Z jednej strony Warszawa, a z drugiej Berlin. Wielu poznaniaków korzysta z zawodowej i kulturalnej oferty obu stolic, do Wielkopolski wracając, jak do domu. Poukładane, jak mój charakter – tak o swoim mieście, Poznaniu, mówi aktorka Katarzyna Bujakiewicz.


Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Gratulacje, bo Poznań według Newsweeka znowu w czołówce najlepszych miast. Nie będę przywoływać cech wskazanych przez tygodnik, zapytam Panią o pierwszą zaletę, jaka przychodzi na myśl o życiu w stolicy Wielkopolski.
|
Katarzyna Bujakiewicz: Tych zalet jest mnóstwo. W dodatku przez fakt, że tutaj mieszkam i tu się urodziłam mam do tego miasta inny, bardziej emocjonalny stosunek. My, poznaniacy, wszyscy się tu znamy... i chyba ten fakt, i to, że się lubimy powoduje, że dość łatwo jest się w tym mieście zorganizować; nie ma tu problemu, którego nie dałoby się rozwiązać.
To, co dla mnie nie mniej ważne, to że każdy poznaniak – w którejkolwiek części miasta by nie mieszkał – ma 5 minut do najbliższego miejsca, gdzie może pojeździć na rowerze czy pobiegać, i nie musi w tym celu przebijać się przez całe miasto. Z każdej strony Poznania są lasy, jeziora, godne pochwały są też ścieżki rowerowe. Zawsze śmieję się z tego, jak można żyć w mieście, gdzie jest jedna ścieżka rowerowa, na której spotykają się wszyscy – my mamy ich mnóstwo, a wiele z nich prowadzi do podpoznańskich miejscowości. Fajne jest to, że można tu sobie spokojnie poleniuchować. Poza tym Poznań jest jak mój charakter - poukładany.
I to wystarczy, żeby wybrać Poznań zamiast Warszawy, która w Pani przypadku wydaje się naturalnym środowiskiem do życia?
W Warszawie byłoby mi na pewno prościej… ale zarazem trudnej. Nie samą pracą przecież żyje człowiek i mimo ja swoją kocham, i że jest moją pasją, wolę układ, kiedy wyjeżdżam popracować, a później wracam do siebie, do domu. Podobnie było jeszcze kiedy studiowałam we Wrocławiu i pracowałam w Szczecinie – zawsze znalazł się pretekst, żeby wrócić do Poznania, nigdy nigdzie nie zagrzałam miejsca na dłużej.
Pokaż na większej mapie
Ania Przybylska powiedziała kiedyś, że to jest idealne miejsce do wychowywania dzieci - i coś w tym jest. Tutejszy spokój i fakt, że mam dokąd pójść z wózkiem zdecydowanie mi odpowiada.
Zna Pani wiele takich migrujących między Poznaniem a stolicą osób?
Wystarczy w poniedziałek o 6:30 wsiąść do pociągu na tej trasie, żeby się przekonać. Podobnie w drugą stronę, w piątek, w ostatnim pociągu IC. Jest mnóstwo osób, które pracują tam i na weekendy wracają do rodzin, bo nie są w stanie na dobre się przeprowadzić do Warszawy.
Pociąg najlepiej sprawdza się na tej trasie?
Połączenie kolejowe jest świetne, choć teraz mamy otwartą autostradę, znajomi ją testują, i podobno też sprawdza się fajnie. Mamy dobre połączenie z Warszawą, podobnie z Berlinem, więc żaden to dziś problem podróżować do pracy. Trudno przecież, żebyśmy wszyscy mieli przeprowadzić się do stolicy.
A Berlin - Poznaniacy faktycznie korzystają z wygodnego połączenia ze stolicą Niemiec i jej dobrodziejstw?
Do Berlina jeżdżą bardzo często: czy to na koncerty, bo tam bez przerwy coś się dzieje, czy żeby latać stamtąd w inne rejony świata, czy czysto turystycznie, na przysłowiową kawę.
Za modną ostatnio, bo wyjątkowo prorodzinną dzielnicę Berlina uchodzi Prenzlauer Berg. Jak z punktu widzenia młodej mamy ocenia Pani pod tym względem Poznań – miasto jest na tyle dojrzałe, żeby świadomie reagować na potrzeby młodych rodziców?
Teoretycznie każdy znajdzie tu coś dla siebie, ale gdybym mogła coś w tym mieście zmienić, zrobiłabym więcej dużych, wygodnych placów zabaw, których na przykład Warszawa ma mnóstwo, bo – jak słyszę - nimi deweloperzy zachęcają do kupna mieszkań. Tego w Poznaniu mamy mniej. Wyróżnia się Cytadela, faktycznie przemyślana pod kątem rozwiązań dla rodziców, gdzie można spędzić cały dzień, odpocząć, zjeść, nakarmić dziecko itd. I mimo że przybywa kawiarni dla rodziców z dziećmi, wciąż jest dla mnie takich lokalizacji, zwłaszcza do spędzania czasu zimą, zbyt mało.
|
Na kogo, oprócz rodziców, bardziej zdecydowanie powinno otworzyć się miasto Poznań?
Czasami słyszę od młodych ludzi, że za mało jest fajnych miejsc, gdzie można – że tak powiem - stosownie spędzić wieczór i że Poznań podobno jest wymarły wieczorem...
A jest?
Trudno mi powiedzieć, bo jeszcze za moich czasów Stary Rynek był latem pełen ludzi i takich miejsc było mnóstwo. Teraz słyszę o niedoborze dyskoteko-klubów, o tym, że w tych nielicznych, które są, wciąż przewija się to samo towarzystwo i że brak oferty dla trzydziesto-, czterdziestolatków. Ale to tylko doniesienia innych, sama nie korzystam, więc trudno mi się wypowiadać.
Wróćmy na chwilę do tego, jak się w Poznaniu mieszka, ale tym razem dosłownie. Miasto intensywnie rozlewa się na przedmieścia czy widać zapędy, żeby piąć się w górę?
Wydaje mi się, że się rozlewa, i to bardzo. Nie analizuję rynku nieruchomości, ale przeraża mnie każdy zabudowywany metr miasta. Posługując się przykładem wspomnianej Cytadeli – wolałam, gdy stał tam hotel - później zburzono go, żeby postawić bloki.
|
Z drugiej strony rozumiem, że każdy chce mieć dom pod miastem, zwłaszcza wobec licznie powstających, wygodnych obwodnic.
Najpopularniejsze dziś w Poznaniu dzielnice?
To na pewno jest Grunwald, to są Jeżyce, i to jest Sołacz.
Kończąc, pomówmy o Euro 2012. Z których inwestycji poznaniacy mogą być najbardziej dumni?
W mieście widać kolejne remontowane ulice i mnie to cieszy chyba najbardziej.
Co trzeba będzie zrealizować, odnowić w następnej kolejności?
Na pewno okolice Dworca Głównego, bo choć już odnowiony, wymaga jeszcze reorganizacji.
Skoro już jesteśmy na wylocie z Poznania - gdyby miała Pani, jako zwolenniczka życia poza stolicą, zdecydować się na jeszcze inne miasto, na które padłby wybór?
Na Trójmiasto. Gdynia, Gdańsk czy Sopot – to już bez różnicy.
Rozmawiała Malwina Wrotniak, Bankier.pl












!["Bardzo ciężka praca, ale i bardzo dobre życie". Bankowiec z Polski o realiach Nowego Jorku [Tam mieszkam]](https://galeria.bankier.pl/p/1/f/4fd22ab3ebbae7-480-288-0-0-1488-893.jpg)











































