Real Madryt cudem lub - jak kto woli - kontrowersyjną decyzją sędziego uratował remis w meczu z Valencią. Niewiele brakowało aby hit 24. kolejki Primera Division, mecz lidera z wiceliderem zakończył się niespodziewaną porażką "Królewskich" na Santiago Bernabeo. Real przegrywał od 75. minuty, kiedy to Roberto Ayala celnie strzelił głową. Zanosiło się na zmianę lidera... W doliczonym już czasie gry sędzia podyktował a raczej podarował gospodarzom karnego, którego ma bramkę zamienił Luis Figo.
W ŚRODĘ Zinedine Zidane dał się sprowokować piłkarzowi Sevilli i odepchnął Pablo Alfaro. Hiszpan zrobił całe przedstawienie udając, że Francuz uderzył go łokciem w twarz. Czerwona kartka dla Zidane’a i przedstawienie trwało następne dwa dni.
Trzy razy nie
Rozgorzała prawdziwa wojna o jednego z najlepszych piłkarzy Realu, bo w ligowym meczu sezonu z Valencią, mogło go zabraknąć. W piątek został zawieszony na jedno spotkanie przez komisję dyscyplinarną, a działacze Madrytu natychmiast złożyli odwołanie. O godzinie 18.00 komisja apelacyjna odrzuciła protest. Kolejne odwołanie, o 18.50 – znów „nie”. Jeszcze jedno i o 19.20 – „nie” ostateczne.
Tyle gwiazd w Realu, a jednak właśnie nieobecność, potrafiącego zagrać w sposób całkowicie zaskakujący rywali, Francuza była przełomowa w tym niedzielnym meczu. Siedział wysoko na trybunach, w pierwszej połowie wyglądał na znudzonego grą kolegów, w drugiej z irytacją pocierał łysinę, w ostatnim kwadransie był już zrezygnowany. Bo Real stracił gola, a jego koledzy nie potrafili na to odpowiedzieć. Uratowali się przypadkiem i przy dużej pomocy sędziego. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Carlos Marchena przepychał się z Raulem, napastnik Realu przewrócił się, a sędzia Pedro Tristante Oliva gwizdnął. Chyba tylko on miał pewność, kto kogo faulował, a prawdę mówiąc – raczej nikt nikogo. Nie zastanawiał się nad tym Luis Figo tylko spokojnie i pewnie wykorzystał karnego.
A co wcześniej robiły gwiazdy madryckiego klubu? Raul miał trzy świetne okazje, ale dwa razy trafił z bliska w bramkarza Valencii, Santiago Canizaresa, a raz nie trafił w bramkę. Figo plątał się w zawiłych dryblingach. Roberto Carlos i David Beckham mieli pięć rzutów wolnych, ale najwybitniejsi na świecie fachowcy w tej specjalności strzelali tak, że ani razu Canizares nie musiał interweniować. A, że grał w tym meczu Ronaldo, wiadomo było tylko dlatego, że poinformował o tym spiker. Brazylijski mistrz świata w poprzednich pięciu meczach przeciw Valencii strzelił aż siedem goli. W tym nawet raz nie kopnął piłki w kierunku bramki.
Skoczny Ayala
Goście też nie kwapili się do zbyt odważnej gry. Przede wszystkim nikt nie chciał przegrać, bo ten mecz mógł zdecydować o mistrzostwie Hiszpanii. Piłkarze woleli podzielić się tu punktami, a potem liczyć, że rywalom noga powinie się z kim innym. Valencia nie starała się zbytnio, ale skoro miała rzut rożny kwadrans przed końcem, no to wypadało zagrać piłkę pod bramkę Ikera Casillasa. Uczynił to Ramon Baraja, a gospodarzy zaskoczył Roberto Ayala. Argentyńczyk z nabiegu wyskoczył wysoko i potężnym strzałem głową zdobył gola.
Wystarczyłby do zwycięstwa i zmiany lidera, gdyby na końcu sędziemu wszystko się nie pomieszało.
MIZA




























































