Kawiarnie, spółdzielnie i centra integracji pokazują, jak ekonomia społeczna realnie zmienia życie. To biznes trudny, ale korzyści społeczne są ogromne - powiedziała PAP Aleksandra Wiśniewska z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych (FISE).


Podmioty ekonomii społecznej pracują z osobami, które mają trudności w odnalezieniu się na rynku pracy: po kryzysie bezdomności, uzależnieniach czy wyrokach, z niepełnosprawnościami. Wśród podopiecznych są także długotrwale bezrobotni, w tym kobiety, które przez lata opiekowały się bliskimi.
- Ekonomia społeczna to sposób prowadzenia działalności, który łączy zasady biznesu z misją społeczną. To nie socjalizm ani filantropia. Kluczowe jest to, że zysk nie trafia do właścicieli, tylko wraca do ludzi i społeczności. To reinwestycja w osoby zatrudnione oraz w ich rozwój — zaznaczyła Wiśniewska.
Jak dodała, dla jednych już same zarobki są formą reintegracji, inni potrzebują też wsparcia psychologa czy nauki podstaw życia w społeczeństwie: gospodarowania pieniędzmi, budowania relacji.Jednym z przykładów spółdzielni społecznej jest wałbrzyski „Zielony Zakątek”, który zatrudnia osoby wychodzące z bezdomności i z uzależnień. Jej pracownicy zaczynają zwykle od szkolenia w Centrum Integracji Społecznej, a później pracują przy remontach. - Otrzymują wynagrodzenie, ale też wspólne wyjazdy, wyjścia, integrację. Dla niektórych to pierwsza w życiu wizyta w kawiarni albo wyjazd nad morze — powiedziała Wiśniewska.
W warszawskiej kawiarni „Pożyteczni” pracują osoby z niepełnosprawnościami. Oprócz standardowych zadań w gastronomii uczestniczą w Akademii Umiejętności: uczą się języków, nurkują, tworzą teatr. Wiśniewska zaznaczyła, że mimo początkowych obaw lokal stał się częścią mokotowskiej społeczności. Przychodzą tam mieszkańcy, często seniorzy. - Właścicielka potrafi przyciąć ciastko do kawy emerytce, żeby zmieściła się w swoim budżecie – podkreśliła rozmówczyni PAP.
Sukcesy podopiecznych na długo zapadają w pamięć. Jak kobieta, która w „Pożytecznych” uczyła się podstaw pracy w kawiarni, a potem samodzielnie zdobyła zatrudnienie w firmie komercyjnej. - To była jej pierwsza samodzielnie zdobyta praca w życiu. Była z niej niesamowicie dumna - wspomniała Wiśniewska.
Zwróciła przy tym uwagę, że dla niektórych osób przejście do zwykłej firmy bywa trudne. Zdarza się, że nie potrafią zarządzać pieniędzmi i po odejściu z podmiotu społecznego wracają do dawnych problemów. - W spółdzielni uczy się wszystkiego: trzeźwości, odpowiedzialności i gospodarowania pieniędzmi. To nie jest oczywiste — wskazała.
Inny przykład happy endu to mężczyźni z Bielawy, którzy po 30 latach więzienia stali się wsparciem dla starszych mieszkańców: robili zakupy, chodzili do apteki, po prostu rozmawiali. - Czuli się potrzebni. To ich zmieniło — zaznaczyła.
Realne wsparcie, praca i samodzielność zamiast wykluczenia
Choć takie przedsięwzięcia mogą się utrzymywać na rynku, zazwyczaj wymagają wsparcia programów publicznych. - To biznes trudniejszy niż zwykły, ale korzyści społeczne są ogromne: osoby pracują, zdrowieją, uczą się samodzielności. I nie są wyłącznie na utrzymaniu państwa — wskazała ekspertka.
Przed świętami — przypomniała Wiśniewska — warto kupować prezenty w podmiotach ekonomii społecznej: kosmetyki, ceramikę, wyroby lniane czy rękodzieło. - To prezenty dobrej jakości i z wartością społeczną. Kupując, pomagamy ludziom realnie zarabiać i rozwijać się — podkreśliła.
Informacji o takich miejscach można szukać w wykazie przedsiębiorstw społecznych publikowanym przez resort właściwy ds. polityki społecznej: https://rjps.mrips.gov.pl/RJPS/RU/. W Warszawie warto odwiedzić m.in. kawiarnię TOMY, Margines, Otwarte Drzwi, sklepy Synapsis i „Pożytecznych”.
Mira Suchodolska (PAP)
mir/ aba/

























































