjach z rzędu WIG20 wreszcie zakończył dzień na zielono. Flagowy indeks GPW dzielnie broni linii 2800 punktów, w czym we wtorek pomogły mu zwyżkujące walory Orlenu i KGHM-u.


WIG20 zyskał we wtorek 0,61% i zakończył sesję na poziomie 2 819,10 punktów. Była to pierwsza wzrostowa sesja od 15 września – pięć poprzednich WIG20 zakończył pod kreską. Natomiast z poprzednich 10 dni roboczych tylko w dwa udało się uniknąć spadków.
Definitywnie nie jest to więc pokaz siły naszego parkietu. Tym bardziej że na Wall Street od kilku tygodni panują szamańskie nastroje, a nowojorskie indeksy seryjnie ustanawiają nowe rekordy wszech czasów. Za Atlantykiem trwa boom (bańka?) związany z branżą AI czy komputerami kwantowymi. A u nas zastanawiamy się, czy otworzyć granicę z Białorusią i po co w ogóle było ją zamykać.
W gronie blue chipów pozytywnie wyróżniły się walory Orlenu, które podrożały o 3,3% przy obrotach przekraczających 258 milionów złotych. W ten sposób notowania akcji płockiego koncernu wyceniane są najwyżej od sierpniowego odcięcia dywidendy i od początku września zyskały już 8,7%. Drugim motorem wzrostów były papiery KGHM-u, które po zwyżce o 1,4% są notowane blisko tegorocznych maksimów. Czerwoną latarnią WIG-u 20 były zniżkujące o 1,9% walory CD Projektu.
WIG poszedł w górę o 0,51% przy obrotach na poziomie 1,41 mld złotych. mWIG40 zyskał 0,48%, podczas gdy sWIG80 stracił 0,38%. Na szerokim rynku przewaga liczebna walorów zwyżkujących nad zniżkującymi była minimalna. Sporo (bo prawie 2% rynku głównego) było także spółek ustanawiających przynajmniej 52-tygodniowe minima notowań. Trudno uznać taką sesję za jednoznacznie wzrostową.
- Dzisiejsza sesja jest neutralna. Mamy odreagowanie po wczorajszej słabości. Dane PMI z Europy i ze strefy euro trochę rozczarowały, ale nie w takim stopniu, żeby obalić tezy stawiane przez makroekonomistów, którzy oczekują powolnego ożywienia w gospodarce. Teraz trwa wyczekiwanie za dane odnośnie aktywności gospodarczej w Stanach Zjednoczonych - powiedział PAP Biznes Mateusz Chrzanowski, analityk Noble Securities.
Wstępne wrześniowe odczyty wskaźników PMI dla strefy euro wskazały na zadyszkę w przemyśle i delikatne przyspieszenie wzrostu w sektorze usług. Generalnie ożywienie gospodarcze w eurolandzie jest bardzo rachityczne i trudno tutaj być przesadnym optymistą. Europa pozostaje w tyle za Ameryką i Chinami, gdzie trwa boom związany z algorytmami AI i potężnymi inwestycjami w centra dane. W Unii Europejskiej wytwarza się za to ogromne ilości „regulacji” i biurokracji.
Do tego Komisja Europejska upiera się w swym klimatycznym obłędzie, wciskając nam na siłę cele redukcji emisji CO2. Trudno się zatem dziwić, że w ostatnich tygodniach DAX spada, podczas gdy S&P500 i Nasdaq śrubują historyczne rekordy.
- Jakiś czas temu opadliśmy od szczytów, co jest w dużej mierze efektem zapowiedzianego podwyższenia CIT dla banków. Po ogłoszeniu tego pomysłu nasze banki odchyliły się od europejskich i nie wróciły już do tego samego miejsca, więc ta słabość nam ciąży – ocenił Mateusz Chrzanowski z Noble Securities.
Oprócz ciążących bankom pomysłom podatkowym rządu, w poprzednich tygodniach korygował się też drugi motor tegorocznej hossy na GPW, czyli spółki energetyczne. Od lipcowego szczytu do wczorajszego dołka WIG-Energa oddał 14%. Ale dziś indeks ten zyskał 1,6%, rysując na wykresie zalążek formacji podwójnego dna.
























































